• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Jak obrona Sokratesa

    ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 44/2017

    dodane 02.11.2017 00:00

    Mary Wagner stawała przed sądem już kilkukrotnie. Za każdym razem uznawano ją winną. Otrzymaliśmy sądowy zapis ostatniej rozprawy, która odbyła się 12 września w Toronto. Publikujemy jego fragmenty.

    To był już kolejny proces Mary Wagner według podobnego scenariusza. Kanadyjska obrończyni życia została tradycyjnie oskarżona o zakłócenie pracy kliniki aborcyjnej w Toronto, w której rozdawała róże i ulotki namawiające matki do odstąpienia od decyzji o aborcji. Policja zakuła drobną kobietę w kajdanki i przewiozła do aresztu. Rzecz wydarzyła się 12 grudnia 2016 roku. Podczas rozprawy 15 sierpnia br. sąd uznał ją winną zakłócenia porządku publicznego i naruszenia sądowego zakazu zbliżania się do kliniki aborcyjnej, nałożonego w poprzednich procesach, oraz odłożył decyzję o wysokości kary do następnej rozprawy. Wagner poprosiła, aby w tym czasie ludzie pisali do sądu listy w obronie nie tyle jej samej, co życia nienarodzonych. Napłynęło 850 listów z całego świata, także z Polski, 34 tys. e-mali, 67 tys. osób podpisało petycję w jej obronie. 12 września br. odbyła się rozprawa zasądzająca karę na Mary Wagner. Sędzia skazał ją na 9 miesięcy więzienia (zaliczono 6 miesięcy w areszcie), wyznaczył 2,5-letni okres próbny, dorzucił wymóg 50 godzin pracy społecznej i 300 dolarów kosztów procesowych.

    Ksiądz Filip Krauze, polski ksiądz pracujący w Toronto, był na sali sądowej i zdobył oficjalny zapis przebiegu procesu. Z liczącej 95 stron dokumentacji wybieramy najciekawsze fragmenty. Proces Mary Wagner budzi skojarzenia z procesem Sokratesa. Demokracja ateńska oskarżając swojego najmądrzejszego obywatela o psucie młodzieży i skazując go na śmierć, skompromitowała się totalnie. Sądowa konfrontacja prostolinijnej obrończyni życia z kanadyjskim systemem sprawiedliwości obnaża zakłamanie i niemoralność zachodnich demokracji, które z aborcji uczyniły „prawo” człowieka stawiane ponad prawo do życia.

    Wagner to paradoks

    Prokurator: – Wysoki Sądzie, na wczesnym etapie postępowania oskarżyciel wnioskował o 18 miesięcy więzienia i trzyletni nadzór sądowy dla pani Wagner. W czasie rozmów ugodowych przed rozprawą, jawnych dla publiczności, pani Wagner zaoferowano możliwość całkowitego wycofania zarzutów, pod warunkiem złożenia przez nią obietnicy, że nie będzie zbliżać się więcej do tej samej kliniki aborcyjnej. Odrzuciła tę ofertę i jesteśmy tu dzisiaj. Wniosek oskarżenia od początku brzmi tak samo: 18 miesięcy więzienia. Czy to słuszna kara? Szczerze mówiąc, Wysoki Sądzie, nie wiem. Pani Wagner przedstawia sądowy paradoks. Z każdym jej aresztowaniem, oskarżeniem, uznaniem winną, zyskuje więcej rozgłosu dla swojej sprawy. Z każdym jej wykroczeniem, uwięzieniem i skazaniem, staje się coraz bardziej bohaterką w oczach swoich zwolenników. Pani Wagner jest, o czym łatwo można się przekonać, osobą elokwentną, sympatyczną i z całą pewnością pod wieloma względami niezwykle życzliwą. Oznacza to, że ma wielki potencjał dobra. Nieszczęściem jest forma jej aktywności, która sprawia, że raz po raz staje przed sądem. Jak można stwierdzić w dokumentacji jej spraw, żaden sąd nie był w stanie powstrzymać jej od popełnienia kolejnych przestępstw, ale nie sądzę, abyśmy z tego powodu mieli się poddać w sprawie pani Wagner. Nie powinniśmy mówić, że nie można już jej powstrzymać. (…)

    Fakt, iż pani Wagner była skłonna, by wyjść warunkowo z więzienia w czerwcu, oraz to, że pojawił się dziś wniosek o zawieszenie wykonania wyroku, wskazuje, że jakaś jej część nie chce być w więzieniu. To pozwala mi dojść do uzasadnienia wniosku w sprawie wyroku. W moim mniemaniu Wysoki Sąd powinien rozważyć specjalny środek odstraszający (…). Co rozumiem przez specjalny środek odstraszający? Otóż Wysoki Sąd powinien wydać taki wyrok, który sprawi, że pani Wagner cofnie się o krok i powie sobie, że istnieją lepsze sposoby wspierania swojej sprawy. Może pomyśli i zrozumie, że może zrobić o wiele więcej poza celą więzienną. Zgodnie ze stanowiskiem, które podtrzymywała, zamierza kontynuować swoją aktywność. Czas pokaże, czy to oznacza popełnienie kolejnego przestępstwa, czy nie, ale wyrok Wysokiego Sądu musi oznaczać taki specjalny środek odstraszający, który sprawi przynajmniej to, że pani Wagner zastanowi się dwa razy, zanim wkroczy do kolejnej kliniki aborcyjnej lub naruszy kolejny nakaz sądowy. Krótko mówiąc, żądamy wyroku, który ostatecznie będzie ją trzymał z dala od więzienia, to znaczy, że następnym razem, gdy będzie święto Matki Bożej z Guadalupe, pani Wagner pomyśli sobie: nie chcę ponownie przechodzić przez to, ponieważ ostatni raz koszt był zbyt wysoki. (…)

    Miło byłoby przeczytać za pięć lat, że pani Wagner nie została znowu aresztowana i skazana, ale Wysoki Sądzie, w moim przekonaniu może to sprawić tylko wyrok, który zawiera specjalny środek odstraszający.

    Matka ocalonego dziecka dziękuje

    Sędzia: (nawiązując do listów, które otrzymał sąd) – Myślę, że byłoby dla mnie pomocne, gdybym usłyszał, które listy uważa Pani za szczególnie przydatne i godne przedłożenia. Proszę wskazać na nie, a my potraktujemy je jako dowód w sprawie.

    Wagner: – Dziękuję. Pierwszy list nie dotyczy mojej osoby. To list od pewnej kobiety, której dziecko żyje dzisiaj z tego względu, że ja i inni daliśmy jej wsparcie tamtego ranka, kiedy zostałam aresztowana.

    Sędzia: – Proszę spróbować skomentować ten list w taki sposób, który uważa pani za pomocny dla sądu.

    Wagner:– Dziękuję. Więc ten list (...) to zwrócenie uwagi na to, co dla mnie jest sednem stawianych mi oskarżeń, także tych obecnych. Chciałabym więc przeczytać ten list, jeśli to możliwe.

    Sędzia:– Proszę.

    Wagner: – „Szanowny Sędzia Rick Libman. Wysoki Sądzie, nazywam się Adonikki Olahjeday... Spotkałam Mary Wagner 12 grudnia 2016 r. w dniu, kiedy byłam pozbawiona zarówno nadziei, jak i pomocy. Chciałam zakończyć życie niewinnego nienarodzonego siedmiotygodniowego dziecka. Mary mówiła do mnie, a ja tak się cieszę, że jej posłuchałam. Zachęciła mnie i dała nadzieję. Mam teraz ośmiotygodniowe dziecko, które daje mi szczęście i spełnienie jako kobiecie. Odkąd spotkałam Mary Wagner tamtego dnia, nie byłam sama. Oni okazali mi miłość i dali mnóstwo prezentów, aby pomóc mnie i mojemu synowi”. (...)

    Myślę, że ten list pomaga nam umieścić wszystko we właściwym kontekście. Możemy mówić o wielokrotnym łamaniu przeze mnie prawa i jak można mnie powstrzymać przed tym, żebym nie trafiała do więzienia, ale nie byłabym tutaj, gdyby nie chodziło o życie i śmierć. A o to właśnie chodzi i to dobrze pokazuje ta młoda kobieta i jej dziecko. To nie jest bardzo skomplikowana sprawa. To jest bardzo proste.

    Pan Powers (prokurator – red.) podkreślił, jak ważne jest dla niego powstrzymanie mnie od powtórzenia tych akcji (…). Wysoki Sądzie, nie uważam, by udało się zasądzić taką karę więzienia, która byłaby w stanie mnie powstrzymać, ponieważ, Bóg to wie, będę nadal robiła to, co uważam, że mam do zrobienia. I raz jeszcze, jeśli nie chodziłoby o ludzkie życie, a chodziłoby tylko o moje przekonania, to istnieje wiele możliwości ich wyrażenia. Ale każdego dnia są konkretne kobiety i dzieci. Dzieci, których życie jest niepowtarzalne, bez różnicy, gdzie to życie się znajduje. I nie sądzę, że mogłoby to być lepiej zilustrowane niż przez list tej młodej kobiety.

    Czy wolno powstrzymać samobójcę?

    Sędzia: – Pani Wagner, oprócz listów, czy jest coś jeszcze, co chciałaby Pani powiedzieć?

    Wagner: – Cóż, Wysoki Sąd uznał, że jestem winna, ale nadal ma różne opcje, jak sam zauważył. Jeśli sąd zrozumie moje stanowisko, że ewidentnie brakuje nam ochrony ludzi, którzy są jednymi z nas, którzy są częścią naszej ludzkiej rodziny, ale zostali z niej wykluczeni… Jeśli sąd mógłby to zobaczyć, że, owszem, formalnie uznał moją winę, ale dostrzega rzeczywistość istniejącą poza tym, co zapisano w księgach naszych praw. A ja mam dowód przed sobą, jest nim dziecko, które dziś żyje, a gdybym się posłusznie dostosowała do tego, co mi nakazał sąd, dziś by nie żyło. A to dziecko może nie być jedyne, ponieważ, choć nie zostało to udowodnione, widzieliśmy w zapisie wideo kobietę, która opuściła klinikę aborcyjną tego dnia. Młoda kobieta, która wyszła, o czym nie wspomniałam w moim zeznaniu, była w poczekalni przed aborcją. Więc jest co najmniej dwoje dzieci, o których wiemy. Jeszcze raz powtórzę, chodzi o życie i śmierć, i to jest jedyny powód, więc chciałabym, żeby sąd wziął to pod uwagę. Jeśli chodzi tylko o to, aby zachować literę prawa, i to jest wszystko, o co sąd dba, to proszę oczywiście uderzyć tą księgą we mnie i wrzucić do więzienia na maksymalnie długo, skoro chodzi tylko o to. Ale jeśli jest inaczej, jeśli można dostrzec rzeczywistość leżącą u fundamentu, to proszę łaskawie o wzięcie tego pod uwagę…

    Sędzia: – Nie jestem pewien, pani Wagner, dlaczego te rzeczy muszą się wzajemnie wykluczać. (…) Chciałbym Pani wskazać, że ten sąd nie jest sądem nad tym, dlaczego Pani wierzy w to, w co wierzy, ale chodzi o to, gdzie i kiedy ta wiara się manifestuje. I nie rozumiem, dlaczego uważa Pani, że musi łamać prawo, aby dzielić się swoimi przekonaniami. Sądy nie stanowią prawa. One interpretują i egzekwują prawa.

    Wagner: – W porządku. Dziękuję za te uwagi, ponieważ lepiej rozumiem, jakie jest pańskie stanowisko. Ponieważ nie chodzi po prostu o wyrażanie moich przekonań. Gdyby tak było, na pewno mogłabym się cofnąć za jakąś niewidzialną linię i tam stać codziennie, ale jeśli można być blisko matek i ich dzieci, które są w niebezpieczeństwie, to dlaczego miałabym zrezygnować z nadziei? To jest jak z miłością, chodzi o kochanie ludzi tak mocno, jak się da, i o spotkanie z nimi, a nie o wyrażanie moich przekonań, to jest drugorzędne. Nie staram się udowadniać niczego czy rozumieć kogokolwiek. Naprawdę chodzi o to, jak mogę zatroszczyć się o tę matkę i to dziecko, czynić wszystko, co można, poprzez obecność, słowo, modlitwę, poprzez to, że ich nie zostawiam. Wysoki Sądzie, gdyby ktoś powiedział: „jestem zmęczony życiem, skoczę z mostu”, a istniałoby prawo, które mówi, że ludzie mogą się zabić, jeśli chcą (w rzeczywistości go nie ma), to czy podejmiesz jakieś działanie i w którym momencie się zatrzymasz? Czy powiesz, okej, nie pójdę dalej, po prostu stanę na tym moście, a on niech idzie i robi co chce. Jeśli naprawdę kochasz swojego przyjaciela, postarasz się zrobić to, co możesz, aby pomóc mu w chwilach ciemności, a to oznacza fizyczną obecność. Dlatego właśnie tam idę, o to w tym chodzi. Nie tylko o wyrażanie moich przekonań. Nie chodzi o głoszenie jakiejś teorii.

    Jakie społeczeństwo budujemy?

    Sędzia: – Pani pozwoli, że zapytam o ostatnią rzecz. (…) Nie sądzę, by ktoś miał problem z uznaniem szczerości i siły Pani poglądów, ale jestem pewien, że rozumie Pani jedną rzecz, mianowicie, że nie można mówić o przestrzeganiu prawa, gdyby każdy miał indywidualnie decydować, co dane prawo znaczy. Innymi słowy, Pani i ja możemy się nie zgadzać z prawem, możemy się nie zgadzać nawet bardzo mocno, ale jeśli ktoś stawia siebie w takiej pozycji, że prawo nie odnosi się do niego i że jego działania nie podlegają ocenie prawa, to jakie społeczeństwo ukształtujemy, jak Pani myśli?

    Wagner: – No cóż, Wysoki Sądzie, wierzę mocno, że podlegam prawu całkowicie. To jest jasne, spójrzmy na historię, kiedy w okupowanej przez nazistów Polsce czymś nielegalnym było pomaganie Żydom, którzy byli systematycznie mordowani. Takie było prawo. I ja mogłabym stanąć przed sądem, jeśli Bóg by dał. Nie uważam, bym miała tyle odwagi, ale to byłaby podobna sytuacja. (…)

    Sędzia: – Widzi Pani, nie sądzę, by ta analogia była właściwa. Rozumiem, co miało wpływ na Panią. Wiem, że Pani ojciec wychowywał się w nazistowskiej Czechosłowacji i że to mogło mieć na Panią wpływ, ale Pani porównuje zachowanie totalitarnego państwa z państwem demokratycznym. Ja jestem zobowiązany do wydania wyroku, który będzie odpowiadał okolicznościom samego przestępstwa oraz okolicznościom związanym z Pani motywacjami. (…)

    Chcę mocno podkreślić, że podczas procesu Pani zachowanie było nienaganne. Wszelkie komentarze były pełne szacunku i przemyślane. Nie zawsze tak bywa podczas procesów. Mam przynajmniej taką nadzieję, że dostrzegła Pani, że jej komentarze były pomocne. Ja skorzystałem na poznaniu opinii Pani i jej zrozumieniu. Czy jest jeszcze coś, co chciałaby Pani powiedzieć przed końcową procedurą?

    Wagner: – Po prostu myślę o tym, aby powrócić do szerszej perspektywy. Jeśli nie możemy uznać podstawowego prawa człowieka do życia, (...) jeśli wyrzucimy je do kosza, to naprawdę działamy po swojemu i to my sami tworzymy chaos w społeczeństwie, ponieważ wyrzuciliśmy coś tak fundamentalnego. Postępujemy zgodnie z tym, co uważamy za prawo i porządek, ale w istocie tak nie jest. Uczymy ludzi, że to nie ma związku z tym, co jest moralnie słuszne, co można moralnie oceniać. (...) To bardzo niebezpieczne. Myślę, że to wszystko. Dziękuję. 

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Łukasz
      04.12.2017 20:56
      Święta kobieta...
    • Pref
      04.12.2017 23:28
      Mocne. Argument z samobójcy - nie do odparcia w kontekście tematu. Nikt by jej nie karał, gdyby chodziła za samobójcą i zachęcała, żeby się nie zabijał.
    • Gość
      05.12.2017 18:20
      Sąd zrobił na mnie wrażenie - naprawdę zadaje mądre, jak na tę perspektywę patrzenia, pytania...
    • Rysiek
      10.12.2017 11:16
      "Kto ratuje jedno życie - ratuje cały świat"
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół