Nowy Numer 07/2018 Archiwum

„Amoris laetitia” oczami małżonki

W Kościele trwa dyskusja wokół adhortacji „Amoris laetitia”. Są też pytania, które stawiają małżonkowie.

W dyskusji na temat interpretacji adhortacji, dotyczącej Komunii Świętej dla osób rozwiedzionych, zwykle zabierają głos osoby duchowne. Przyjmuje się, że sprawa ta nie dotyczy małżeństw, tylko osób po rozwodzie, żyjących w tzw. nowych związkach. Tymczasem my, małżeństwa, z dużym niepokojem śledzimy zmiany, które mogą wpłynąć także na nasze losy. Myślę, że moje przemyślenia na ten temat wyrażają obawy wielu rodzin.

Im łatwiej, tym więcej

Adhortacja „Amoris laetitia” nie daje jasnych wskazówek co do zmiany dyscypliny sakramentalnej wobec osób rozwiedzionych. Jednak w kilku krajach pojawiły się interpretacje, które zezwalają na dopuszczanie do Komunii Świętej osób żyjących w tzw. związkach nieregularnych. Tak stało się np. w Argentynie, Niemczech czy na Malcie. Otwartość na ludzi żyjących z dala od Kościoła i sakramentów jest niewątpliwie zadaniem chrześcijan. Jednak manewrowanie przy zasadach dotyczących osób po rozwodzie może okazać się niebezpieczne.

Wszelkie wypowiedzi, które usprawiedliwiają sytuację po rozwodzie, słyszą nie tylko osoby rozwiedzione, ale także ludzie, którzy przeżywają kryzysy w małżeństwie i doświadczają pokusy rozwodu. Podejście proponowane przez niektórych biskupów znacząco osłabia motywację do pokonywania małżeńskich trudności. Pojawia się obawa, że tak skonstruowany pomysł na rozwiązanie problemu rozwodów sprawi, iż wraz z rosnącą liczbą konkubinatów dopuszczonych do Komunii Świętej rosnąć będzie również liczba rozwodów wśród małżeństw, które w dotychczasowych warunkach nigdy by się nie rozpadły.

Razem z mężem jesteśmy od lat zaangażowani w sprawy Kościoła. Dzięki modlitwie i pomocy Bożej jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Jednak zdarzają się nam momenty trudniejsze, kryzysy i zwątpienia. Nie ma małżeństw niezagrożonych. Wydaje mi się, że wszystkie przechodzą przez większe lub mniejsze lęki przed rozpadem ich rodziny. Liberalna interpretacja „Amoris laetitia” wzmaga tego typu niepokoje, ponieważ stwarza rodzaj nagrody za rozwód. Jeśli student stanu wolnego mieszka i współżyje z dziewczyną, popełnia grzech ciężki, naraża się na wieczne potępienie i nie może przystępować do sakramentów, dopóki nie porzuci swojego grzechu. Odmowa Komunii Świętej jest wyraźną przestrogą przed karą wieczną i dlatego dotkliwość tej sytuacji jest wychowawcza. W podobnej sytuacji znajdują się ci, którzy współżyją seksualnie przed ślubem albo nie potrafią dotrzymać wierności małżeńskiej. Jeśli jednak ktoś się rozwiódł, to okazuje się, że zasługuje na specjalne potraktowanie. Mężczyzna po rozwodzie, który znajduje się w niemal identycznej sytuacji, w jakiej był przed laty jako student, czyli mieszka i współżyje z kobietą bez ślubu, spotka się teraz z zupełnie inną reakcją Kościoła. Wcześniej był traktowany surowo, teraz jest pocieszany, usprawiedliwiany, rozgrzeszany. Liberalna interpretacja nie definiuje pojęcia „nowy związek”. Nie jest określone, jak długo trzeba być w nowym związku i ile nowych związków po rozwodzie kwalifikuje się do uzyskania rozgrzeszenia. Korzyść tego rozwiązania dla osób w takich „porozwodowych związkach” jest tylko pozorna i chwilowa. Nie ma tu motywu do dożywotniej odpowiedzialności za tę kolejną osobę oraz wspólne dzieci. Osoby w porozwodowych związkach nie będą chronione nauką Kościoła przed rozpadem kolejnego związku. Jeśli usprawiedliwi się łamanie przysięgi ważnego sakramentu, to tym szybciej usprawiedliwi się porzucenie kolejnej osoby, z którą ktoś związał się bez żadnego zobowiązania.

Niemożliwa wstrzemięźliwość?

Groźnym sformułowaniem wydają mi się słowa o niemożliwości zachowania wstrzemięźliwości seksualnej zawarte w dokumencie biskupów argentyńskich. Retoryka środowisk liberalnych polega właśnie na propagowaniu fałszywej teorii o rzekomej niemożliwości zachowania celibatu oraz czystości seksualnej. Jest to połączone z ukrywaniem, marginalizowaniem i fałszowaniem natury, skali, przyczyn i przebiegu uzależnień seksualnych. Rzekome zamęczanie dzieci zakazywaniem im realizacji ponoć niemożliwych do powstrzymania potrzeb seksualnych od urodzenia jest sztandarowym argumentem używanym przy wdrażaniu edukacji seksualnej, przed którą ostrzega wiele środowisk chrześcijańskich. Zauważmy, że dokładnie ten sam koronny motyw środowisk liberalnych został wpisany do dokumentów kościelnych. Takie ujęcie sprawy znacząco osłabia motywację do walki z uzależnieniem seksualnym, a pamiętajmy, że to ono jest jednym z powodów rozpadu małżeństw. Liberalny kierunek zmian w dyscyplinie Kościoła jest groźny dla nas nie tylko jako małżonków, ale także jako rodziców.

Proces o nieważność a rozeznawanie

Porównajmy liberalne zasady rozgrzeszania rozwiedzionych z kościelnymi procesami o stwierdzenie nieważności sakramentu małżeństwa. Procesy kościelne prowadzą wyznaczeni księżą cieszący się zaufaniem biskupów, którzy mają odpowiednie przygotowanie i wykształcenie. Muszą trzymać się jasno określonych zasad. W myśl liberalnej interpretacji adhortacji dopuścić do Komunii św. osobę rozwiedzioną żyjącą w nowym związku może każdy ksiądz. Przypisano tu owemu „każdemu księdzu” dobre intencje i wysoką dojrzałość. W świecie realnym tak być nie musi. Uzyskanie rozgrzeszenia może łatwo stać się kwestią znalezienia kapłana o odpowiednio szerokim sumieniu.

Jeśli w procesach o stwierdzenie nieważności małżeństwa wniosek składa jedna strona, to druga jest zawsze informowana i wezwana do zajęcia stanowiska. Konieczne są obiektywne dowody i zeznania świadków. We wspomnianym w „Amoris laetitia” rozeznawaniu ksiądz może poznać wersję tylko jednej strony. Opinia sakramentalnego małżonka, świadków oraz inne dowody nie są konieczne w procesie rozeznawania.

W procesach kościelnych o stwierdzenie nieważności sakramentu małżeństwa małżonek, który czuje się pokrzywdzony, może wnieść apelację. W przypadku nadużyć rozgrzeszania uzyskanego na drodze rozeznawania porzuceni małżonkowie oraz biskupi będą bezsilni, bo ten proces ma być objęty tajemnicą spowiedzi. Sakrament małżeństwa był zawarty publicznie, przy świadkach. Czy ocena jego sprzeniewierzenia ma się odbywać w całkowitej tajemnicy? Skutki owego tajnego rozeznania będą przecież publiczne, gdyż ludzie żyjący w konkubinatach będą przystępować do Komunii publicznie, a następstwa będą dotykać także ich sakramentalnych małżonków, dzieci z sakramentalnego małżeństwa czy przeżywających wątpliwości innych małżonków.

« 1 2 »
oceń artykuł

Reklama

  • Janta
    21.08.2017 21:11
    Do Leo! Jeśli ktoś kto przystępuje do spowiedzi, powie, że zrywa z grzechem, a w skrytości z grzechem nie zerwie - popełnia najcięższy grzech - przeciwko Duchowi Św. Więc proszę nie robić wody z mózgu. A już na pewno Panu Bogu nie da się zrobić wody z mózgu.
  • Anna Panna
    22.08.2017 00:33
    ŚWIECCY muszą tłumaczyć HIERARCHOM, że ich nauczanie stanowi zagrożenie dla moralności i ciągłości Magisterium. Świat staje na głowie.
    doceń 12
  • Fidel Castro
    22.08.2017 17:58
    Piszesz:"Jeśli jesteś przeciw rozwodom i drugim związkom to skąd się bierze u ciebie aprobata dla Komunii św. dla niesakramentalnych wychowujących dzieci? Jakieś rozdwojenie jaźni?" Faryzeusze myśleli podobnie :. "Jeśli Jezu, piętnujesz cudzołóstwo ,bo mówisz: 28 A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa". To czemu puszczasz cudzołożnicę bez jakiejkolwiek potępienia ? Jakieś rozdwojenie jaźni ? Z jednej strony,każesz sobie wykolić oko aby odrzucić grzech.Z drugiej mówisz: "Idź i nie grzesz więcej".Tak jakby nic się nie stało. Jakieś rozdwojenie jaźni ? Prawo nakazuje karać cudzołóstwo! A Ty Jezu jej nawet nie potępiłeś! Jakie zasady moralne mamy pokazywać naszym dzieciom ? "Idź i nie grzesz" ? To ma być kara za grzech ? Podważasz zasady naszego kościoła.......
    doceń 1
  • Radek
    23.08.2017 07:51
    ostatnio oglądałem konferencje bp. Rysia gdzie mówił, że "przyjęcie eucharystii to nie jest nagroda za bycie bez grzechu tylko środek mający pomóc w osiągnięciu nieba". Więc czemu zabraniamy innym przyjmowania eucharystii? Czy to jest miłosierdzie, przecież Ci wdzięczni ludzie zbliżą się do kościoła a nie będą czuli się odrzuceni.Te przypadki trzeba określać indywidualnie a nie wrzucać wszystkich do 1 worka :-) Na zachodzie już mało kto chodzi do kościoła, czy naprawdę poczujemy się super jak wyrzucimy tych kilku którym jeszcze zależy, którzy się np nawrócili po rozwodzie? Wątpię, żeby argument o uczestniczeniu w komunii był istotny z punktu widzenia rozwodu- ludzie się rozwodzą bo stają się dla siebie wrogami i brak im miłości. Poza tym pomysł aby małżeństwo spało razem w łóżku ale nie uprawiało aktu to z cyklu science-fiction. Gotowa droga do rozstania. W zasadach kościelnych jest dużo kontrowersji np. czemu można stosować kalendarzyk a prezerwatywę już nie? Na naukach kościelnych Pan świecki ominął ten temat, a ks Pawłukiewicz podaje tylko argument finansowy. Jest to pogmatwane i jakoś z tym żyjemy, tutaj dodamy kolejną pogmatwaną sprawę z amoris letina i też to przeżyjemy. Na koniec dodam, że jestem prosty chłopak i dla mnie najważniejsze jest przykazanie miłości, to jest priorytet:-) pozdrawiam serdecznie wszystkich