• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Patriot – jak to działa?

    Tomasz Rożek Tomasz Rożek

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Niemal na pewno Polska będzie miała system obrony przeciwrakietowej Patriot amerykańskiej firmy Raytheon. Czym dokładnie jest ten system?

    Wiemy, że rząd USA zezwolił na zakup baterii w takiej konfiguracji, jakiej używa amerykańskie wojsko. To oznacza najnowszą możliwą wersję. Sprawa nie jest świeża. Rozmowy rozpoczął poprzedni rząd PO-PSL. Jeżeli nie uległy zmianie warunki tamtych negocjacji, to będziemy mieli 8 baterii rakiet, których zasięg wynosi nawet 100 km. Dwie pierwsze baterie będą dostarczone do 2019 roku, a wszystkie pozostałe nie później niż do 2026 roku. Jeżeli w tym czasie te dwie pierwsze się zestarzeją (technicznie), w ramach kontraktu zostaną zmodernizowane. Cena na razie nie jest znana. Katalogowo zapłacilibyśmy około 50 mld złotych, ale MON twierdzi, że będzie taniej. Nie wiadomo też, ile na kontrakcie zarobią Polacy, choć deklaracje mówiące o 50 proc. offsetu brzmią dobrze. Ale jak to z obietnicami bywa… może być różnie.

    Wiemy na pewno, że Polska Grupa Zbrojeniowa pół roku temu podpisała z amerykańską firmą Raytheon list intencyjny, a sami Amerykanie twierdzą, że będą mogli przekazać Polakom dokumentację wszystkich podzespołów systemu. Inne polskie firmy także podpisały listy intencyjne, a w kilku przypadkach Polacy już teraz produkują podzespoły do systemów sprzedawanych w innych krajach. Przykładem może być chociażby firma Teldat z Bydgoszczy, która dla rakiet Patriot produkuje jeden z rodzajów podzespołów elektronicznych. W przypadku tej konkretnej firmy współpraca z Amerykanami trwa już od lat.

    Nasz wkład

    Dzielenie się technologiami z polską stroną to konieczność. Polacy muszą potrafić nie tylko sprawnie obsługiwać nowy system, ale także go serwisować i ewentualnie modernizować. Tego nie da się zrobić, nie mając pojęcia o tym, jak poszczególne systemy działają. Dzięki transferowi technologii Amerykanie mają możliwość sprawdzania nowych dostawców sprzętu. Ten dostawca może być znacznie tańszy niż jego amerykański odpowiednik. I tutaj Polska jest dobrym przykładem. Nie jesteśmy krajem, w którym technologie z najwyższej półki przychodzą zza granicy. Wiele tych technologii powstaje u nas, tylko z różnych powodów to nie my na nich zarabiamy. Tak było z niewystępującym w naturze azotkiem galu (GaN), który jest podstawą działania radarów wykorzystywanych w najnowszych wersjach rakiet Patriot (chodzi konkretnie o dopiero co przetestowane radary AESA, czyli antenę z aktywnym skanowaniem elektronicznym – Active Electronically Scanned Array). Azotek galu powstał w Polsce. A dzięki niemu może powstać radar, który z niezwykłą czułością jest w stanie obserwować obszar o promieniu 360 stopni, a więc pełną sferę. A radar w tego typu systemach to podstawa. W końcu rakiety Patriot nie działają dzięki wprowadzaniu współrzędnych celu, tylko automatycznie, z pominięciem człowieka.

    Jak to działa?

    Jedna bateria rakiet składa się z radaru, stanowiska dowodzenia i mobilnych wyrzutni. Te wyglądają jak ciężarówki i może ich być od 4 do 8. To zależy od konfiguracji systemu i od tego, co w tych wyrzutniach będzie się znajdowało. Na razie nie ma informacji o tym, jak skonfigurowane będą polskie zestawy, ale z wcześniejszych informacji wynikało, że na każdej z naszych platform będą zainstalowane 4 rakiety PAC-3 i 3 rakiety PAC-2. W sumie siedem. PAC-3 zwalczają rakiety, a PAC-2 niszczą zarówno rakiety, jak i wrogie samoloty. Kilka lat temu eksperci twierdzili, że taki kraj jak Polska potrzebuje około 10 baterii rakiet, po to by „pokryć nimi” całą powierzchnię. Z najnowszych informacji wynika, że będziemy mieli 8 baterii.

    Radary systemu Patriot nieustannie przeglądają niebo w zadanym sektorze. Gdy tylko pojawi się na nim coś podejrzanego, system ten obiekt identyfikuje. To bardzo ważna część całej procedury, bo na niebie może pojawiać się wiele obiektów, w tym cywilne czy pasażerskie. Informacje z radarów są na bieżąco przekazywane do centrum dowodzenia, a samo centrum ma bezpośrednią łączność z systemami wyrzutni rakiet. Te trzy elementy, choć bardzo mocno ze sobą powiązane, wcale nie muszą być blisko siebie. System jest w pełni zautomatyzowany. Musi taki być! Żeby zestrzelić rakietę średniego lub krótkiego zasięgu, trzeba działać naprawdę szybko. W przypadku patriotów od momentu wykrycia przez radar lecącego obiektu do momentu wystrzelenia rakiety mija mniej niż 10 sekund. Tutaj nie ma czasu na zastanawianie się i ludzką analizę. Człowiek nie zdążyłby się zastanowić i podjąć decyzji. Gdy rakieta zostanie wystrzelona, jej tor ruchu jest nieustannie śledzony przez radary systemu. Sama wielkość rakiet jest mocno zależna od typu uzbrojenia. Rakiety PAC-3 ważą około 300 kilogramów, ale już waga PAC-2, przeznaczonych do unieszkodliwiania rakiet i samolotów, to około 900 kilogramów. Co ciekawe, rakiety te nie wybuchają, tylko taranują wrogi obiekt.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Maluczki
      16.07.2017 09:54
      Panie Rożek! Ile jeszcze tlenu pozostało w atmosferze Ziemi? Może już nam bardziej szkodzi niedotlenienie, a nie smog? I jeszcze jedno: Skąd nagle w powietrzu pojawił się ozon? Całą zimę go nie było, a teraz nagle się pojawił? Czyżby piecyki, w których się nie pali wytwarzały ozon?
    • Twórca PARIOT z Polski
      03.09.2017 21:28
      "Katalogowo zapłacilibyśmy około 50 mld złotych....Rakiety Patriot to bez wątpienia najnowocześniejsza broń przeciwrakietowa i przeciwlotnicza. Jest kosmicznie droga" Przy tej okazji warto wspomnieć o iżynierze Zdzisławie Starosteckim, który w latach osiemdziasiątych XX wieku był szefem zespołu pracującego nad systemem rakietowym PATRIOT, osobiście JEST AUTOREM konstrukcji głowicy rakiety, właśnie tej o której wspomina w artykule p. Rożek " rakiety te nie wybuchają, tylko taranują wrogi obiekt". Inżynier Starostecki po II WŚ pozostał na emigracji, zamieszkał w Londynie, a w 1952 roku przeniósł się do Stanów Zjednoczonych. Tam studiował na Stevens Institute of Technology, następnie w 1960 roku, zatrudniono go w Centrum Badań Obronnych US Army (Defense Department Research and Development Center). Z jednej strony szkoda, że nie wrócił do kraju ale z drugiej, jakie miałaby tu szanse rozwoju ? Żadne a wrecz nie wykluczone, że zostałby zniszczony. Tak czy tak szkoda, bo to my moglibyśmy sprzedawać tą technologię obronną i na tym zarabiać (teraz wydamy 50 miliardów zł). Teraz takze ci najzdolniejsi wyjeżdżają z Polski (poza granicami jest na stałe ponad 20 mln Polaków) a już ponad 4 BILIONOWE zadłużenie, ktoś przecież musi spłacić....
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół