• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • O rzeczach najważniejszych

    Andrzej Grajewski

    dodane 06.07.2017 00:00

    Jak żyć z osobą, z którą od dawna nie ma kontaktu werbalnego, całkowicie zdaną na naszą opiekę i miłość?

    Jerzego Polaczka poznałem, gdy był posłem AWS i zgodził się kandydować na prezesa IPN. Wybór tej kluczowej dla uruchomienia Instytutu postaci znalazł się właśnie w impasie. Mimo że został wskazany przez Kolegium, zrezygnował z ubiegania się o urząd, kiedy pojawiła się kandydatura z większymi szansami na wybór w Sejmie. Później został ministrem transportu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Mandat poselski po raz szósty zdobył z listy PiS w 2015 r. Podczas naszych spotkań nigdy nie wspominał o sytuacji rodzinnej, aż wczesną wiosną napomknął, że spieszy się do domu, gdyż ma dyżur przy teściowej, od czterech lat przykutej do łóżka przez postępującą chorobę Alzheimera. Zapytałem, czy zgodziłby się opowiedzieć o tym doświadczeniu. Odpowiedział twierdząco, ale żona Małgorzata miała w tej sprawie inne zdanie. Dopiero po kilku miesiącach zostałem zaproszony do ich domu na obrzeżach Tarnowskich Gór – dokąd przenieśli się z Piekar Śląskich (rodzinnego miasta posła Polaczka). Dom wybudował w 1907 r. dziadek pani Małgorzaty, Józef Soremski, maszynista na kolei.

    Pokój na parterze wypełnia wielkie łóżko, w którym od lat, praktycznie bez czucia, leży Cecylia Buchwald, matka Małgorzaty. To wokół niej kręci się całe życie Małgorzaty, wypełnione pielęgnacją, karmieniem i troską o zdrowie mamy. Specjalistyczne łóżko otrzymali od ks. Tadeusza Palucha, gorliwego duszpasterza z bytomskiej parafii św. Jacka, który zorganizował u siebie ruch rodzin niepełnosprawnych. – Mamie, która ma 82 lata, zdrowie zaczęło pogarszać się po śmierci taty – wspomina Małgorzata. – Szczęśliwie przeżyli ze sobą 56 lat i jego odejście, po dwóch latach ciężkiej choroby nowotworowej, było dla niej doświadczeniem bardzo trudnym. Najpierw pogorszył się z nią kontakt, później następowało coraz większe ograniczenie ruchowe, aż w końcu zupełnie straciła zdolność poruszania się. To nie znaczy, że mama nie reaguje na to, co do niej mówimy. Jest z nią kontakt emocjonalny i wiem, że ona ma świadomość tego, co wokół niej się dzieje.

    Przede wszystkim jednak są obowiązki. Trzeba ją nakarmić kilkakrotnie w ciągu dnia, najlepiej o tych samych godzinach. Wyzwaniem jest utrzymanie higieny. Dwa lub trzy razy w tygodniu trzeba chorą przenieść do łazienki, a to wymaga sporej siły. Dlatego nieodzowna jest pomoc męża albo dzieci. Problem w tym, że ich często nie ma w domu. Dzieci studiują w Warszawie i Krakowie, mąż wiele czasu spędza w Warszawie, jest bardzo pracowitym politykiem i posłem. Choć, jak podkreśla, ograniczył do minimum swój udział we wszelkich oficjalnych uroczystościach, aby pomagać żonie. Choroba teściowej była także dla niego ważnym sprawdzianem, jeśli chodzi o hierarchię wartości, odróżnienie tego, co jest ważne i nieprzemijające, od pogoni za chwilowym sukcesem, o którym jutro już nikt nie będzie pamiętał.

    Wynagradzam jej trud

    Ważną rolę w opiece nad chorą odgrywają dzieci Polaczków (w 2016 roku wolontariusze Światowych Dni Młodzieży w Krakowie). W czasie naszej wizyty w ich domu obecny był tylko Michał, student drugiego roku prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przy babci wykonuje głównie prace wymagające siły fizycznej. Jest bardzo pomocny, gdy trzeba ją przenieść do łazienki, gdzie jest umieszczana na specjalnym podnośniku, aby mogła być wykąpana, albo gdy trzeba ją przewinąć w czasie codziennej pielęgnacji. Swoją obecność przy niej traktuje jako rzecz naturalną. – To moment, w którym wynagradzam jej trud, jaki włożyła w nasze wychowanie w dzieciństwie. Babcia z pewnością w jakimś sensie mnie ukształtowała i teraz jestem zobowiązany oddać jej tamten czas. Gdy jest telefon od mamy, że trzeba pomóc, to nie zastanawiam się długo, tylko przyjeżdżam. Czasem wymaga to zmiany planów, więc mówię znajomym: mam chorą babcię i muszę jechać do domu.

    Michał obraca się w szczególnym środowisku. Mieszka w ośrodku akademickim Barbakan w Krakowie. Wolontariuszem jest nie tylko przy babci. Bierze udział w letnich projektach, w czasie których razem z innymi studentami pomaga m.in. w domach opieki społecznej. W tym roku pojadą do Lwówka Śląskiego, aby zajmować się dziećmi, a także osobami starszymi w Domu Pomocy Społecznej. Jak podkreśla, wśród znajomych na uniwersytecie jest pełne zrozumienie dla takiego zachowania. W Warszawie, gdzie chodził do publicznej szkoły średniej, czasem zdarzało mu się słyszeć opinie kwestionujące sens takiej postawy. – Lepiej oddać chorą osobę do domu opieki społecznej, nawet zapłacić, odwiedzać, ale nie mieć jej u siebie w domu. Michał tego poglądu nie podziela. Kontakt z babcią jest dla niego wartością samą w sobie. – To nie jest tak, że babcia niczego nie rozumie. Jest inteligentną osobą i z pewnością wie, co do niej mówimy, daje nam to na swój sposób odczuć – uśmiechem. Ten kontakt jest wartością dla obu stron – mówi z przekonaniem.

    Rodzice mogą liczyć również na pomoc i wrażliwość najstarszego syna Rafała (kończy w tym roku studia w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie). Pomimo zaangażowania w sprawy studenckie, zawodowe i społeczne bez wahania przyjeżdża, kiedy jest to potrzebne.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół