• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Ziemia obiecana

    Marcin Jakimowicz

    |

    GN 24/2017

    dodane 15.06.2017 00:00

    W marcu średnie wynagrodzenie na Ukrainie wyniosło niecałe 950 zł, ale mnóstwo ludzi, zwłaszcza na prowincji, zarabia połowę tej kwoty. Granica na Bugu stanowi dla nich przepustkę do lepszego świata. W ślad za nową falą emigracji podążają duszpasterze.

    Na Wyspach Brytyjskich mieszka około miliona Polaków. Mniej więcej tyle samo Ukraińców trafiło w ostatnich latach nad Wisłę. Ilu dokładnie? Trudno o precyzyjne dane. Imigrantów zza Bugu obowiązują uproszczone procedury oświadczeń o pracę, które nie wymagają ewidencjonowania miejsca pobytu pracowników zza granicy. Będą przyjeżdżali, dopóki zarobki będą tu lepsze niż na Ukrainie. Stany Zjednoczone są dla nich za drogie, Wielka Brytania niedostępna (wizy!). Dopiero przed miesiącem w Strasburgu w obecności prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki podpisano porozumienie o zniesieniu w Unii Europejskiej wiz dla obywateli Ukrainy. Ci z nich, którzy mają paszporty biometryczne, będą mogli wjechać do krajów członkowskich UE bez wizy na 90 dni w ciągu pół roku. Nie dotyczy to jednak Wielkiej Brytanii i Irlandii.

    W 2016 r. polskie firmy zadeklarowały chęć zatrudnienia 1,3 mln cudzoziemców, w tym ponad miliona Ukraińców.

    Wielka fala

    Wielokrotnie przechodząc obok tabliczek z napisem „Teren budowy”, słyszałem język ukraiński czy rosyjski. Nasi wschodni sąsiedzi jeżdżą coraz częściej tirami na polskich tablicach rejestracyjnych. Ze wschodnim akcentem mówią kelnerki czy fryzjerki. Rosnąca od dwóch lat liczba Ukraińców przybywających do Polski jest efektem niezwykle trudnej sytuacji ekonomicznej tego państwa (najniższe zarobki w Europie) i konfliktu zbrojnego z Rosją, który paraliżuje wschód kraju.

    W marcu średnie wynagrodzenie na Ukrainie wyniosło 255 dolarów, czyli niecałe 950 zł i choć kilka miesięcy temu płacę minimalną zwiększono prawie dwukrotnie, wynosi ona jedynie 118 dolarów, czyli ok. 550 zł. Nic dziwnego, że Ukraińcy masowo przekraczają granicę w Korczowej, Dorohusku czy Hrebennem, by podreperować wątły stan domowego budżetu.

    Badania na temat zatrudnienia imigrantów z Ukrainy przeprowadzone przez Narodowy Bank Polski wykazały, że większość zarobionych nad Wisłą pieniędzy wysyłają rodzinom w kraju. Jedynie w 2015 r. przesłali do domów 5 mld zł. Właśnie niezadowalający poziom wynagrodzenia jest głównym motorem tej masowej migracji. Wskazało na niego aż 59,8 proc. ankietowanych imigrantów z Ukrainy (do 2013 r. w ten sposób określało się 49,7 proc.). Na drugim miejscu wymieniali brak pracy (20,1 proc. migrantów) i sytuację polityczną w kraju (12,5 proc.).

    Ponad 90 proc. Ukraińców podejmuje w naszym kraju pracę fizyczną. Najczęściej zatrudniani są przy tzw. pracach prostych, a także w rolnictwie, przetwórstwie przemysłowym, budownictwie, transporcie i w charakterze opiekunów. Średni dochód na rękę obywateli Ukrainy pracujących w aglomeracji warszawskiej wynosi 2105 zł. Najwięcej zarabiają pracujący w sektorze remontowo-budowlanym (2729 zł), najmniej świadczący usługi dla gospodarstw domowych (1826 zł). Pracują średnio 54 godziny tygodniowo. Stawki ich wynagrodzeń są znacznie mniejsze niż Polaków. Cechą tej migracji jest jej cyrkulacyjny charakter: przyjeżdżają do Polski na kilka miesięcy, a następnie wracają do kraju.

    Nową falę migracji (która trwa do dzisiaj) rozpoczął konflikt zbrojny z Rosją. Po wybuchu wojny do Polski przyjechało więcej tych obywateli Ukrainy, którzy wcześniej nigdy nie byli w naszym kraju. Stanowią oni 41,3 proc. imigrantów i różnią się od dotychczasowych „stałych bywalców” pod wieloma względami. Jedną z najważniejszych różnic jest wzrost udziału w nowej emigracji mężczyzn. W grupie migrantów, którzy przyjeżdżali do nas przed wybuchem wojny, było ich 32,9 proc., dziś stanowią niemal 60 proc. Są też zdecydowanie młodsi. Średni wiek w tej grupie wynosi 33 lata (o 10 lat mniej niż u dotychczasowych migrantów). Aż 94 proc. z nich stanowią osoby aktywne zawodowo.

    Na czarno

    Coraz mniej Ukraińców pracuje na czarno, choć przez pierwsze lata wiele ujawnionych procederów zahaczało o skandal. W ubiegłym roku stwierdzono 1335 przypadków nielegalnego wykonywania przez nich pracy. W czasie zorganizowanego przez Sieć Bakhita styczniowego nocnego czuwania za ofiary współczesnych form niewolnictwa (stołeczna bazylika Świętego Krzyża nabita była do granic, a w tłumie modliło się kilkaset sióstr zakonnych) usłyszeć można było opowieść jednego z ukraińskich migrantów, który został oszukany przez polskich pracodawców i nie otrzymał wynagrodzenia za wielomiesięczną pracę.

    W samym województwie mazowieckim połowa Ukraińców jest zatrudniona na umowę o dzieło, dwa razy mniej pracuje na umowę-zlecenie, a jedynie co dziesiąty ma umowę o pracę. Znajdują oni zatrudnienie w sektorze usług dla gospodarstw domowych (37,6 proc.), w usługach remontowo-budowlanych (23,6 proc.) lub w rolnictwie (19,3 proc.), hotelarstwie i gastronomii (12,4 proc.), handlu (7,2 proc.) i przemyśle (4,8 proc.).

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół