• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Żeby było tak, jak było...

    Maciej Kalbarczyk Maciej Kalbarczyk

    dodane 03.03.2017 14:54

    ...40 lat temu. Tymi słowami kwituje sens reformy edukacji aktorka, która w „Uchu prezesa” wciela się w postać minister Anny Zalewskiej. Oby skończyło się na tym skądinąd dobrym żarcie, bo raport NIK dotyczący sytuacji w szkołach jest bardzo niepokojący.

    Sekretarka wpada do gabinetu prezesa i rzuca mu przed oczy plecak kilkunastoletniej córki. Zmartwiona stanem kręgosłupa swojego dziecka, każe podnieść „tobół” zmieszanej całą sytuacją minister, która właśnie odbywa z prezesem miłą pogawędkę o tym, jak to sympatycznie było w szkołach za Gierka. Osiem kilogramów, ręka drży, ale ostatecznie nikt nie przejmuje się zdrowiem dzieci, a El Comandante (tak w serialu określa Kaczyńskiego prezes TVP) kontynuuje swoją sentymentalną opowieść o gorącym mleku w przerwach lekcyjnych i soczystych morwach na szkolnym boisku.

    Nawet zabawne, ale trochę smutniej człowiekowi, kiedy widzi, że satyra spotyka się z rzeczywistością. Najwyższa Izba Kontroli właśnie sprawdziła wagę tornistrów 19 tys. uczniów w podstawówkach i gimnazjach w różnych rejonach kraju. Pomimo tego, że media trąbią o problemie co najmniej od kilkunastu lat, sytuacja nadal jest bardzo zła: okazało się, że prawie połowa plecaków przekracza zalecany ciężar, czyli 10% wagi dziecka. W wielu przypadkach waga codziennego bagażu przekraczała nawet połowę masy ciała ucznia – gdybyśmy zachowali proporcje, służbowy neseser przeciętnego mężczyzny musiałby ważyć aż 35 kg. Wszystko przez to, że ponad połowa szkół nie zapewnia dzieciom możliwości przechowania niepotrzebnych w domu podręczników i przyborów. Wiele do życzenia pozostawiają także meble, które są kolejną po ciężkich plecakach przyczyną wad kręgosłupa.

    To jednak nie wszystko – NIK zbadał także stan techniczny placówek. Aż 70 proc. z nich nie zapewnia uczniom bezpieczeństwa: schody są śliskie, sanitariaty przestarzałe, a w niektórych szkołach zauważono, że z podłóg wystają metalowe pręty...Największym problemem od lat pozostaje jednak źle ułożony plan zajęć, w którym wymagające większej koncentracji przedmioty ścisłe są nauczane na ostatnich godzinach lekcyjnych. W efekcie zmęczeni uczniowie mają problem z przyswojeniem materiału.

    MEN zapowiada, że zajmie się wszystkimi wymienionymi problemami. Szkoda jednak, że zamiast zacząć od rzeczywistej zmiany jakościowej, rządzący zdecydowali się na widowiskową reformę strukturalną. Można mieć jeszcze nadzieję na to, że po jej dokonaniu podejmą próbę modernizacji szkół. W przeciwnym razie, przeprowadzona na szybko i bez konsultacji z ekspertami reforma może obrócić się przeciwko nim. Kiedy zacznie się zamieszanie z likwidacją gimnazjów, a zirytowani rodzice dojdą do wniosku, że ich pociechom żyje się gorzej niż wcześniej, rząd zacznie tracić w sondażach.

    Przyczyną spadku poparcia dla PiS nie będą zatem Misiewicze czy sprawa TK, ale niedopracowana reforma edukacji. Jeśli zapowiadane zmiany w służbie zdrowia także zakończyłyby się fiaskiem, opozycja po raz pierwszy od kilkunastu miesięcy otrzymałaby od losu dwa, silne argumenty do prowadzenia dalszej walki z władzą. W tym kontekście bardzo trudno zrozumieć nieprzemyślane decyzje, które podejmują w ostatnim czasie rządzący.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • nwojtek1
      06.03.2017 08:40
      Synku, ty chyba nie masz dzieci w szkole (państwowej) jak nie rozumiesz potrzeby likwidacji gimnazjów.
    • Gość
      13.03.2017 12:16
      Dlaczego likwidować gimnazja???
      Jeśli mamy w grupie uczniów (np. w klasie) bardzo zróżnicowany poziom (tak jak to jest publicznych SP) to niezwykle trudno jest nauczycielowi efektywnie prowadzić zajęcia bo materiał który ma do przekazania nudzi tych najzdolniejszych uczniów a jest zbyt trudny dla tych najmniej zdolnych uczniów. Nauczyciel wówczas albo „równa” do tych najmniej zdolnych albo „trzyma się programu” i leci do przodu nie zważając na maruderów. Natomiast przekaz wiedzy jest znacznie bardziej efektywny, a uczniowie mają znacznie większą satysfakcję z nauki jeśli przekazywany materiał jest dopasowany do ich poziomu – a do tego najlepsze warunki są wówczas gdy poziom grupy jest wyrównany. Nauczyciel wówczas nie traci czasu na sprawy porządkowe, a w klasie jest znacznie lepszy klimat do nauki. Dlatego pod względem efektywności kształcenia korzystne byłoby aby system nauczania obowiązkowego (tj. do ok. 15 roku) był podzielony na kilka etapów a końcowe etapy były profilowane według zainteresowania uczniów: np.
      I etap - trzy klasy nauczania początkowego SP z losowego naboru do poszczególnych klas (tak jak już jest);
      II etap - trzy klasy nauczania ogólnego SP (czyli między 4 a 6 klasą SP) z naboru do poszczególnych klas według poziomu wiedzy (czyli np. tworzymy klasę geniuszy, klasę „średniaków” i klasę której należy zastosować specjalne metody kształcenia);
      III etap – 3 klasy nauczania profilowanego SP z naboru według poziomu wiedzy (czyli identycznie jak mamy obecne gimnazja); nie dosyć że mamy w miarę wyrównany poziom wiedzy w klasach to jeszcze uczniowie mogą rozwijać się w określonych profilach: sportowych, muzycznych, językowych, matematycznych itd.
      Oczywiście jeśli co trzy lata przenosimy dziecko do innej klasy to zrywane są jego więzi emocjonalne z kolegami i koleżankami z klasy – taka jest tego cena.
      Więc wybór jest taki:
      • Jeśli chcemy, abyśmy mieli jak najbardziej efektywny i skuteczny system edukacji to reforma edukacji powinna pójść w kierunku różnicowania klas oraz indywidualnego podejścia do ucznia – czyli dokładnie przeciwnie do kierunku w którym reforma poszła.
      • Jeśli jednak bardziej zależy nam na pielęgnowaniu więzi emocjonalnych uczniów (co też jest istotną wartością) i utrzymywaniu przez 8 lat klas złożonych z uczniów o tak zróżnicowanych zdolnościach, to możemy się cieszyć z likwidacji gimnazjów.
      Dodam jeszcze że wybór w którą stronę powinna pójść reforma edukacji powinien należeć do całego społeczeństwa a w szczególności do Rodziców; niestety ja jako obywatel i jako rodzic nie miałem szansy na wypowiedzenie się w sprawie tej reformy, i mam wrażenie że jest mi ona narzucona.
    • Gość
      13.03.2017 18:39
      BRAWO ŻE MEDIA KATAOLICKIE UJAWNIAJĄ I KRYTYKUJĄ BŁĘDY REFORMY EDUKACJI!!! BRAWO DLA PANA MACIEJA KALBARCZYKA AUTORA TEGO ARTYKUŁU!!!
      Z przerażeniem wsłuchuje się w swoim środowisku w opinię że Kościół Katolicki popiera reformę edukacji!!! Nie czuję się rzecznikiem Kościoła ale jestem wiernym członkiem Kościoła dlatego pozwalam sobie na taki komentarz – Kościół nie jest ani zwolennikiem tej reformy ani nie jest przeciwnikiem tej reformy; Kościół jest neutralny i jest ponad podziałami. Media katolickie natomiast wskazują na pozytywy tej reformy jak i negatywy tej reformy. Wymieniona w tym artykule „WIDOWISKOWA REFORMA STRUKTURALNA” czyli mówiąc wprost likwidacja gimnazjów i to bez szerokich konsultacji społecznych to główny grzech „reformatorów”. Przerażony jestem „taką” reformą edukacji a jeszcze bardziej jestem przerażony tym że społeczeństwo przypisuje Kościołowi Katolickiemu poparcie dla tej szkodliwej reformy.
    • Gość
      13.03.2017 19:20
      Społeczeństwo nie akceptuje TAKIEJ reformy edukacji
      Reforma edukacji jest zbyt poważną sprawą aby była realizowana według widzimisie tylko jednej opcji politycznej. Bardzo obawiam się że po zmianie władzy na inną opcję polityczną przyjdą następni „reformatorzy” którzy narzucą społeczeństwu „swoją” następna reformę edukacji. Chyba nie tędy droga – reforma edukacji powinna wynikiem społecznego konsensusu. Kierując się chrześcijańską miłością bliźniego powinniśmy zauważyć że Polskę chcą budować ludzie o różnych światopoglądach. Szkoda że wprowadzanie tej reformy tak bardzo podzieliło nasze społeczeństwo – ale nie jest to wina społeczeństwa. Jestem przeciwny tej reformie jak i przeciwny sposobowi wprowadzania tej reformy (głównie ze względu na likwidację gimnazjów) – podobnie jak wiele (zaryzykuję tezę że zdecydowana większość) osób z mojej parafii i Kościoła Domowego.
      Jedyna szansa na zatrzymanie tej reformy to referendum
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół