• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • W zawieszonym pyle

    Miłosz Kluba

    |

    GN 3/2017

    dodane 19.01.2017 00:00

    O smogu zrobiło się naprawdę głośno, gdy zaatakował w Warszawie. Tymczasem sytuacja w wielu polskich miastach jest znacznie gorsza niż w stolicy. Mieszkańcy większości z nich nawet nie wiedzą, jak fatalnym powietrzem oddychają.

    Kilka przykładów z samej tylko Małopolski. W Nowym Targu, gdzie stację monitoringu ustawiono w zeszłym roku, 11 stycznia poziom pyłu PM10 (drobiny o średnicy 10 mikrometrów) przekroczył dopuszczalną normę ponadsześciokrotnie. Tego samego dnia w Skawinie było 314 µg pyłu zawieszonego w metrze sześciennym powietrza (dopuszczalna norma to 50 µg). Dwa dni wcześniej w Olkuszu były to 272 µg/m sześc. Widać, że problem dotyczy nie tylko dużych miast. Wielką niewiadomą pozostaje stan powietrza w miejscach, gdzie nie ma stacji monitorujących. O tym, że i tam sytuacja jest fatalna, przekonany jest Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego. – Polski smog ma twarz małych miasteczek i wsi – mówi. Częściowo potwierdziły to pomiary przeprowadzone przez PAS w tzw. obwarzanku, czyli gminach przylegających do Krakowa. Mieszkańcy okolic czują to zresztą „gołym nosem”.

    Cena społeczna

    W zeszłorocznym raporcie dla UN Global Compact wiceminister zdrowia Piotr Warczyński informował: „Szacunki WHO wskazują, że w Polsce z powodu chorób związanych z wysoką emisją zanieczyszczeń powietrza umiera rocznie nawet 45 tys. osób. To ponad 15 razy więcej niż śmiertelnych ofiar wypadków drogowych, których w 2015 r. było w Polsce 2938”.

    O jakich zagrożeniach mówimy? To nie tylko drapanie w gardle, kaszel czy zaostrzone ataki astmy. – Istnieje wiele badań epidemiologicznych potwierdzających wpływ smogu na rozwój raka płuc, przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, częstsze zawały serca i udary – wylicza Andrzej Guła. – Koszty leczenia chorób wywołanych przez smog w samej Małopolsce szacuje się na 3 mld zł rocznie. Płacimy też cenę społeczną – mówi, dodając, że zanieczyszczone powietrze szkodzi także nienarodzonym dzieciom, które przychodzą na świat mniejsze i bardziej podatne na choroby.

    Wszystko albo nic

    Źródeł zanieczyszczenia powietrza jest co najmniej kilka. Stąd trwający festiwal zrzucania odpowiedzialności. Kierowcy mówią, że to wina niskiej emisji (z domowych kominów). Gdyby to była jedyna przyczyna, stacja pomiarowa przy krakowskich Alejach Trzech Wieszczów nie pokazywałaby wyników wyższych niż w innych punktach stolicy Małopolski. Ci, którzy ogrzewają domy węglem i drewnem, winą obarczają kierowców albo tych, dla których ciepło to forma recyklingu odpadów. Kraków zrzuca odpowiedzialność na gminy ościenne, otaczające go pierścieniem smogu, a gminy te rewanżują się, twierdząc, że to wawelski smok-smog zieje coraz mocniej. Prawda w tym przypadku leży gdzieś pomiędzy, dlatego do rozwiązania problemu potrzebne są działania równoległe. W dużych miastach, gdzie zanieczyszczenia komunikacyjne są poważne, pomóc mogą ograniczenia w ruchu, obwodnice czy inne pomysły poprawiające płynność jazdy. Bez likwidowania niskiej emisji na niewiele się to jednak zda. Zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Druga sprawa to wprowadzenie norm zarówno dla używanych w domach paliw stałych (węgla, drewna), jak i dla pieców, w których są one spalane. Bez tego pozostaje odwoływanie się do odpowiedzialności wymieniających swoje instalacje grzewcze. Trudno jednak oczekiwać masowego przechodzenia na niskoemisyjne, ale droższe kotły tylko dlatego, że to „bardziej eko”. Wielu osób na taką inwestycję zwyczajnie nie stać. – Potrzebujemy programów dofinansowania, które pozwolą ludziom uboższym wymienić instalacje i ocieplić domy – przekonuje Andrzej Guła. Zaznacza, że niekoniecznie musi to być wymiana na piece gazowe czy pompy ciepła. Dobrej jakości piece na paliwa stałe emitują bowiem nawet kilkanaście razy mniej szkodliwych substancji niż tzw. kopciuchy, które w tej chwili sprzedają się najlepiej.

    To wszystko natomiast przyniesie efekty tylko wtedy, jeśli zaangażują się sami obywatele. Budzenie świadomości i szerzenie informacji o tym, co wpływa na powstawanie smogu, jaka jest jego skala i jak wyglądają jego skutki, to kolejne zadanie m.in. władz centralnych i samorządowych. Trudno o coś, co przemówi do wyobraźni mieszkańców bardziej niż decyzja prezydenta Rybnika Piotra Kuczery, który 9 stycznia (normy stężenia pyłu przekroczone były wtedy 10-krotnie) wyraził zgodę na zawieszenie zajęć w szkołach na dwa dni. Na drugim biegunie trzeba chyba postawić Kraków, w którym 31 grudnia normy były przekroczone kilkukrotnie, a władze do ostatniej chwili zachęcały do udziału w biegu sylwestrowym. Efekt był taki, że ponad 2 tys. osób (w tym ok. 350 dzieci) pożegnało rok, uprawiając sport w warunkach, w których odradzane są nawet spacery.

    Maski włóż

    Z drugiej strony świadomość społeczna dotycząca smogu rośnie (choć i tak jest stosunkowo niewielka, zwłaszcza poza dużymi miastami). Przykładem mogą być maski antysmogowe. Jeszcze dwa lata temu niewiele osób wiedziało o takim sposobie chronienia się przed groźnym pyłem. W zeszłym roku w czasie epizodów smogowych maski sprzedawały się jak świeże bułeczki – trzeba było je odpowiednio wcześniej zamówić i nie przebierać za bardzo w kolorach czy wzorach. W tym roku masek w Krakowie zaczęło brakować dopiero po kilku dniach utrzymującego się fatalnego stanu powietrza. Dostępnych jest też więcej modeli – w tym produkowanych w Polsce. Na marginesie warto przypomnieć, by decydując się na zakup takiej maski, upewnić się, czy rzeczywiście jest to maska antysmogowa i umieszczony w niej filtr pochłania pyły PM10 i PM2,5, a nie tylko spaliny czy zwykły kurz. – W czasie wysokich stężeń warto też unikać uprawiania sportu na zewnątrz czy spacerów. Najgorsze jednak, że indywidualnie nie jesteśmy w stanie w stu procentach ochronić się przed skutkami smogu – mówi Andrzej Guła.

    Aktywiści w akcji

    Misję uświadamiania społeczeństwa podejmują różnego rodzaju grupy i stowarzyszenia. Pomysłów nie brakuje. Inicjatywa „Powietrze dla Krakowa” zamieściła ogłoszenie we włoskim dzienniku, licząc na to, że głos w sprawie smogu zabierze papież Franciszek. „Kraków potrzebuje Twojego głosu. Głosu, który obudzi sumienia i pokona bezradność. Cierpimy, chorujemy i umieramy od najbardziej zanieczyszczonego powietrza w Polsce” – napisano w ogłoszeniu. W parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w podkrakowskiej Skawinie o skutkach zanieczyszczenia powietrza opowiadał w trakcie noworocznych ogłoszeń duszpasterskich Łukasz Kurlit, lokalny aktywista. Na rynku w Skale (tuż obok Ojcowskiego Parku Narodowego stężenia szkodliwych związków przekraczane bywają nawet 10-krotnie) stanęła pod koniec grudnia drewniana trumna z podpisem: „Pamięci 5 osób, które w 2016 roku umarły w Skale z powodu smogu”. Tablica o podobnej treści wisi także w Krakowie – na skrzyżowaniu ulic Sławkowskiej i Pijarskiej. Inaczej do sprawy podeszli młodzi inżynierowie z Akademii Górniczo-Hutniczej. W zeszłym roku postanowili oni stworzyć alternatywną (wobec danych z monitoringu Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Środowiska) sieć pomiarów jakości powietrza. Chodziło o to, by pyłomierze były stosunkowo tanie i łatwe do zamontowania, co pozwoliłoby stworzyć gęstą sieć czujników. Dzięki inwestorowi absolwenci AGH w ramach programu pilotażowego rozdali krakowianom 100 czujników. Efekty ich działania można śledzić na stronie map.airly.eu i w aplikacji mobilnej. Co ważne, system podaje wyniki bez opóźnienia. Takie czujniki działają już w podkrakowskich gminach Zielonki i Wielka Wieś (wyniki lądują na tej samej mapie). Następne są już w kolejce. – Chcemy w ten sposób mieć pełny monitoring stanu powietrza. Mam też nadzieję, że możliwość bieżącego śledzenia zanieczyszczenia w internecie wpłynie na świadomość ludzi korzystających z pieców węglowych – mówi Roman Ptak, burmistrz Niepołomic, w których czujniki mają się pojawić jeszcze przed końcem stycznia. Projektem interesują się też duże miasta, m.in. Warszawa i Wrocław.

    Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego przyznaje, że rola edukacyjna takich projektów jest ogromna, jednak sprawdzenia wymaga dokładność ich pomiarów. – Zaprosiliśmy firmy produkujące pyłomierze do wspólnych testów – mówi Andrzej Guła.

    W momencie zamykania tego tekstu na mapie Krakowa, niezależnie od wybranych czujników, dominuje kolor ciemnoczerwony, co oznacza, że powietrze jest złej jakości. Praktycznie w całym mieście panuje „airmagedon”.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół