• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Islam sięga po przemoc

    dodane 05.01.2017 00:00

    O islamie jako źródle terroryzmu, bezradności Zachodu wobec agresywnej ekspansji muzułmańskiej oraz powodach odporności na nią Polski mówi ekspert od bezpieczeństwa i terroryzmu międzynarodowego dr Monika Gabriela Bartoszewicz.

    Bogumił Łoziński: W minionym roku nastąpiło w Europie nasilenie zamachów terrorystycznych. Jesteśmy bezradni wobec terroryzmu?

    Dr Monika Gabriela Bartoszewicz: W walce z terroryzmem jesteśmy krok do tyłu. To wynika z faktu, że w Europie to zjawisko traktuje się jak przestępstwo. Takie samo jak okradzenie banku czy zamordowanie kogoś na tle rabunkowym. Walka z takimi zbrodniami polega na prewencji, uniemożliwianiu ich popełniania i działaniu sprawnego wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem w USA terroryzm jest traktowany jak wojna. Stąd po 11 września 2001 r. Stany Zjednoczone dokonały inwazji na Irak, wkroczyły do Afganistanu. To jest doktryna Busha – uderzania, zanim nastąpi atak. W Europie nie możemy jej zastosować ze względu na inne traktowanie terroryzmu.

    Jest jeszcze trzecie, lewicowe podejście, diagnozujące terroryzm jako chorobę, której przyczyną może być bieda, marginalizacja itp. Prowadzi do postrzegania terrorystów jako nieszczęśliwych, biednych ludzi, których trzeba uszczęśliwić, na przykład dając im pracę. Taka postawa jest błędna. Liczne badania pokazują, że terroryści wcale nie są najbiedniejsi, wywodzą się z klasy średniej i wyższej, są dobrze wykształconymi ludźmi.

    Kim są terroryści w Europie?

    Statystyki dają jednoznaczną odpowiedź. Zdecydowaną większość zamachów, udanych i nieudanych (tych ostatnich było na terenie UE w 2015 r. ponad 200), przeprowadzają ludzie powiązani z tzw. ideologią dżihadystyczną. To jest określenie używane w mowie poprawności politycznej, oznaczające wynaturzony islam albo wręcz coś, co z islamem nie ma nic wspólnego. Tymczasem dla terrorystów, ludzi sympatyzujących z nimi czy powiązanych z Państwem Islamskim zamachy są radykalizmem w klasycznym rozumieniu tego słowa, czyli powrotem do korzeni islamu, do nauki Mahometa.

    Terror nie jest wynaturzeniem islamu, lecz elementem istoty tej religii?

    Buddyści, hinduiści, chrześcijanie i żydzi nie wytworzyli ugrupowań, które odwoływałyby się do świętych tekstów i wykorzystywały je do celów politycznych, a muzułmanie tak. Islam nie jest tylko projektem religijnym, ale także społecznym, ekonomicznym, politycznym, a więc totalnym.

    W tekstach Mahometa są wezwania do szerzenia islamu przemocą?

    W Koranie są wersety z Mekki oraz z Medyny. Mekkańskie pochodzą z pierwszych dziesięciu lat działalności Mahometa jako proroka. Wzywają one do współpracy, pokoju itp. Mahomet nauczał wówczas słowem oraz przykładem i nie odniósł sukcesów, w tym czasie przekonał do nowej religii zaledwie około 150 osób. To zmieniło się radykalnie po jego ucieczce do Medyny i ustanowieniu pierwszego państwa islamskiego. W wersetach z tego okresu jest już nawoływanie, aby z niewiernymi się nie przyjaźnić, lecz ich zwalczać, używając przemocy. Ci, którzy teraz odwołują się do Koranu, znajdą tam potwierdzenie, że dla osiągnięcia celu można przelewać krew niewiernych. Przywołują „werset miecza”, który m.in. mówi: „Po upływie świętych miesięcy zabijajcie niewiernych wszędzie, gdzie ich napotkacie, bierzcie ich w niewolę, oblegajcie im miasta, ze wszystkich stron stawcie na nich zasadzki. Jeżeli się nawrócą i odprawiać będą modlitwy, zapłacić powinni haracz święty: zostawcie ich w pokoju”.

    Teza, że islam to terroryzm, jest więc uprawniona?

    Nie stawiałabym znaku równości, bo religia to szersze zjawisko. Jednak na pewno można powiedzieć, że islam sięga po przemoc. Ona od początku jest wpisana w filozofię podbojów prowadzonych przez muzułmanów. Są w tej religii nurty pokojowe, tyle że zwolennicy stosowania terroru, powrotu do korzeni, twierdzą, że to jest coś, co narosło i stanowi odejście od istoty islamu.

    Muzułmanie przybywają na nasz kontynent od lat 50. ub. wieku. Dlaczego teraz nastąpiła ich radykalizacja?

    Ten problem narastał latami. Jak w soczewce widać to na przykładzie Niemiec. Pierwsza migracja miała mieć charakter ekonomiczny i czasowy. W Niemczech mówiono na nich gastarbeiterzy – pracownicy gościnni, ponieważ przybywali tam w latach 60. i 70., aby pomóc w gospodarce. Tysiące młodych Turków osiedlano w jednym miejscu, bo mieli być tylko czasowo. Okazało się, że nie odnajdywali się w społeczeństwie, więc pozwolono im sprowadzać rodziny. Żyli w swoich enklawach. W nich urodziło się drugie pokolenie. O ile pierwsze nie było zbyt religijne, raczej dążyło do życia świeckiego, o tyle drugie i teraz trzecie do religii wróciło. Okazało się bowiem, że te świeckie utopie, w które wierzyli ich rodzice, są niewiarygodne. Religia raju konsumpcji, postchrześcijańskie świeckie państwo tak naprawdę nie ma im nic do zaoferowania, więc szukają sensu w islamie. A ten oferuje bardzo jasny kodeks życia, wskazujący, co jest dozwolone, a co zabronione. Najnowsze badania w Wielkiej Brytanii pokazują, że liczba osób praktykujących islam wzrosła w ostatnich latach o 73 proc. Praktykujących chrześcijan jest na Wyspach około miliona. W Europie chrześcijaństwo wymiera, a islam jest coraz silniejszy. Do tego dochodzi zjawisko nawracania się na islam młodych Europejczyków. Nie tylko z powodów religijnych. Na przykład w klasach szkolnych często są mniejszością, więc aby przynależeć do grupy, przyjmują islam. Oczywiście olbrzymi wpływ na rozwój islamskiego radykalizmu ma obecnie fala muzułmańskich imigrantów.

    Co chcą osiągnąć muzułmanie przez zamachy terrorystyczne?

    Dla radykalnego islamu Europa to gnijące ciało, którego nie da się uratować, więc należy je wypalić. Z badań z 2015 r. wynika, że 45 proc. brytyjskich muzułmanów uważa, iż duchowni nawołujący do przemocy stanowią główny nurt islamu. Jeden na trzech nie poinformowałby policji, służb specjalnych o tym, że ktoś z jego znajomych czy rodziny ma powiązania z organizacjami terrorystycznymi. W Europie zaczyna dominować radykalny nurt islamu, który chce rozprzestrzeniać szariat, czyli prawo Boże.

    Czeka nas w Europie kalifat?

    W wielu państwach europejskich wprost mówi się, że muzułmanie powinni mieć prawo do rządzenia się własnym kodeksem. Niedawno w Wielkiej Brytanii odbyła się manifestacja, która domagała się ustanowienia w tym kraju kalifatu, czyli stref niepodlegających prawodawstwu brytyjskiemu. Takich prób islamizacji w wymiarze religijnym czy kulturowym jest coraz więcej. We Francji oficjalne raporty policji pokazują, że już istnieją takie strefy, a w Szwecji jest ich 53. Jedna z gazet w Holandii zamieściła wypowiedź muzułmanki żyjącej w takiej enklawie. Powiedziała, że oni są u siebie i chcą żyć według swoich zasad. To jest prawda, bo urodzili się i wychowali w Europie. Powołała się przy tym na dominującą na naszym kontynencie doktrynę pluralizmu, która daje im do tego prawo. Według mnie radykalny islam, obok zamachów, prowadzi też wojnę hybrydową. Swoje cele polityczne realizuje w ramach demokratycznych zasad. Gdy muzułmanie zdobędą większość, to narzucą swój sposób życia innym, w tym szariat.

    Europa może się temu przeciwstawić?

    Kryzys imigracyjny pokazał, że Unia Europejska nie jest w stanie zabezpieczyć swoich zewnętrznych granic ani zapanować nad przepływem ludzi wewnątrz Unii. Zamachowcy nie mają problemu, aby przemieszczać się tam, gdzie chcą. Jest ich zbyt dużo, aby można było nad nimi skutecznie zapanować. W samej Francji podejrzanych o związki z terroryzmem jest 15 tys. osób, ich nie da się monitorować. W ubiegłym roku w Niemczech „zagubiło się” 130 tys. imigrantów, nie wiadomo, gdzie są. Do tego między krajami unijnymi nie ma wymiany informacji o zamachowcach. W zeszłym roku nastolatek z Afganistanu zgwałcił i zabił 19-letnią córkę unijnego urzędnika Marię Ladenburger, która pracowała jako wolontariuszka w ośrodku dla migrantów we Fryburgu. Okazało się, że jej morderca odsiadywał wcześniej wyrok w Grecji za przestępstwo na tle seksualnym. Gdy przyjechał do Niemiec, nikt nie wiedział o jego przeszłości.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Gość
      06.02.2017 17:15
      Może policzcie kto więcej ludzi wymordował: chrześcijanie czy muzułmanie? Ile wojen mają na koncie kraje chrześcijańskie? Wliczając w to dwie wojny światowe.
    • Mac
      06.02.2017 21:21
      Ale to nie chrzescijanie wywołuja wojny a ludzie puści duchowo, rzadni wladzy i pieniedzy.
    • Anna Panna
      06.02.2017 22:11
      Do szału mnie doprowadzają bzdurne historyjki o muzułmanach radykalizujących się pod wpływem tej wstrętnej, zeświecczonej Europy, gdzie nie ma wartości. To po jakiego groma tu się pchają? Jazda do Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu i Emiratów! Tam mają pobratymców i wartości! No, dalej, jazda! A "eksperci" od siedmiu boleści niech się pukną w głowę, póki jeszcze czas, by to zrobić SAMODZIELNIE.
      doceń 10
    • Tinka
      10.02.2017 08:31
      Czy Pani sugeruje, że lepiej byłoby radzić sobie z terroryzmem jak Amerykanie ? Czterech łebków rozwaliło nam dwa domki, to my rozwalimy całe 2 kraje ? Super chrześcijańska postawa.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół