• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Łapanie pokemonów

    Marcin Jakimowicz

    |

    GN 45/2016

    dodane 03.11.2016 00:00

    Jak skutecznie dotrzeć z Ewangelią do młodych? Sprawdziłem w Wodzisławiu.

    Parafia św. Herberta w Wodzisławiu. Kolos. Teren pod budowę kościoła poświęcono dzień po wprowadzeniu stanu wojennego. Trwa spotkanie uwielbieniowe. W ogromnej świątyni – około tysiąca osób. Bardzo wielu młodych. Kilkuset. Krzątają się przy różnych posługach, są zaangażowani. Skąd się wzięli?

    Ale siara!

    – Młodych trzeba mieć w sercu i w komórce – opowiada ks. Janusz Badura (jest tu proboszczem od 13 lat). – Jak nie masz z 500 młodych znajomych na Facebooku, to nie udawaj, że zajmujesz się ewangelizacją. Na Face­booku przekazuję zawsze pozytywne treści. Jeśli kogoś mam upomnieć, to w cztery oczy, a nie na forum, by inni dopisywali złośliwe komentarze. Co chwilę osobiście wysyłam SMS-y. Ooo, proszę zobaczyć, właśnie poszło 36 nowych zaproszeń na młodzieżowy kurs Alpha. Trzeba przyzwyczaić się do tego, że młodzi nie odpiszą do swego proboszcza, stosując zasady politycznej poprawności. Napiszą: „OK”, „Będę” albo „Ale siara”, bo i takie SMS-y przychodzą.

    Dziś przygotowanie do bierzmowania wygląda najczęściej tak: zbierzesz 35 pokemonów, to znaczy, że jesteś gotowy do sakramentu. Dlaczego mówię o pokemonach? Bo miałem taką historię: włączył się w kościele alarm. Idę zobaczyć, co się dzieje. Na środku kościoła stoi zdezorientowany, wystraszony chłopak z komórką. „Może ksiądz nie wie – pokazuje mi ekran – ale tu, w kościele, ma ksiądz pokemona”. „Nie wiem jak ty, ale ja do Tego, kto tu mieszka, godom: Pan Jezus” – odpowiedziałem. To się nazywa ewangelizacja. (śmiech) Skojarzyło mi się to z tymi kolejkami po pieczątki: „Chodźcie, dostaniecie kolejnego pokemona”. Ja nie muszę mieć takiego potwierdzenia, bo przygotowaniem do bierzmowania zajmuję się sam. Znam tę młodzież. Chodzę do restauracji na spotkania kursu Alpha. Wielu z tych młodych nigdy dotąd nie było w restauracji i głupieje, czuje się nieswojo, nie wie, jak się zachować, próbuje „dymić”. Trzeba to przeczekać. Wczoraj zabrałem na spotkanie taki wielki szablon proboszcza zrobiony ze sklejki. Kiedyś go zamówiłem, gdy były Roraty o św. Janie Vianneyu. Dziś ten gadżet przydaje się w ewangelizacji. Mówię młodym przed bierzmowaniem: „Zróbcie sobie fotkę. A jak się wieczorem będziecie w domu modlili, to zobaczcie sobie to zdjęcie w sutannie i birecie i spójrzcie na siebie jak na proboszczów tej parafii. Poczujcie za nią odpowiedzialność. Wasza odpowiedzialność wynika z chrztu”.

    Każda katecheza powinna przyprowadzać młodych do osobistego przyjęcia Jezusa. Człowiek, który doświadczył obecności żywego Boga, będzie przez Niego prowadzony i ja takim osobom nie muszę w kółko mówić, jak mają żyć. One to już wiedzą, bo poszły za Jezusem i zachwyciły się Ewangelią. Nie można stawiać wozu przed koniem: moralności, wymagań, nakazów przed doświadczeniem, spotkaniem, bo to nie działa. Tylko spotkanie z żywym Bogiem zmienia sposób życia – podsumowuje ks. Badura.

    Święta prawda. Przypominam sobie rozmowę z biskupem Edwardem Dajczakiem, który opowiadał: „Główny problem, o który rozbijamy się jako Kościół, to nie ­parafki, podpisy, pieczątki, ale problem wiary i doświadczenia Pana Boga, którego młodzi nie mają. Szarpiemy się z nimi na pułapie powinności, wymagań, nakazów. Oni chcą to bierzmowanie »zaliczyć«. Pamiętajmy, że to pokolenie, które »niczego nie musi«. To pokolenie, które może zrezygnować z wielu rzeczy, ale na pewno nie zrezygnuje z wolności. Wszystko, co pachnie przymusem, wywołuje z miejsca bunt. U tych młodych, wolnych, roszczeniowych tworzy się barykada i zaczyna walka”.

    Skuteczność, głupcze!

    – Jestem katechetą. Uczę w szkole średniej. To moja pasja – opowiada Witold Kacała (lider wspólnoty Kahal w Wodzisławiu Śląskim). – Od lat zmagałem się z pytaniem, jak skutecznie przeprowadzać dziś ewangelizację? Jak skutecznie dotrzeć do młodych? Jak doprowadzić młodych do spotkania z żywym Bogiem? Gdy przekonaliśmy się przed laty, jak sprawdza się kurs Alpha i jak wiele osób wraca po nim do Kościoła i do sakramentów, postanowiliśmy zaprosić na niego młodych. I to się udało! Pierwszy kurs ruszył w 2014 r. To wspaniałe narzędzie ewangelizacji oparte na całkowitej wolności, na rozmowie, wspólnym poszukiwaniu, budowaniu relacji. A to dziś niezwykle ważne, bo młodzi są bardzo, bardzo zagubieni. Wkręcili się w świat wirtualny, ale on nie zapewni im relacji. Kluczem do naszego sukcesu jest przychylność proboszcza – podsumowuje Witold Kacała. – Dziś nawet w ramach przygotowań do bierzmowania zapraszamy młodych do restauracji.

    – Dlaczego zaufałem osobom świeckim? Bo widziałem, co działo się w konfesjonale – mówi ks. Janusz Badura. – Widziałem mnóstwo owoców ich wspólnotowej pracy. Przyszedł młody chłopak. Mówi: „Nie byłem w spowiedzi od kilku lat”. „Dlaczego?” – pytam. „Bo kilka lat temu jakiś ksiądz był nieprzyjemny”. „A w jakich to było okolicznościach?” – pytam, bo wiem, jak to czasami jest. Słucham i słucham, i nagle rozpoznaję, że to ja byłem tym księdzem, który chłopaka tak ostro potraktował. Wyszedłem z konfesjonału i powiedziałem: „Ja odpuszczam tobie grzechy, a ty? Odpuścisz mi?”. Uklęknąłem przy nim. Powiedział: „Tak, przebaczam księdzu”. To nie był gest na pokaz. Spowiedź to przecież także spotkanie dwóch grzeszników!

    Bez przymusu

    – Jak przyciągnęliśmy młodych na Alphę? Jako katecheta mam swoje sposoby – śmieje się. – Wyłapywałem ich indywidualnie. Na korytarzach, po lekcjach. Nie podchodziłem tylko do pobożnych. Przede wszystkim do zadymiarzy, ludzi „zakręconych”. Rozmawialiśmy, proponowałem: „Przyjdź, spróbuj”. I przychodzili. Na początku czuli się nieswojo. Ale potem (mamy wiele świadectw) odkrywali Kościół i zachwycali się jego dynamiką. Kluczem jest weekend Alpha. Tam młodzi doświadczają spotkania z żywym Bogiem.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»

    TAGI: KOŚCIÓŁ

    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • PTaraski
      03.12.2016 12:34
      Sądząc po klikometrii, jest ogólny zachwyt tymi wypowiedziami.

      "Jak nie masz z 500 młodych znajomych na Facebooku, to nie udawaj, że zajmujesz się ewangelizacją"

      A ilu znajomych na FB miał św. Piotr? Wątpię, by klikometria była dobrą miarą ewangelizowania. To może być żałosna pogoń za "tym światem", jak to nazywa Biblia.

      "... odkrywali Kościół i zachwycali się jego dynamiką".

      Dynamika? To brzmi co najmniej dziwnie. W Kościele nie chodzi o jakąś "dynamikę", ale o wiarę, nawrócenie i przede wszystkim zbawienie.

      "... młodym, którzy już wejdą do wspólnoty i przyjdą do parafii, trzeba koniecznie dać jakąś odpowiedzialność, coś konkretnego do zrobienia. Wchodzą w to od razu."

      To wygląda na aktywizm, możemy go nazwać "duszpasterskim", i pasowałoby do pracownika domu kultury, który zbiera młodzież osiedlową i motywuje do różnych działań. Gdzie w tym nawrócenie? Gdzie Ewangelia? Gdzie modlitwa? Gdzie pokuta? Gdzie owoce nawrócenia? Gdzie owoce porzucenia fałszywej wolności, o której mowa w tekście? Gdzie przyjęcie odpowiedzialności? Gdzie trwałe i dzietne małżeństwa?

      A tak, są "wieczory uwielbienia", w przypominające koncerty rockowe, czy spotkania w klubach na mieście, są bliższe profanacji niż modlitwie.

      Nie tylko moim zdaniem, ten "duszpasterski" aktywizm jest jedną z największych bolączek polskiego Kościoła. Oczywiście nieraz potrzebne są działania integrujące, ale to nie one stanowią sedno. Z tekstu wynika jednak, że od takich działań się zaczyna i na takich działaniach kończy.
    • derek
      03.12.2016 20:30
      "Jak przyciągnęliśmy młodych na Alphę? Jako katecheta mam swoje sposoby (...) Kluczem jest weekend Alpha. Tam młodzi doświadczają spotkania z żywym Bogiem. " Nasuwa się pytanie, dlaczego po tylu latach obowiązkowej katechizacji i spotkań formacyjnych młodzi wymagają protestanckich wynalazków w restauracji aby doświadczyć spotkania z żywym Bogiem? To brzmi po pierwsze jakby ksiądz nie wierzył w działanie Boga w sakramentach, a po drugie świadczy o całkowitej niewydolności systemu katechizacji dzieci i młodzieży. Zatem nasuwa się pytanie o sens takiego modelu katechizacji. Kolejna rzecz. Pokemony, muzyka, aktywność. Pewnego dnia z tego się wyrasta. Co potem? Potem ucieka się kursy medytacji Vipassana, gdzie wstaje się o czwartej rano i medytuje, milczy i pości. Na miejsce na takim kursie czeka się miesiącami. I to jest dopiero siara.
    • Gość
      04.12.2016 21:39
      Kurs Alpha to systematyczna protestantyzacja młodzieźy katolickiej przykryta zabawą.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół