• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Trzeba zakazać aborcji eugenicznej

    dodane 03.11.2016 00:00

    O powodach odrzucenia projektu zakazującego aborcji, pomocy państwa rodzinom wychowującym niepełnosprawne dzieci i synku z zespołem Downa mówi Patryk Jaki.

    Agata Puścikowska: Cytat z Hanny Bakuły: „Jeżeli to się odpuści, to będzie kupa kalek, bękartów, dzieci z wadami. Kupa samobójstw i zabójstw”. Szok?

    Patryk Jaki: Przykro. Chociaż historia zna takie poglądy aż nadto dobrze. Dawno temu żył pan chcący zaprojektować społeczeństwo ludzi idealnych. Pan ten uważał, że rasa idealna to zdrowi, aryjscy, wysocy. A resztę, czyli m.in. osoby niepełnosprawne, należy unicestwić. Przybija jedynie fakt, że upłynęło tyle czasu, a część z nas wniosków nie wyciągnęła. I znów musimy wracać do eugeniki. Wciąż więc trzeba tłumaczyć, że nie da się wykluczyć, wyeliminować niepełnosprawnych, bo są częścią każdego społeczeństwa. I to taką częścią, która uczy i kształtuje nas. Kształtuje mądrzej, niż pani Hanna Bakuła umie sobie wyobrazić.

    Myślał Pan o swoim synku Radku, chłopcu z zespołem Downa, słuchając jej słów?

    Mój syn jest szczęśliwym, kochanym małym chłopcem. Ta wypowiedź niczego mu nie ujęła. Ale zastanawiam się, jak poczuły się osoby dorosłe z ZD. I to nie tylko w kontekście tej wypowiedzi, ale też wszystkich czarnych protestów. Wiele z nich doskonale rozumie, że protesty skierowane są de facto przeciwko nim. Czy ubrane na czarno panie wzięły pod uwagę ich odczucia? Rodzice takich osób opowiadają, że syn i córka pytali: „Dlaczego oni nas nie chcą?”

    Podobno chcą. Ale walczą o „wolny wybór”

    Tylko że fakty są inne, bo pod hasłem „wolny wybór” kryją się bardzo konkretne postawy i zachowania. Jeszcze kilka lat temu nie mieliśmy dzisiejszej, rzetelnej wiedzy na temat legalnych aborcji w Polsce. Dziś już ją mamy i wiemy: 99 proc. legalnych aborcji to aborcje eugeniczne, z czego ogromna większość dotyczy dzieci z ZD. A ponieważ tę wadę genetyczną wykrywa się po 20. tygodniu ciąży i dodatkowe badania trwają, aborcja zostaje wykonana od piątego miesiąca ciąży wzwyż. Nawet do siódmego miesiąca. Potem zdziwione media donoszą o tragediach, gdy raz na ileś zabiegów dziecku uda się przeżyć i umiera w samotności. To jest wolny wybór? Panuje zmowa milczenia na temat dzieci z ZD. Na pozór nikt nic nie widzi, nikt nic nie słyszy. Dzieci umierają, bo są niepełnosprawne, a my jak Piłat udajemy, że to się nie dzieje. Względnie rzeczywiście nadajemy tej sytuacji „ludzki” wymiar i próbujemy ją usprawiedliwić tanią i zupełnie niepotrzebną litością.

    Może tak naprawdę z nieświadomości. I potrzeba nowej dyskusji o miejscu osób niepełnosprawnych w społeczeństwie

    Częściowo pewnie tak. Warto jednak pytać: jeśli nie akceptujemy dziecka tylko dlatego, że nie jest idealne, to co będzie dalej? Niepełnosprawność nie zawsze towarzyszy nam od początku życia. Każdego z nas – w każdej chwili – również może dotknąć. Co wtedy? Pytania o sens i zasadność „takiego” życia będą więc zataczać coraz szersze kręgi i dotykać coraz większej liczby osób. Choćby seniorów, którzy przecież bywają niedołężni. Społeczeństwo starzeje się, choruje. Więc co? I w tym przypadku podniosą się głosy, że jest „wolność wyboru”? To nie wygoda w życiu jest najważniejsza. Nie świetny wygląd i wysoka inteligencja. Obecnie trzeba o tych prawdach przypominać, jak i gdzie się da. Bo to sprawy podstawowe. Osobiście nigdy się nie zgodzę, by traktować osoby niepełnosprawne gorzej. Nie zgadzam się na logikę mówiącą, że ktoś jest chory, więc należy go Tolerujemy niepełnosprawnych, gdy są daleko. Gdy są anonimowi i ich życie nas nie dotyczy. Jeśli są blisko nas, w najlepszym razie mówimy o „heroizmie matek”. Boimy się po prostu. Oczywiście są tacy, którym tak naprawdę niepełnosprawni przeszkadzają. Więc nawet lekcji z teoretycznej tolerancji nie odrobili. I to już jest sprawa poważna, bo świadczy o tym, kim jesteśmy. Gdy podstawowe zasady, prawa człowieka przegrywają z subiektywną oceną jakości cudzego życia, to jakimi jesteśmy ludźmi?

    Gdy rodzice idą na USG i słyszą: „Wasze dziecko jest chore”, jedyne, co otrzymują, to adres odpowiedniej kliniki. Czyli często wyboru nie mają.

    Wybór istnieje zawsze! Ale prawdą jest, że wiele rodzin pozostawionych jest samym sobie, a wtedy o złą decyzję łatwiej. Przykro to mówić, ale od wielu lat w tej kwestii państwo umywało ręce. Podobnie część lekarzy. Wygodniej podać adres kliniki, w której robi się badania genetyczne, a potem aborcję, niż zaopiekować się rodziną.

    Państwu, gdy dowiedzieliście się, że syn ma zespół Downa, ktoś pomógł?

    Nie, zostaliśmy po diagnozie sami Moja rodzina jest dzielna, wspieramy się. Po pierwszej diagnozie bałem się. Tak po ludzku, czy damy radę, czy będziemy szczęśliwi. Syn się urodził, dziś ma dwa latka. I jestem bardzo szczęśliwym mężem i ojcem. Jesteśmy kochającą się, szczęśliwą rodziną. Myślę, że o wiele szczęśliwszą niż wiele pań ubranych na czarno, które mają zdrowe dzieci. Natomiast szersza, ważniejsza refleksja jest taka, że jeśli mówimy o wychowywaniu dziecka z ZD, nie mówimy o jakimś specjalnym bohaterstwie. To nie jest heroizm! Szerokie wiarygodne badania mówią, że 97 proc. ludzi z ZD określa siebie jako osoby szczęśliwe, zadowolone ze swojego życia. Cieszą się z życia. Jakie mamy prawo im je odbierać?

    Niektórzy mówią: „Gdyby państwo zapewniało wystarczającą opiekę, to wiele matek zniosłoby taki ciężar”. I częściowo mają rację.

    Częściowo. Bo faktem jest, że trzeba zmienić system opieki nad rodziną chorego dziecka i nad samym dzieckiem. Ale jednocześnie jest to błędne myślenie, bo tak naprawdę stawia się znak równości między nieszczęściem a urodzeniem „takiego” dziecka. Ja sam, mimo że moja mama całe życie pracowała z niepełnosprawnymi dziećmi, do momentu porodu nie wyobrażałem sobie życia z chorym dzieckiem. Dziś już niczego się nie boję. Syn jest wyjątkowy, radosny, a my jako rodzina – jeszcze szczęśliwsi. A głównym zadaniem wielu rodziców dzieci z ZD jest nauczenie, że na świecie istnieje zło, niebezpieczeństwo. Że nie wolno otwierać obcemu, gdy tylko zapuka. Dzieci z ZD są szczęśliwsze niż większość „zdrowego” społeczeństwa. Nasz syn na przykład niemal nie płacze. W żłobku panie są zachwycone, bo wciąż się uśmiecha. Bóg naprawdę stworzył świat w konkretny sposób. A zadaniem dzieci z ZD jest dawać szczęście – często ludziom, którzy nie potrafią go dostrzec.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»

    TAGI: ROZMOWA

    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • paulus
      05.12.2016 22:13
      znam "bardzio dobrze" chlopaka...ktory nie mowil do 4 roku zycia ...a w 5 nauczyl sie czytac i wprawil w oslupienie swoje kuzynki ,ktore dotychcas uwarzaly sie za lepsze.A w USA w dolinie krzemowej w pierwszej kjolejnosci zatrudniaja pracownikow ..."z takimi ulomnosciami"....bo sa nadinteligentni w pewnych dziedzinach wiedzy...ale przedewszystkim sa bardzo kochani i bardzo ...wrazliwi.Szczesc Boze.
    • paulus
      05.12.2016 22:51
      .....mow Panie sluga Twoj slucha.....a gdyby kos jedno z tych najmnieszych....biada czlowiekowi...!!!!
    • gut
      05.12.2016 23:57
      Bardzo fajny wywiad.
    • Juzia
      03.12.2017 19:31
      Dzięki Bogu mam dwoje dorosłych zdrowych dzieci i kocham dzieci zwłaszcza skrzywdzone ,chore,nieszczęsliwe.Sama jednak byłam dzieckiem niechcianym i nie kochanym i wielokrotnie chciałam skończyć ze sobą...dzięki łasce Jezusa żyję i przebaczyłam!Wiem że są dzieci takie właśnie i nie mają nikogo chociaż są zdrowe....Nie mam prawa aby być za lub przeciw aborcji to decyzja kobiety i wielu czynników!Wspaniale mieć dom i kochających rodziców-tu dom p.Patryka wiceministra zapewne nie biedny i smutny!A co z tymi którzy tych domów i rodziców nie mają ,gdzie jest bieda brak opieki lekarza specjalisty i refundowanych leków....Czy tacy jak pan i inni zmienią ten kraj aby chore dzieci porzucone w domu dziecka nie były adoptowane tylko za granicę??????
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół