• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Panie, chcę więcej!

    ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 14/2016

    dodane 02.04.2016 17:00

    „Pokazał im ręce i bok”. Rany Jezusa są Jego znakiem rozpoznawczym. Tomasz, niesłusznie nazywany niedowiarkiem, domagał się dotknięcia ran Pana. Miał dobrą intuicję.

    Nie chodzi o to, aby się zastanawiać, jak to możliwe, że w ciele Zmartwychwstałego pozostały rany. Trzeba widzieć tutaj głębszy, duchowy sens. Chrystus ukrzyżowany jest jednocześnie tym, który zmartwychwstał. To jest ta sama Osoba i ta sama miłość do nas. Za nas umarł i dla nas zmartwychwstał. Bo nas kocha do szaleństwa. Do szaleństwa, czyli do pasji krzyża. Rany pozostają na wieki symbolem miłosiernej miłości Bożej, gotowej na cierpienie, ból, śmierć. Bóg ukrzyżowany to najgłębsze wyznanie tej miłości. „Będą patrzeć na Tego, którego przebili”. Tym proroctwem ze Starego Testamentu św. Jan kończy swój opis męki. Jezus, pokazując mi swoje rany, mówi tym gestem: „Patrz, jak cię kocham! To, co ciebie rani, rani i Mnie. W ranach moich jest zdrój miłosierdzia dla ciebie i całego świata”. Do św. Faustyny powiedział: „Kiedy ci się zdaje, że cierpienie przechodzi siły twoje, patrz w rany Moje”.

    „Tchnął na nich”. Bóg, stwarzając człowieka z prochu ziemi, tchnął w niego życie. To był pocałunek Boga Stwórcy. Jezus, Syn Boży, przez swoją śmierć i zmartwychwstanie dokonał odnowienia dzieła Stwórcy zniszczonego przez grzech. Przekazuje tchnienie, czyli pocałunek Zbawcy. Kościół powstał z tchnienia Ducha Świętego. Duch daje mu życie, miłość, duszę. I misję, którą jest „rozdzielanie” Bożego przebaczenia. Jesteśmy z pocałunku Stwórcy, a każdy sakrament jest pocałunkiem Zbawiciela. To oddech Jego miłości, zanurzenie w Jego nieskończonym miłosierdziu, które nas oczyszcza, uzdrawia, leczy, czyni świętymi.

    „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Władzę odpuszczania grzechów ma tylko Bóg. Ale On powierzył tę władzę Kościołowi. W gruncie rzeczy nie ma innego celu istnienia Kościoła jak ten – leczyć świat przez przebaczanie ludziom ich win. To jest władza większa niż wszelka polityczna czy militarna siła. Choć wygląda to z pozoru bardzo mizernie. Stary, niewygodny konfesjonał; ksiądz, który najczęściej nie ma charyzmatu na miarę Jana Vianneya czy ojca Pio; wyznanie grzechów, które, przyznajmy, bywa niedoskonałe, pospieszne, powierzchowne. Ale Bóg patrzy w serca. Wystarczy Mu odrobina naszej dobrej woli i zaufania w miłosierdzie. Po każdej spowiedzi świat staje się lepszy.

    „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Te słowa trzeba połączyć z zakończeniem dzisiejszej Ewangelii. Mowa jest o znakach, które zapisano, abyśmy wierzyli. Nie możemy zobaczyć i dotknąć jak Tomasz. Ale możemy otwierać Biblię i w niej spotykać się ze Zmartwychwstałym. Możemy wierzyć w moc znaków, którymi są sakramenty. Jesteśmy „błogosławieni”, gdy wierzymy. Oczywiście mamy prawo jak Tomasz wołać „chcę więcej, chcę dotknąć”. Byle z pokorą. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość
      przewiń w dół