Westerwelle - polityk tragedii

Westerwelle - polityk tragedii

Stefan Sękowski

Zmarł były minister spraw zagranicznych RFN Guido Westerwelle. Polityk, który potrafił zapłakać nad ofiarami katastrofy w Smoleńsku.

W wieku 54 lat zmarł na białaczkę Guido Westerwelle – w latach 2009-2013 minister spraw zagranicznych Niemiec, wieloletni przewodniczący liberalnej Wolnej Partii Demokratycznej (FDP). Niektóre media na wyrost piszą o jego wielkości. Być może jest to działanie wedle zasady „o zmarłych nie inaczej, niż dobrze”, może i z punktu widzenia elit berlińskich czy hamburskich tak to wyglądało, jednak warto pamiętać, że ledwie trzy lata temu wyborcy odesłali go i jego partię z kwitkiem, pierwszy raz w historii skazując FDP na niebyt w parlamencie, za co zresztą sam Westerwelle był w dużej mierze odpowiedzialny.

Właściwie to trudno powiedzieć, by dokonał czegoś przełomowego. Jak mantra powtarzane jest stwierdzenie, że był pierwszym otwarcie homoseksualnym wicekanclerzem. I cóż z tego, skoro tabu obalił już wcześniej burmistrz Berlina Klaus Wowereit swoim „jestem gejem – i tak jest dobrze”, a także liczni inni burmistrzowie czy posłowie, którzy prezentowali się publicznie ze swoimi „partnerami”. Nie ma to znaczenia, skoro swojego „męża” nie zabierał na wszystkie wyjazdy zagraniczne, np. do krajów, w których akty homoseksualne są zakazane, a takich jest na całym świecie ponad 70. Okazywało się wtedy, że rzekoma oczywista oczywistość akceptacji homozwiązków w większej części świata zwyczajnie nie jest uznawana, a w pracy dyplomatycznej może przeszkadzać. I tak chęć przeprowadzania rewolucji kulturowej przegrała z rzeczywistością.

Już samo to, że w przypadku Westerwellego piszę w pierwszej kolejności o politycznym aspekcie homoseksualizmu świadczy o tym, że coś jest nie tak. Tym bardziej, że inaczej niż np. Robert Biedroń lider liberałów wcale nie czynił ze swej orientacji seksualnej swojego głównego tematu. W polityce wewnętrznej najpierw jako lider opozycji doprowadził swoją partię do historycznego wyniku wyborczego w 2009 roku, by cztery lata później ponieść historyczną klęskę. Powodem było to, że w politycznym związku z Angelą Merkel nie potrafił zrealizować żadnego z ważniejszych postulatów liberałów. Żeby było ciekawiej, zgadzając się na pomoc finansową dla Grecji (która nie podobała się dużej części jego elektoratu) utorował drogę do wielkiej polityki eurosceptykom z Alternatywy dla Niemiec (AfD).

Nawet jedną z mądrzejszych decyzji jako ministra spraw zagranicznych potrafił przyćmić zmianą zdania. Chodzi o wstrzymanie się od głosu w radzie bezpieczeństwa ONZ w sprawie interwencji w Libii. Westerwelle wiedział, że to tylko spotęguje chaos – i tu wykazał się dalekowzrocznością. Szkoda tylko, że już niebawem… gratulował „Libijczykom” i wspierającym ich siłom zachodnim obalenia Kadafiego. Ten był, jaki był, ale teraz go nie ma, za to jest chaos, islamizm i tysiące uchodźców przepływających Morze Śródziemne na pontonach.

Obiektywną ocenę polityki Westerwellego przyćmiewa to, że zmarł na śmiertelną chorobę, w dodatku w dość młodym wieku. To z pewnością wywołuje współczucie, którego zresztą sam się nie wstydził, gdy przyszło co do czego. A przyszło, gdy 10 kwietnia 2010 roku prezydencki samolot rozbił się pod Smoleńskiem. Składając kondolencje minister spraw zagranicznych nie potrafił ukryć łez i emocji. Jestem pewien, że to nie było wyreżyserowane, ten płacz, którego, gdy trzeba, i mężczyźni nie powinni się wstydzić, wyrażał współczucie z ofiarami tragedii, ich rodzinami i całym polskim narodem. Tych łez nigdy nie zapomnę i jestem mu za nie wdzięczny. I dlatego mimo, że państwa nie mają przyjaciół, tylko interesy, a Westerwelle był przedstawicielem swojego kraju, mimo że żadnego z jego pozytywnych dla Polski zachowań nie powinno się rozpatrywać bez oderwania od niemieckiej racji stanu, ten jeden jedyny gest empatii świadczy moim zdaniem o tym, że był przyjacielem Polski i Polaków.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI | NIEMCY, SMOLEŃSK, WESTERWELLE

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Przeczytaj komentarze | 4 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 1 velario 23.03.2016 23:26
Przyznam, że nie wiem, czy Westerwelle był katolikiem, a w związku z tym także, czy katolickie podejście, uznające homoseksualizm za zboczenie, miało dla niego jakiekolwiek znaczenie. Dla mnie, w ocenie tego polityka, nie ma żadnego.

Tak się bowiem składa, że nawet gdyby wszystkie "Goście Niedzielne" świata twierdziły inaczej, stanowisko, iż homoseksualizm jest dewiacją, jest dawno przebrzmiałym przeżytkiem, pielęgnowanym tylko przez ludzi, których mentalność umiejscawia w skansenie ludzkości.
Plusów: 2 Kris 21.03.2016 23:53
Niezalogowany użytkownik Pasuje. Wiara polega nie na potępianiu, ale na zobaczeniu w bliźnim oblicza Chrystusa. Jeśli umarł polityk, to najpierw przedstawia się jego sylwetkę, osiągnięcia i porażki, krótką charakterystykę (w przypadku Westerwelle nie można tu pominąć jego homoseksualizmu, bo charakterystyka byłaby mocno niepełna), a na końcu można dodać coś od siebie, jakiś jeden gest, który pokazuje jakim był człowiekiem.
Uważam, że bardzo dobry artykuł.
Plusów: 5 Carlsson 21.03.2016 07:14
Niezalogowany użytkownik Byłbym wdzięczny, gdyby w "Gościu Niedzielnym" nie powtarzano twierdzeń lewackiej ideologii. Nie ma bowiem czegoś takiego jak "orientacja seksualna" (w domyśle - wszystkie "orientacje" są jednakowo uprawnione). Nie, nawet gdyby wszystkie "Gazety Wyborcze" i TVN-y tego świata mówiły inaczej. Jest się albo normalnym, albo zboczonym. Pan Westerwelle zaś był łaskaw być zboczonym.
Plusów: 5 nie ma o czym pisac 20.03.2016 09:21
Niezalogowany użytkownik ten temat nie pasuje do tygodnika zwanego Katolickim

wszystkie komentarze >