GN 20/2018 Archiwum

"Bolek" wypadł z szafy gen. Kiszczaka

Lech Wałęsa nie ma ostatnio dobrej passy.

Najpierw skompromitował się, proponując Instytutowi Pamięci Narodowej debatę z historykami i publicystami, oskarżającymi go od dawna, że był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL o pseudonimie „Bolek”, po czym jak niepyszny wycofał się z tego pomysłu, nieudolnie usiłując obarczyć odpowiedzialnością za jego fiasko organizatorów niedoszłej dyskusji. Dzisiaj okazało się, iż wdowa po generale Czesławie Kiszczaku jest w posiadaniu dokumentów przechowywanych przez jej męża, a dotyczących kłopotliwych dla byłego Prezydenta RP faktów z lat 70. ubiegłego wieku.

Nie wiadomo jeszcze, co konkretnie zabezpieczyli prokuratorzy IPN w mieszkaniu komunistycznego oberpolicmajstra, ale z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że są to solidne papiery, mocno pogrążające przywódcę strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku.

Znając konsekwentnie stosowaną od lat przez Wałęsę taktykę, jestem pewien, iż będzie on nadal twierdził, że peerelowska bezpieka fałszowała na potęgę wszystko, co było z nim związane, aby fałszywie przekonać opinię publiczną, że po grudniu 1970 roku owocnie współpracował z nią, donosząc za pieniądze na kolegów z pracy, podczas gdy on tylko prowadził z nią sprytną grę dla dobra Polski.

Zajmujący się biografią pierwszego przewodniczącego „Solidarności” historycy nie mają wątpliwości co do tego, że był on „Bolkiem”, i wciąż żywią nadzieję - chociaż coraz mniejszą - na jego przyznanie się do wstydliwego epizodu ze swojej przeszłości. Może właśnie ujawnienie zawartości szafy gen. Kiszczaka będzie przełomowym momentem w tej materii. Jak długo można bowiem zaprzeczać ewidentnym faktom oraz zeznaniom wielu świadków i naiwnie wierzyć w całkowite zniszczenie po 1990 roku wszystkich dowodów własnej hańby?

Gdyby Lech Wałęsa zdobył się na odwagę godną męża stanu i publicznie wyznał swoje winy z lat 70. (a może także późniejszych), mógłby liczyć na powszechne  przebaczenie, ponieważ Polacy są po chrześcijańsku miłosierni. Skoro zaciął się jednak w sobie, idąc w zaparte, bezpowrotnie stracił tę szansę. Teraz decydować będą za niego inni na podstawie kolejno wychodzących na jaw dokumentów.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • passenger
    17.02.2016 18:54
    Bardzo znamienne jest, że ci wszyscy tzw "prawdziwi patrioci" z obecnie rządzącej opcji, tak bardzo żyją w symbiozie z komuną.
    Jeszcze nie tak dawno Kaczyński ręka w rękę z komunistą Millerem donosił na Polskę do UE w sprawie rzekomo sfałszowanych wyborów samorządowych. Widocznie nie potrafił pogodzić się z przegraną.
    Teraz ci tzw. "patrioci" ekscytują się tym co w szafie ma były przywódca komunistów i są skłonni bardziej wierzyć komuniście niż człowiekowi, który z komuną walczył.
    Ale nie jest to dziwne, w końcu zdecydowana większość ludzi, którzy w latach dziewięćdziesiątych oraz w 2001 głosowała na komunistów z SLD teraz głosuje na PiS.
    doceń 8
  • observer
    18.02.2016 07:48
    Myślę, że inicjatywa "dyskusji" Wałęsy w IPN miała swoje źródło w jego obawie ujawnienia tajemnicy "szafy Kiszczaka", po śmierci tego ostatniego. Była to po prostu typowa ucieczka do przodu z nadzieją na własne przedstawienie sprawy. IPN starał się o kiszczakowe dokumenty już za życia Kiszczaka i Wałęsa musiał o tym wiedzieć.
    doceń 1
  • antek
    18.02.2016 17:37
    Zawsze mówiłem o tym jak wielką świnią trzeba być by zostać politykiem.
    Co do Wałęsy po mojemu nic innego jak:"Kariera Nikodema Dyzmy"Pisałem to w Gdańsku na plakatach wyborczych z jego gębą
    doceń 1
  • saherb
    19.02.2016 00:39
    Należałoby jeszcze sprawdzić co znajduje się w domu gen. Jaruzelskiego i innych komunistycznych prominentów. Trzeba się śpieszyć, bo widząc co się dzieje oni będą pośpiesznie niszczyli swoje prywatne archiwa.
    doceń 1

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama