• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Prawo o apostazji

    Miłosz Kluba

    |

    GN 08/2016

    dodane 18.02.2016 00:15

    Tylko Kościół może określać, kto jest jego członkiem, a kto nie. Tak uznał Naczelny Sąd Administracyjny.

    Paradoksy apostazji

    Nawet po spełnieniu kościelnej procedury i wpisaniu tego do ksiąg parafialnych apostazja nie oznacza całkowitego zerwania więzi z Kościołem. Chrztu nie można przecież odwołać. – Jeśli ktoś raz został usynowiony przez Boga, to nie można tego cofnąć – mówi ks. Piotr Majer. Stąd zasada: Semel catholicus, semper catholicus – kto raz stał się katolikiem, ten będzie nim na zawsze. – Kościół może jedynie z bólem i smutkiem przyjąć do wiadomości czyjąś wolę formalnego opuszczenia jego struktur – wyjaśnia kanonista. Dlatego gdy ktoś z apostatów powraca do Kościoła (a takie sytuacje zdarzają się), nie przyjmuje ponownie chrztu. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że akt apostazji ma większe duchowe znaczenie właśnie dla Kościoła niż dla występujących z niego.

    W polskich realiach nie ma to bowiem skutków cywilnych. Nie mamy podatku kościelnego (wtedy apostazja wiązałaby się z jego niepłaceniem), a konstytucja w art. 53 gwarantuje, że „nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania”. Bodaj najbardziej jaskrawy paradoks kryje się w upominaniu się o „prawo do apostazji” u Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Wydawanie w urzędzie państwowym decyzji, które dotyczyłyby wewnętrznych spraw Kościoła i były wiążące np. dla proboszczów to naruszenie zasady rozdziału Kościoła od państwa. – W wymiarze czysto ludzkim częściowo rozumiem te osoby – mówi o wnoszących do GIODO wnioski o zmiany w dokumentach parafii dr Paweł Litwiński. – To zazwyczaj nie oni decydowali o swoim chrzcie i mogą czuć się z tym źle. Z ustrojowego punktu widzenia jest to jednak powrót do jedności państwa i Kościoła i do czasów, gdy złamanie prawa kościelnego automatycznie łączyło się z karą wymierzaną przez władze świeckie – tłumaczy.

    Walka o autonomię

    Jeśli przyjąć wykładnię, w myśl której GIODO czy inny urząd może decydować, kto wystąpił z Kościoła, państwo powinno mieć także prawo rozstrzygać, kogo do niego przyjmować. Powinno to zresztą dotyczyć nie tylko wspólnoty katolickiej. – Mielibyśmy do czynienia z sytuacją paradoksalną – mówi ks. Piotr Majer i przywołuje prosty przykład. Co gdyby ktoś zapragnął wstąpić np. do gminy wyznaniowej żydowskiej, nie mając pochodzenia żydowskiego, lub do Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP bez przyjęcia islamu? Czy wtedy również decydowałby sąd lub urząd, a nie rabin czy mufti? Nie mówiąc już o tym, że żaden związek wyznaniowy nie miałby wtedy możliwości wydalenia kogokolwiek.

    – Tak jak Kościół nie rości sobie prawa do wpływania na konkretne zapisy ustaw czy punkty w budżecie, tak państwu polskiemu nic do tego, w jaki sposób ktoś jest przyjmowany do danego Kościoła czy związku wyznaniowego – przekonuje ks. Majer. W tym kontekście decyzja NSA z 9 lutego wydaje się zdroworozsądkowa. Mecenas Paweł Litwiński daleki jest jednak od tryumfalizmu. – Sprawami zajmowały się zwykłe trzyosobowe składy sędziowskie. W kolejnych mogą to być inne osoby, które podejmą decyzje zupełnie przeciwne – przypomina prawnik. Sytuację na dłużej mogłaby uregulować przyjęta przez NSA specjalna uchwała, zobowiązująca kolejne składy do orzekania według określonego klucza.

    O jej przyjęcie może zawnioskować np. Rzecznik Praw Obywatelskich. – Najważniejsze, że argument dotyczący zagwarantowanej konkordatem autonomii Kościoła w końcu się przebił. Miejmy nadzieję, że tak będzie także w kolejnych podobnych sprawach – mówi dr Litwiński. Następne decyzje w podobnych procesach mają zapaść jeszcze w lutym.•

    «« | « | 1 | 2 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    • Sławomira
      18.06.2016 12:03
      ,,Co gdyby ktoś zapragnął wstąpić np. do gminy wyznaniowej żydowskiej, nie mając pochodzenia żydowskiego, lub do Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP bez przyjęcia islamu?"
      A teraz ważne pytanie: czy jakikolwiek występujący z kościoła kiedykolwiek pragnął się go niego zapisać?
      Główny argument w tym artykule to: dla katolików to sprawa życia i śmierci, do tego grzech, więc nie wolno zezwalać ludziom na decyzję w tej sprawie. Takie durne zadufanie w sobie, pogląd: my tak sądzimy, więc inni muszą się z nami zgadzać, czy tego chcą czy nie.

      I nie, sytuacja, gdy prawo ma wpływ na wystąpienie z czegoś nie jest absurdalna.
      Kościół uniemożliwia wystąpienie - to czyni go instytucją przymusową, którą trzeba zwalczać. Dlaczego? Wyobraźmy sobie pracodawcę, który sam ustala zasady zwalniania się z pracy. Jeśli ustawi je takie jak kościół, nigdy nie straci pracownika, czyli w zasadzie będzie to niewolnictwo. Dlatego sprawy zwalniania się pracowników są prawne.
      Zaś wstąpienie do związku to inna sprawa, gdyż wstępuje się do związku wyznaniowego po to, by jego prawa przestrzegać, więc w sumie można to robić od początku.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół