Antywartości europejskie

Antywartości europejskie

Bogumił Łoziński

Debata w Parlamencie Europejskim o Polsce pokazała przede wszystkim fatalną kondycję Unii Europejskiej.

Choć od debaty na temat Polski w Strasburgu minęło już kilka dni, wciąż jest jednym z głównych tematów politycznych komentarzy i rozmów Polaków. Dołączając się do tych głosów, chciałbym przekazać kilka swoich obserwacji. Przede wszystkim debata w ogóle nie powinna się odbyć. Z co najmniej kilku powodów.

Po pierwsze, konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego w Polsce niewątpliwie istnieje i jest to poważny problem, ale nie na tyle, aby zajmowała się nim UE.

Po drugie, mam wątpliwości formalne. Otóż artykuł 7. Traktatu Lizbońskiego, mówi, że procedurę badania praworządności w danym kraju UE może rozpocząć Rada Europejska. Komisja Europejska, która zdecydowała o wszczęciu takiej procedury wobec naszego kraju, takich uprawnień nie posiada. Może jedynie badać przestrzeganie praworządności przez instytucje unijne.

Wątpliwości budzi też prawo członków Parlamentu Europejskiego do oceniania Polski. Debata pokazała, że w zdecydowanej większości europosłowie nie mają pojęcia o tym, co się w Polsce dzieje, a sytuację w naszym kraju oceniają na podstawie lewicowo-liberalnych mediów, w których obraz Polski jest wypaczony.

Uwagę zwracała też ideologiczno-polityczna perspektywa posłów. Z góry było wiadomo, co powiedzą, w zależności od formacji politycznej, z której pochodzili. Debata w rzeczywistości więcej mówiła o kondycji Unii niż o Polsce. Pokazała głębokie pęknięcie UE, pęknięcie między zwolennikami jeszcze większej integracji a państwami opowiadającymi się za utrzymaniem modelu unii narodów. Ta druga frakcja wyraźnie wspierała Polskę, można było odnieść nawet wrażenie, że uważa nas za lidera takiej opcji.

Frapująca była argumentacja krytyków Polski. Jak mantrę powtarzali sformułowanie o europejskich wartościach, jednak z ich słów można wysnuć wniosek, że chodziło im o wartości wyznawane przez lewicę i liberałów, a za atakiem na Polskę stoi obawa, zresztą słuszna, że nowy rząd w Warszawie będzie promować wartości konserwatywne. Zafrapowało mnie wystąpienie przedstawiciela EPP – czyli europejskiej chadecji. Pan Esteban Gonzalez Pons, mówiąc o wartościach europejskich, wymienił chrześcijaństwo. To szczyt hipokryzji, bowiem ta frakcja dawno porzuciła chrześcijańskie ideały, czego dowodem są głosowania w sprawach światopoglądowych. Nie wiem też, na podstawie jakich zapisów hiszpański eurodeputowany powołuje się na chrześcijaństwo, skoro w Traktacie o Unii Europejskiej odniesienie do naszej wiary w ogóle nie pada, za co odpowiedzialni są również europejscy chadecy. Bardzo zaniepokoiło mnie stwierdzenie Gonzaleza Ponsa, że UE jest „imperium prawa”. To zalatuje totalitaryzmem. Prawo ma służyć przestrzeganiu wartości, pogląd, że prawo jest wartością samą w sobie, wprost prowadzi do totalitaryzmu.

Odnośnie do totalitaryzmu, debata pokazała wielki sukces polityki historycznej Niemiec. Polsce zarzucano tendencję autorytarne, mówiono o nas w kontekście europejskich totalitaryzmów. Jednak gdy posłowie je opisywali mówili o rosyjskim i nazistowskim totalitaryzmie. Przymiotnik „niemiecki” w kontekście zbrodniczych ideologii się nie pojawił.

Na koniec - o Polakach, a konkretnie - o politykach Platformy Obywatelskiej. Wyglądało na to, że debata jest gwoździem do trumny tego ugrupowania, bowiem to oni są postrzegani jako ugrupowanie, które doprowadziło do żenującego sądu nad Polską. Dla Polaków kochających swoją ojczyznę policzkiem były pouczenia, czym jest demokracja ze strony niemieckiej komunistki Gabriele Zimmer, która należała do komunistycznej partii w NRD.

Myślałem, że po tym bulwersującym spektaklu, który poruszył większość Polaków, politycy PO pójdą po rozum do głowy i zejdą z drogi, którą szli targowiczanie. Nie przesadzam, analogie są tu bardzo wyraźne. Platforma jednak konsekwentnie zmierza ku samozagładzie. Po debacie szantażuje polski rząd, że poprze rezolucję PE upominającą Polskę, o ile rząd nie rozwiąże problemu Trybunału Konstytucyjnego, a prezydent Duda nie zaprzysięgnie trzech sędziów TK wybranych przez poprzedni parlamentem głosami PO. Platforma już raz rozgrywała wewnętrzne sprawy Polski przy pomocy obcego państwa. Konkretnie Rosji, gdy Tusk przy pomocy Putina dążył do marginalizacji politycznej prezydenta Lecha Kaczyńskiego, m.in. doprowadzając do rozdzielenia wizyty w Katyniu. Jak wiemy ,zakończyło się to śmiercią L. Kaczyńskiego i 95 osób. PO zachowuje się jakby tego wydarzenia nie było i znów stosuje tę samą metodę. Jednak tym razem cała władza nie jest w ich rękach i prawdy nie da się zmanipulować. Dlatego, licząc się z dalszymi atakami na Polskę ze strony europejskich liberałów i lewicy, przewiduję, że koniec Platformy się zbliża.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI | PARLAMENT EUROPEJSKI, PLATFORMA OBYWATELSKA, UNIA EUROPEJSKA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 23 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 1 korektor 29.01.2016 11:31
Niezalogowany użytkownik Bardzo proszę o skorygowanie literówek bo trochę się tego nazbierało: "Mnie przesdzam", Kaczyńśkiego, rekach, itd.
A tak poza tym to serdecznie dziękuję za rzeczowy artykuł.
Plusów: 1 sts 28.01.2016 20:44
Niezalogowany użytkownik Rekinie wróć do Gazety Wybiórczej i TVeNu i nie psuj powietrza na łamach mojego ulubionego Tygodnika.
Plusów: 5 rekin 25.01.2016 22:29
Niezalogowany użytkownik Antypolskie komentarze redaktorów GN
Plusów: 5 jan 25.01.2016 21:54
Niezalogowany użytkownik No tak, dzisiaj wszyscy, którzy nie zgadzają się z polityką obecnego rządu to "targowiczanie". Ażeby uniknąć tego haniebnego epitetu należy chodzić na wiece poparcia dla partii (wiadomo jakiej) i rządu, krzyczeć na wiecach: "Jarosław zbaw Polskę", a na miesięcznicach: "To był zamach!" oraz dawać przy każdej okazji wyraz nienawiści do opozycji. Wtedy można, wobec zniesienia konkursów na wyższe stanowiska, być może nawet się o takowe skutecznie ubiegać... A w ogóle to mówienie o wtracaniu się w wewnętrzne sprawy Polski budzi najgorsze skojarzenia z czasów "słusznie minionych", kiedy to Przewodnia Siła wrzeszczała o wtrącaniu się w nasze sprawy, kiedy Zachód wytykał polskim władzom łamanie praw człowieka. Demokracja nie polega tylko na tym, że się dochodzi do władzy na drodze wyborów, ale także na tym, że sprawując tę władzę dochowuje się pewnych standardów, a przede wszystkim nie łamie Konstytucji. Jeśli obecna I Prezes i były I Prezes SN, Prokurator Generalny, Były Prezes TK, Profesorowie Prawa UW i UJ i wiele jeszcze innych autorytetów prawniczych twierdzą, że Prezydent RP w kwestii TK łamie Konstytucję, no.... to kto jeszcze ma się wypowiedzieć? Kto jest jeszcze większym autorytetem? Można oczywiście to tak sobie odbijać, że wszyscy oni bronią III RP, "salonu" itd. i że tylko to o nich świadczy, ale w końcu dojdzie może do tego, że otworzy się niebo i sam Pan Bóg huknie: " Prezydencie Duda, łamiesz Konstytucję!". ... Jaka wtedy będzie reakcja? Że to tylko... świadczy o Panu Bogu?... No, bo przecież o Wodzu J. Kaczyńskim nic świadczyć nie może, jego wola ma pozostać najwyższym prawem i nie sposób mu się sprzeciwić, ani go skrytykować, tak?... Polski rząd zachowuje się tak, jak uczestnik rekolekcji krzyczący, że się nie ugnie, nie wystraszy jakiegoś tam piekła, i będzie dalej brnął w swoje grzechy, a jakiś tam rekolekcjonista nie ma prawa się wtrącać w jego sprawy. A więc... będzie tylko coraz gorzej! Oj, zamieniliśmy sobie 25 października dżumę na cholerę i będziemy teraz inaczej, ale może jeszcze ciężej chorować! Ale póki co najłatwiej potłuc termometr i mówić, że tu żadnej gorączki nie ma i jesteśmy okazami zdrowia!

wszystkie komentarze >