Polska w grze

Polska w grze

Jacek Dziedzina

Beata Szydło "pozamiatała" w Parlamencie Europejskim. Ale twardogłowi eurokraci i tak tego nie zrozumieli.

Miałem mieszane uczucia, gdy polska premier zapowiedziała udział w tej debacie. Owszem, rozumiałem intencje: nic o nas bez nas, trzeba być tam, gdzie o nas mówią, to okazja, by pokazać ludzką twarz „dyktatury kaczyzmu”… Mimo wszystko czułem niesmak na myśl, że demokratycznie wybrany rząd musi grać w teatrze, którego scenariusz napisali nie mający do tego prawa eurokraci. Bo to był spektakl pozbawionych kompetencji instytucji, przed którymi musiała tłumaczyć się osoba wyposażona w pełne kompetencje do rządzenia swoim krajem. Ani Komisja Europejska nie miała prawa, a przede wszystkim podstaw w faktach, by wszczynać jakąkolwiek procedurę czy „dialog” w celu zbadania praworządności w Polsce, ani Parlament Europejski nie jest organem, który miałby cokolwiek do powiedzenia polskiemu wyborcy i rządowi w sprawie prowadzonej przez niego polityki krajowej. A że trzeba jakoś uzasadnić rację swojego istnienia i drogiego utrzymania – taka debata, jak ta w sprawie „sytuacji” w Polsce po prostu musiała się odbyć.

Swoje role odegrali zatem komisarze, którzy opinię o „sytuacji” najwyraźniej oparli tylko na donosach nieprzychylnej rządowi prasy i polityków opozycji, a nie na danych przesłanych przez polskie władze (co trafnie wytknął im prof. Ryszard Legutko), europosłowie, którzy powtarzali jak mantrę teksty o wspólnych europejskich wartościach i „sercu”, które jest po stronie demonstrującej w Strasburgu garstki Polaków…tj. urzędników unijnych (co niechcący chlapnęła reporterka Polsat News) i którzy robili taaakie oczy, gdy prof. Legutko pytał, gdzie były ich serca, gdy tysiące ludzi w Polsce demonstrowały w Polsce za poprzedniej władzy, gdy miliony podpisów były wyrzucane do kosza, a dziennikarze z mediów publicznych zostali wyrzuceni z dnia na dzień. Nie, oni i tak niczego nie zrozumieli. Także tego, co rzeczowo, z kulturą i godnością tłumaczyła im Beata Szydło: że jesteśmy niepodległym i suwerennym narodem i że Polska nie zasługuje na to, by być ocenianą przez Komisję Europejską czy Parlament Europejski.

Polska premier zresztą wypadła znakomicie w tej debacie. I tylko dlatego cieszę się, że jednak wzięła w niej udział. A może nawet niektórzy zobaczyli, że to polska opozycja przeniosła swoją wojenkę na forum Europy, może ktoś jednak z eurokratów poczuł się zmanipulowany przez cynizm polskiej opozycji. Premier mówiła: „Polskie sprawy powinniśmy rozwiązywać w Polsce. Toczmy ten spór tam, gdzie jego miejsce - w polskim parlamencie”. I dodała: „Nie chcę, aby w Polsce ludzie bali się, by narastały obawy europejskie. Zróbmy wszystko, by Europa rozwijała się w spokoju i by była wspólnotą sprawiedliwych państw. Polski rząd nie zrezygnuje z programu do którego zobowiązaliśmy się wobec wyborców. Były demokratyczne wybory - Polacy wybrali taki program, wybrali nas”.

Dlatego choć sam fakt wzywania Polski na dywanik za nic i konieczność słuchania uwłaczających nam oskarżeń, że mamy rząd nacjonalistów (padły takie słowa), to od strony prezentacji i promocji polskiego rządu był to duży sukces Beaty Szydło. A tak naprawdę każdy z aktorów tego teatru dobrze wie, że gra toczy się o naprawdę ważne interesy: kraju, który walczy o swoje, i tych, którzy wiedzą, że na tym mogą wiele stracić.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI | BEATA SZYDŁO, DEBATA, PARLAMENT EUROPEJSKI

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 15 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 sp 23.01.2016 06:45
Niezalogowany użytkownik @indris
W Konstytucji, art 190 ust 5, mowa jest o większości, a nie o zwykłej większości głosów. 2/3 to jak najbardziej większość i jest to w pełni zgodne z tym artykułem.

Plusów: 0 sp 23.01.2016 06:17
Niezalogowany użytkownik @gebowicz

Wy, czyli suweren, który uwierzył w kłamstwo o pięknym ogródku, i nie odstąpił od niego nawet po słowach Sienkiewicza, nie Henryka.

Media mogą być niezależne tylko wtedy, gdy będą rzetelne. Sposób przywrócenia tej rzetelności jest mi obojętny. Kupę kamieni najlepiej jednak usuwa się buldożerem, a nie pęsetą.

Kto usunął ze szkól Sienkiewicza, Henryka. Pawłowicz? Jeśli więc tę osobę stawiasz niżej od członków rządu z poprzedniej ekipy, to Twoje zachwyty nad Henrykiem Sienkiewiczem brzmią co najmniej niewiarygodnie. Stanie w szerokim rozkroku jest męczące
Plusów: 3 indris 22.01.2016 14:05
Polska jest członkiem UE, A TO OZNACZA PEWNE ZOBOWIĄZANIA. Gdzie są zobowiązania, tam jest również mechanizm kontroli ich wypełniania.
Jednym z tych zobowiązań jest zachowywanie podstawowych zasad państwa prawa. A do tych zasad należy zgodność praw z konstytucją.

Polski Sejm uchwalił ustawę o TK, która jest jawnie sprzeczna z polską konstytucją, bo wprowadza nakaz orzekania przez TK większością 2/3, podczas gdy konstytucja mówi po prostu o większości.

Organa UE miały więc powód zajęcia się tą sprawą. A polska pani premier nawet nie próbowała UZASADNIĆ, że konstytucja nie została naruszona
Plusów: 3 gutek 22.01.2016 11:56
Niezalogowany użytkownik "Nie masz wrażenia, że polityka PiS bardziej sprzyja Polsce niż PO?" - to nie jest prosta odpowiedz ale skoro pytasz tak wprost to odpowiem. Zdecydowanie nie mam takiego wrażenia. Wręcz przeciwnie. Uważam, ze polityka PiS jest dużym stopniu szkodliwa dla Polski. To, że ktoś w co drugim zdaniu używa słow "Polska", "Naród" nie oznacza jeszcze, że działa na ich korzyść.
PiS jest partią populistyczną, która aby dojść do władzy "chwyta" popularne społecznie tematy, które służą często wybranym grupom społecznym a niekoniecznie służą Polsce. Przykład? Wiek emerytalny. Oczywistym jest, że każdy chce pracować której (i zarabiać więcej) - więc PiS deklarując odwrócenie zmian wprowadzonych przez PO od razu zdobywa na popularności nie zwracając uwagi na długookresowe koszty dla całego społeczeństwa. Prawdziwy mąż stanu tym różni się od populisty, że potrafi podejmować często niepopularne decyzje z myślą o korzyściach dla całego społeczeństwa a nie tylko ze względu na krótkookresowe zadowolenie niektórych grup.
Inny problem to program 500+. Obecnie jednym z największych problemów Polski jest niska dzietność. Z tym zgadzają się wszyscy. 500+ to bardzo drogi program a ja nie słyszałem jeszcze żadnego eksperta (nawet wśród tych popierających PiS), którzy potwierdziliby, ze ten program ma szanse realnie wpłynąć na poprawę dzietności w Polsce. Co więcej, wielu komentatorów zwraca uwagę na ryzyka związane z tym, że program ten przyniesie wiele negatywnych konsekwencji dla gospodarki. PiS forsując ten program jako program pro-rodzinny zabija w rzeczywistości dyskusję nt prawdziwej polityki pro-rodzinnej (bo taka dyskusja moglaby podwazyc sensowność wprowadzania programu 500+) i to jest dla mnie działanie anty-Polskie. Dlatego ja jestem bardzo przeciwny temu programowi pomimo iż sam posiadam trójkę dzieci i osobiście dużo na nim skorzystam.
Takich przykładów jest bardzo dużo jednak nie mówię, że zupełnie nie liczę na dobre zmiany w wykonaniu PiS. Niestety realia są takie, że od lat działania PiS powodują, że zamiast dyskutować o prawdziwych problemach naszego kraju rozmawiamy o Smoleńsku, Trybunale Konstytucyjnym, itd. Dzieje się tak dlatego, że to są nośne tematy i antagonizowanie społeczeństwa umacnia pozycję PiS. Natomiast prawdziwa "dobra zmiana" przeważnie jest cicha, niewidoczna i bardzo często niepopularna wśród społeczeństwa a to nie przynosi korzyści politycznych.
Nie oznacza to jednak, że PO jest idealną partią. Popełnili masę błędów za co przeciwnicy polityczni skutecznie ich wypunktowali i dlatego PO przegrało wybory. Ale tak jak pisałem na wstępie nie jest to wątek na krótką wypowiedz.

wszystkie komentarze >

Komentarz z dnia

N P W Ś C P S
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6