• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • I dało się

    Franciszek Kucharczak

    dodane 30.12.2015 15:00

    Sześciolatki nie muszą iść do szkoły. To, czego nie mogły zrobić miliony Polaków, sprawiła jedna decyzja Sejmu w nowym składzie.

    Podniesienie ręki i naciśnięcie przycisku – i okazuje się, że ci, którzy „wiedzą lepiej” od rodziców, nie muszą zawsze wygrywać.

    Są, owszem, tacy, którzy twierdzą, że ci protestujący przeciw wcześniejszemu obowiązkowi szkolnemu nie reprezentowali większości. To teraz będą mieli okazję przekonać się, jakie to tłumy sześciolatków ruszą do szkół we wrześniu. Bo przecież w tej sprawie będzie dowolność.  

    Znamienna jest jednak argumentacja środowisk rozgoryczonych faktem, że ich projekt, tak długo i tak uparcie przepychany, wziął w łeb. Sprowadza się ona do stwierdzenia, że będziemy zapóźnieni i będą się z nas śmiać, bo gdzie indziej sześciolatki chodzą do szkoły i jest tak ponoć w 40 krajach.

    A owszem, są kraje, i to często wysoko rozwinięte, w których dzieci idą do szkoły nawet wcześniej niż w wieku sześciu lat. Tylko co z tego? My mamy inaczej i jakoś katastrofy nie ma. No chyba że ktoś za katastrofę uważa kiepskie postępy w urabianiu młodego pokolenia Polaków na użytek lobby LGBTQ (i co tam jeszcze dodadzą) i innych macherów od „postępu”. Z punktu widzenia interesów tych ludzi, rzeczywiście, im wcześniej dzieci pójdą do szkoły, tym lepiej. Pod warunkiem, oczywiście, że te dzieci będą pod ich „opieką”. To pewnie dlatego z takim oburzeniem „postęp” zareagował na zapowiedź min. Zalewskiej, że nie wpuści seksedukatorów do szkół.

    Stopniowe zawłaszczanie polskiej edukacji przez „postęp” w najgorszej postchrześcijańskiej wersji, za czasów poprzedniej ekipy było faktem. Genderowe treści były przemycane niepostrzeżenie w materiałach dla szkół, a MEN ochoczo akceptował „standardy WHO” w postaci np. nauki masturbacji. Nikt nie pytał rodziców, co o tym sądzą. Choć sprawa sześciolatków nie musiała mieć z tym związku, to jednak aroganckie nieliczenie się z wolą rodziców pasowało do tej polityki.

    Dobrze, że już tego nie ma. Kto ma dzieci w wieku szkolnym i zależy mu na wychowaniu ich według wartości chrześcijańskich, ten potrafi docenić fakt, że wpływ rodziców na to, co dzieje się w szkole i ze szkołą, znów jest realny.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • gość
      31.12.2015 08:28
      A co z tymi dziećmi co poszli do przedszkola jako 3latki co one teraz będą robić
    • trzinaalli
      31.12.2015 09:22
      Szkoda, że przy okazji naprawiania tej ustawy nie dano możliwości rodzicom prowadzenia tzw. nauczania domowego.
      Nikt też nie zajął się sprawą bardzo wybitnych i uzdolnionych dzieci, które potrafią rozwiązywać skomplikowane zadania, które robią studenci (profesorowie). Inaczej mówiąc - nie dano możliwości takim dzieciom pójść od razu na studia, z pominięciem niższych szkół, w których będą się tylko nudzić i tracić cenny czas.
    • Jola
      31.12.2015 10:33
      W tej chwili nie ma przymusu. Jest wybór. Rodzice mogą posłać dziecko szybciej jeśli chcą ale NIE MUSZĄ !!! I to jest ważne. Rodzic najlepiej wie czy jego dziecko może rozpocząć szybciej edukację czy nie. Żadne poradnie tego nie sprawdzą.
    • sfrustrowana
      31.12.2015 10:45
      Od razu widać, że Pan Kucharczak nie ma dzieci w wielu szkoły podstawowej. Nie ma pojęcia o czym pisze a jego etyka dziennikarska pozwala mu na to aby olać fakty i po prostu być tubą propagandy jednej partii politycznej. A może warto czasem jednak przyjąć perspektywę ludzi? rodziców? Może jeśli nie etyka dziennikarska to może chrześcijańska powinna spowodować aby nie pisał Pan nieprawdy?

      Fakty są takie, że PiS WŁAŚNIE SKASOWAŁO WYBÓR czy posyłamy dzieci do szkoły w wieku 6 czy 7 lat. Teraz każdy kto uważał, że jego dziecko powinno do szkoły pójść później robił to. Po wizycie w poradni bez większych problemów dostawał taką możliwość i ok 20% rodziców z tego skutecznie skorzystało i ja znam takich rodziców.

      Teraz będzie tak, że dziecko można posłać wcześniej do szkoły jeśli odbędzie roczne przygotowanie przedszkolne. Ale po pierwsze nie będzie obowiązku przedszkolnego dla 5latków a po drugie, nie będzie grup 5 latków dla których będzie prowadzony program 'zerówki'. Więc przepis ten jest fikcją. Owszem jest możliwość uzyskania pozytywnej opinii z poradni ale wtedy dziecko musi wykazać się określonymi umiejętnościami. Ponieważ nie będzie ich zdobywać w przedszkolu oznacza to, że rodzice po powrocie z pracy będą musieli sami z dzieckiem przerabiać program 'zerówki' - ja osobiście wolę ten czas z dzieckiem jednak spędzić inaczej.
      Co dalej? Jeśli ktoś wykaże się już taką determinacją, wówczas okazuje się, że jego 6latek trafi do klasy, gdzie zdecydowana większość to są dzieci starsze bo tak bardzo zdeterminowanych rodziców było jednak niewielu. Większość uznała, że nawet jeśli wolałaby posłać dziecko wcześniej do szkoły to jest to tak trudne, że woli święty spokój.
      I naprawdę czym innym jest posłanie 7 latka do klasy zdominowanej przez 6 latków niż na odwrót. Jeśli ktoś posyłał ostatnio dzieci do szkoły to doskonale to rozumie i nie pisze o "wolnym wyborze rodziców". Teraz w szkołach nikt już nie będzie tworzył klas specjalnie dla 6 latków. Więc po tym wszystkim i tak rodzice stwierdzą, że może jednak lepiej będzie się wstrzymać o ten rok. Jednym słowem ten wybór, o którym teraz mówi rząd to czysta fikcja. Ale propagandowo dobrze się sprzedaje.

      "To teraz będą mieli okazję przekonać się, jakie to tłumy sześciolatków ruszą do szkół we wrześniu" - oczywiście, że nie będzie dużo takich sześciolatków, bo rząd zadbał o to aby nie było ich dużo. Przecież w przeciwnym wypadku okazałoby się, że rząd nie ma racji a przecież rację ma zawsze!

      Ja całą reformę związaną z 6latkami kilkukrotnie 'przećwiczyłam' na własnej skórze i na własnych dzieciach. Wiem ile krzywdy do tej pory wywołały działania Państwa Elbanowskich i ile niepotrzebnego zamieszania w szkole, wśród rodziców, wśród nauczycieli wywołały ich działania. Co ciekawe, Państwo Elbanowscy, gdy zaczynali swój protest nie mieli dzieci w szkole, więc do końca nie wiedzieli i nadal nie wiedzą o czym mówią. Wielokrotnie rozmawiałam z rodzicami, którzy byli bardzo przez to zagubieni w momencie posyłania swoich dzieci do szkoły. Później okazywało się, że żadne z tych rodziców nie żałowało tego, że jego dziecko poszło wcześniej do szkoły.
      A teraz PiS przyłącza się do tego nośnego społecznie tematu, gdzie najmądrzejsi są właśnie Ci, którzy, tak jak Pan Kucharczak "wiedzą lepiej".
      Następnym razem zarówno Pana Kucharczaka jak i redakcję Gościa proszę o to, żeby zanim napisali i opublikowali taki materiał, skonfrontowali go z ludźmi, którzy są na pierwszej linii frontu. Nie ze względu na poprawność polityczną ale na czysto ludzką przyzwoitość i szacunek do ludzi, o których się pisze.
      doceń 14
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół