• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Co wolno władzy – próba dialogu

    dodane 17.12.2015 16:38

    Wokół TK: Krytycyzm wobec PO nie musi oznaczać automatycznego poparcia dla moralnie wątpliwych działań PiS – tak jak niezgoda na te ostatnie nie oznacza jeszcze, że wspiera się inną stronę politycznego sporu, czy też że broni się jakiegokolwiek „establishmentu”.

    W ostatnich dniach wielu komentatorów serwisu Gosc.pl wyraziło swoje uzasadnione obawy w związku z pogłębiającymi się w Polsce podziałami, słusznie apelując o studzenie narastających w społeczeństwie niezdrowych emocji. Wychodząc naprzeciw tym apelom, chciałbym wyjaśnić, dlaczego działania obecnie rządzących wobec Trybunału Konstytucyjnego są dla mnie ‒ jak i dla wielu innych osób – z moralnego punktu widzenia niemożliwe do zaakceptowania. Piszę te słowa jako członek Kościoła, jako obywatel, i zarazem jako prawnik. Mam nadzieję, że taka próba dialogu może przybliżyć wzajemne zrozumienie tych, którzy różnią się w ocenie obecnych wydarzeń. Jako chrześcijanie i bracia w wierze jesteśmy do niego wezwani zawsze, a trwający właśnie Rok Miłosierdzia czyni to wezwanie jeszcze wyraźniejszym.

    W swoich ostatnich działaniach związanych z Trybunałem Konstytucyjnym reprezentanci rządzącego Polską ugrupowania dopuścili się, niestety, licznych przypadków naginania lub jawnego łamania prawa. I nie chodzi tu o jakieś mało istotne regulacje, ale o zasady kluczowe dla funkcjonowania rządów prawa i demokracji. Bez wdawania się w prawnicze zawiłości, za przykłady takich działań można uznać m.in. uchwalanie ustaw w ekspresowym tempie i z naruszeniem obowiązujących procedur, samowolne ocenianie przez Sejm – do czego nie ma on prawa – czy określone ustawy są zgodne z Konstytucją oraz „unieważnianie” uchwał podjętych głosami politycznych oponentów, wstrzymywanie publikacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego, czy podważanie mocy prawnej tych wyroków. Niezgodne z prawem było również – co stwierdzam z żalem – nie zaprzysiężenie przez Prezydenta RP sędziów wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji. W ten sposób zarówno w przypadku Sejmu, Premiera, jak i Prezydenta doszło do działań z punktu widzenia prawa nie do przyjęcia. Nie oznacza to oczywiście, jak pochopnie twierdzą niektórzy, że Polska zmierza w stronę totalitaryzmu. Jednak kiedy władza łamie prawo, jest to zarówno niebezpieczne, jak i moralnie niedopuszczalne.

    Przeciwko takiemu postawieniu sprawy podnoszone są obecnie trzy argumenty. Pierwszy: że całe zamieszanie rozpoczęła Platforma Obywatelska, a obecny Rząd i Sejm próbują jedynie naprawić sytuację. Drugi: że takich działań wymaga upolitycznienie obecnego Trybunału. Trzeci: że władza działa dla dobra Narodu, co jest ważniejsze niż troska o przestrzeganie zawiłych prawnych standardów. Jak pokażę, wszystkie te trzy zarzuty są fałszywe.

    Po pierwsze, jest prawdą, że koalicja PO-PSL przyjęła w czerwcu niekonstytucyjną ustawę, próbując dokonać „skoku na Trybunał” – przeciwko czemu zresztą protestowały wtedy różne środowiska. Sytuacja naganna, jednak przytrafiająca się nie po raz pierwszy (wątpliwe ustawy uchwalał Parlament każdej kadencji) i prawo zawiera narzędzia, które problem taki pozwalają skutecznie rozwiązać. Jest nim skierowanie sprawy do Trybunału Konstytucyjnego. PiS nie zdecydował się jednak na ten krok, który rozwiązałby problem. (Swój wcześniejszy wniosek PiS wycofał, zrobili to „za niego” inni, i ostatecznie TK uznał, że ustawa faktycznie była częściowo niezgodna z Konstytucją). Zamiast tego, posłowie PiS we współpracy z Prezydentem podjęli szereg działań, które zrodziły ogromny chaos prawny (wspominane „unieważnianie” uchwał, pospieszne wybieranie i zaprzysięganie sędziów, ignorowanie wyroków TK). To właśnie ta strona odpowiada więc w całości za obecny kryzys. Równie dobrze co Platformę można by za niego winić Mieszka I, na tej zasadzie, że stworzył państwo polskie.

    Po drugie, twierdzenie, że obecny TK jest upolityczniony i podległy PO jest ostatnio namiętnie powtarzane przez polityków i niektóre media, nikt jednak nie przedstawił na jego rzecz żadnego konkretnego dowodu. To, że to politycy wybierają sędziów, takim dowodem oczywiście być nie może: robili to zawsze (ktoś wybierać ich musi…), ale nie przekłada się to automatycznie na decyzje sędziowskie. Przeciwnie, każdego roku mamy przykłady orzeczeń TK niewygodnych z punktu widzenia  wybierających ich rządzących. Wymieńmy tylko kilka głośniejszych wyroków z czasów rządów PO-PSL, które mogły napsuć krwi politykom tych partii, jak te w sprawie prób ograniczania prawa dostępu do informacji publicznej,  możliwości zrzeszania się osób pracujących na „umowach śmieciowych” w związki zawodowe, czy dotyczący klauzuli sumienia. Warto przypomnieć też sytuację, w której próbowano wciągnąć TK bezpośrednio w spór polityczny; chodzi o pamiętną „walkę o krzesełka”, w której Trybunał skutecznie odciął się od politycznych konfliktów, nie dając się wykorzystać jako narzędzie partyjnej gry. Choć obecny system nie jest bez wad, sędziowie wielokrotnie pokazali, że potrafią bronić swojej niezależności od polityków.

    Nawet zresztą, gdyby Trybunał rzeczywiście był tak upolityczniony, jak mu się to zarzuca, a politycy PiS działali ze szlachetnych pobudek „uzdrowienia” sytuacji,  warto przypomnieć, że według chrześcijaństwa dobry cel nie uświęca złych środków. Będąc u władzy, nie można więc naprawiać rzeczywistości przez łamanie prawa.

    Po trzecie, niektórzy mogą uznać, że ostatecznie są ważniejsze sprawy niż to, czy władza postępuje zgodnie z prawem – byleby działała w słusznym celu. Wydaje się, że takie myślenie charakteryzuje sporą część zwolenników obecnego Rządu. Podkreślmy więc, że to nieprawdziwe i wyjątkowo niebezpieczne stwierdzenie. Jak pisał w 1945 r. Gustaw Radbruch ‒ jeden z najważniejszych współczesnych filozofów prawa, który przypomniał prawdę o wynikających z prawa natury moralnych granicach prawa ‒ takie postawienie sprawy bardzo szybko prowadzi do państwa bezprawia, w którym za zgodny z prawem zostaje uznany każdy wymysł władzy.

    Radbruch pisał te słowa pod wpływem świeżych doświadczeń życia w nazistowskich Niemczech. Tym, który jako pierwszy stwierdził, że dobro Narodu jest ważniejsze od prawa, był Hans Frank, znany później doskonale Polakom jako Generalny Gubernator. Obecnym polskim władzom – powtarzam – daleko do Hansa Franka i zapędów totalitarnych. Jednak stawianie się przez władzę ponad prawem zawsze jest niebezpieczne. Demokratycznie wybrana władza może prawo zmienić – dopóki tego jednak nie zrobi, musi już obowiązujących przepisów skrupulatnie przestrzegać.

    Na koniec jeszcze jedna uwaga. Mam wrażenie, że akceptacja, jakiej część katolików i wielu publicystów udziela działaniom obecnie rządzących, wynika przede wszystkim z braku zgody na to, co wcześniej robiła PO. Nie dajmy się jednak zwariować i zamknąć w fałszywej opozycji. Krytycyzm wobec PO nie musi oznaczać automatycznego poparcia dla moralnie wątpliwych działań PiS – tak jak niezgoda na te ostatnie nie oznacza jeszcze, że wspiera się inną stronę politycznego sporu, czy też że broni się jakiegokolwiek „establishmentu”. Jako uczniowie Jezusa jesteśmy raczej wezwani do nazywania prawdy po imieniu i odrzucania wszystkich przypadków nieuczciwego zachowania. Niezależnie, po której stronie naszych doczesnych politycznych aren do nich dochodzi.

    Maciej Pichlak

    Autor jest filozofem prawa, pracownikiem Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. Prowadzi m.in. studenckie koło naukowe „Kodeks i Ewangelia”.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • OLGA
      23.12.2015 00:46
      Panie Maćku!
      Artykuł zgrabnie napisany, ale pomijający ważne aspekty. Od kiedy w Ewangelii jest napisane, że moralnym obowiązkiem człowieka jest przestrzeganie prawa ludzkiego (wymyślonego przez człowieka)? Nie każde przecież prawo ludzkie jest moralnie dobre, a Pan Maciek zdaję się to utożsamiać. Przykłady chyba są oczywiste: prawo systemów totalitarnych, wyznaczanie kary śmierci ... chyba nie trzeba ich mnożyć. Przestrzeganie ich raczej jest nie tyle niewskazane - co jest wykroczeniem z chrześcijańskiego punktu widzenia.
      Na skrajnościach łatwo porównać czy teza ma logiczny sens, dlatego takie przykłady... Z tego wynika że teza Pana Maćka nie ma takiego sensu.
      TO ze prawo dot procedur TK, konstytucja RP, jest mocno delikatnie mówiąc niedoskonałe, to chyba wiadomo. Jeśli prawo nie stoi w sprzeczności z Prawem Bożym powinno się mieć do niego - owszem szacunek, ale jeśli jest inaczej?
      Z tego co mi wiadomo obecne prawo ma tyle dziur, jest nieuczciwe, bo wiele zależy od interpretatorów Konstytucji- czyt. grup interesantów. Takze działa jak wolna amerykanka. CZegoś takiego Polska broni z taką zaciekłością????
      Zgadza się, że nalezy oddać "monetkę" Cezarowi, ale chyba nie w kazdym przypadku? W końcu nawet szabat (czyli Prawo Boże jest dla człowieka) a nie na odwrót.
      Jeśli robienie tylu zmian pzrez PIS które ta partia planuje miałoby być super proceduralne, mozliwe ze nie zdążyliby zrealizować tego co chcą (TK mógłby w obecnym skąłdzie blokowac im wszystko jak leci na wnioski partii obrażonej) i poległ by w efektach na koniec kadencji. Zobaczmy co z tego wyniknie, a potem będziemy się bulwersować.
      Ma się wrażenie, że te procedury wokół TK są dla mediów tak ważne jak przykazania Boże (ciekawe dlaczego i ciekawe dlaczego akurat teraz, kiedy rządzi grupa byłej opozycji). No i mamy wielką aferę, bo to media decydują, co myślą ludzie którzy nimi nasiąkają-czyli w praktyce większość społeczeństwa, która taknaprawde dobzre nie wie jak działa TK. Konkurs zbulwersowania tworzy nowych rekordzistów wzmacniających podziały, nakręcając emocje. Oglądalność jest tym większa. Jak można nie widzieć takich mechanizmów.... A cała sprawa jest przecież wyssana z palca przez osoby którym nie w smak jest zmienianie składu TK. W PL zawsze sa debaty o afery (kto co powiedział, jak się zachował). Nigdy o meritum spraw kluczowych (Wejscie w analizę jakie zmiany są najpilniejsze, w jakim celu itd)
    • KRZYSZTOF8
      29.12.2015 19:36
      ''Piszę te słowa jako członek Kościoła, jako obywatel, i zarazem jako prawnik. Mam nadzieję, że taka próba dialogu może przybliżyć wzajemne zrozumienie tych, którzy różnią się w ocenie obecnych wydarzeń. Jako chrześcijanie i bracia w wierze jesteśmy do niego wezwani zawsze, a trwający właśnie Rok Miłosierdzia czyni to wezwanie jeszcze wyraźniejszym.''
      -
      A za kogo pan jest uważany w Kościele aby stawać się w roli sędziego nad jednymi katolikami i pouczać drugich, kto, jaka władza, który biskup - dał panu takie prawo...
      1Kor6
      '' Wy zaś, gdy macie sprawy doczesne do rozstrzygnięcia, sędziami waszymi czynicie ludzi za nic uważanych w Kościele! 5 Mówię to, aby was zawstydzić. ''
    • KRZYSZTOF8
      29.12.2015 21:01
      ''Jako uczniowie Jezusa jesteśmy raczej wezwani do nazywania prawdy po imieniu i odrzucania wszystkich przypadków nieuczciwego zachowania. Niezależnie, po której stronie naszych doczesnych politycznych aren do nich dochodzi.''
      Jestem przeciwny pańskiemu nieuczciwemu zachowaniu.
      Zgodnie z prawdą nie jest pan księdzem. Nawet katecheci muszą mieć zgodę na nauczanie katolików.
      A pan jednych katolików osądza a drugich poucza.
      Która władza Kościoła panu na to pozwoliła?

      Dodatkowo jednoznacznie pan stanął po stronie przeciwnej ''PIS''.
      Jest pan stronniczy.
      Nie podał pan żadnych konkretnych dowodów.
      Zapewne pan wie, że po stronie ''PIS'' też są katolicy, prawnicy, którzy twierdzą przeciwnie.
      Dlaczego to pan ma mieć rację a inni nie.
      ''Sytuacja naganna, jednak przytrafiająca się nie po raz pierwszy (wątpliwe ustawy uchwalał Parlament każdej kadencji) i prawo zawiera narzędzia, które problem taki pozwalają skutecznie rozwiązać. Jest nim skierowanie sprawy do Trybunału Konstytucyjnego.''
      Bzdura.
      Trybunał Konstytucyjny pokpił sprawę za pierwszym razem i miałby za drugim razem sprawiedliwie orzec?
      W to nawet małe dziecko nie uwierzy i się nie da oszukać.
      Wołano, że prezydent miał ''Sytuacja naganna, jednak przytrafiająca się nie po raz pierwszy...'' natychmiast "przyklepać" - i to pan też nazwie uczciwym?
      Po co w ogóle ustępująca władza wybierała sędziów/ pomimo sprzeciwu/ - mających zająć miejsca podczas rządów nowej władzy?
      Czy to było uczciwe i sprawiedliwe?
      Czy nowa władza nie dała by sobie z tym rady?
      Okazało się, że dała rady.
      Wracając do religii, wiary.
      Pana zdanie nie jest zdaniem Kościoła, żaden katolik nie musi, nie powinien pana słuchać.





    • krut00
      05.01.2016 21:06
      Z przyjemnością przeczytałem pański wywód i muszę przyznać że jest dość logiczny. Jak każdy wywód dokonał pan pewnych cichych założeń tyle że niestety wewnętrznie sprzecznych.
      Oto pierwszym założeniem jest że PiS mając władzę ma rządzić tak jak jest napisane... w domyśle przez poprzednią władzę, i doszedł pan do przedziwnego wniosku że inaczej będzie to rząd bezprawia. Drugim cichym założeniem jest że Trybunał Konstytucyjny jest "kluczowy dla rządów prawa i demokracji" i bez niego demokracji nie ma. Obydwa założenia są fałszywe i dlatego wnioski jakie pan wyciągnął rozmijają się z rzeczywistością. Otóż demokracja jest dość marnym system zarządzania, który posiada wszak jedną zadziwiającą cechę: jest on samonaprawialny. Instytucja TK jest tutaj dość nowym wynalazkiem, którego działalność sprowadza się właściwie do roli dodatkowego hamulca. W tej chwili dziejowej ta instytucja mająca stabilizować demokrację właśnie ją zaczęła destabilizować. Nawet z nowymi 5-cioma sędziami w TK jest więcej sędziów z PO, a jak widać po zachowaniu pana Rz. zamiast starać się spór załagodzić robi coś wręcz odwrotnego.
      Widać już więc że TK świetnie działał w teorii, w praktyce jednak okazało się inaczej. Zamiast więc drzeć szaty że odkryliśmy kolejne badziewie systemowe należałoby się szybko zastanowić jak zbudować lepszy system zarządzania tak aby na zarządzaniu się skupić.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół