• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Dodatek na dziecko? Najlepsza reforma emerytalna!

    Wojciech Teister

    dodane 03.11.2015 08:40

    Warunek jest jeden - kontynuacja świadczenia i polityki prorodzinnej przez kolejne rządy.

    PiS jeszcze nie zaczął rządzić, a już jest krytykowany za wszystko, co dopiero zamierza (lub czego nie zamierza) zrobić. Fakt, że dyskusja przed wprowadzeniem istotnych zmian jest potrzebna. Ale pod warunkiem, że będzie to dyskusja merytoryczna i sięgająca prognozowanych skutków w dalekiej perspektywie czasowej. I tego często brakuje.

    Przykład? Debata nad projektem dodatku 500 zł miesięcznie na drugie i kolejne dziecko. Bardzo często pomysł jest krytykowany ze względu na wysokie koszty. Fakt, tanie to nie będzie. Ale krytycy patrzą na projekt wyłącznie z perspektywy doraźnej. Tymczasem propozycja PiS (o ile wygospodaruje się w sensowny sposób na nią pieniądze) to inwestycja długofalowa. Dlaczego?

    Współczesna Polska jest krajem o bardzo niskim współczynniku dzietności. W polskich rodzinach rodzi się bardzo mało dzieci. Nie wynika to z niechęci Polek do macierzyństwa (w Wielkiej Brytanii, gdzie mają zapewnione bezpieczeństwo finansowe, Polki rodzą bardzo często). Przyczyną zwykle jest niepewność ekonomiczna i socjalna, a na to składają się niskie zarobki, wysokie koszty utrzymania i pielęgnacji dziecka oraz lęk o zapewnienie opieki po powrocie matki do pracy i w ogóle strach o utratę pracy.

    Konsekwencją niskiej dzietności jest załamujący się system emerytalny. Koszty jego utrzymania są coraz wyższe i będą rosnąć (albo emerytury będą drastycznie maleć). Odchodzący rząd wprowadził w związku z tym reformę emerytalną, zgodnie z która Polacy mają pracować dłużej - do 67. roku życia. Rzecz w tym, że reforma ani nie satysfakcjonuje Polaków, ani nie rozwiązuje w dłuższej perspektywie problemu emerytur. Zmiany wprowadzone przez PO i PSL to kosmetyka trupa, jakim jest ZUS. Pudrowanie skutków zamiast leczenia przyczyn. Realna naprawa państwa (nie tylko w przestrzeni emerytur) może się dokonać na drodze likwidowania przyczyn. A te leżą m.in. w długoletnich zaniedbaniach polityki prorodzinnej. Pomysł PiS, choć kosztowny, dotyka właśnie przyczyn obecnej zapaści systemu emerytalnego. I chociaż na skutki przyjdzie poczekać, to program 500 zł na drugie i kolejne dziecko to inwestycja, która zaprocentuje w przyszłości. Oczywiście można dyskutować, czy lepszym rozwiązaniem nie byłoby zwykłe obniżenie podatków, które z jednej strony nie pochłaniałoby kosztów administracyjnych obsługi dodatku, z drugiej jednak nie premiowałoby rodzicielstwa tak, jak dodatek ukierunkowany na konkretny cel. I chociaż program 500 plus nie rozwiąże wszystkich problemów, jest jednym z elementów tworzenia państwa przyjaznego rodzicielstwu. Tak samo jak wprowadzone przez odchodzącą władzę roczne urlopy macierzyńskie. A każdy element, który może zachęcić polskie małżeństwa do posiadania dzieci, jest wart pochwalenia.

    O tym, czy program 500 plus przyniesie oczekiwane skutki, zadecyduje jeszcze jeden czynnik - mądrość lub głupota polityków. Dlaczego? Otóż polityka prorodzinna to działania długofalowe. Mają szansę przynieść skutek tylko pod warunkiem, że świadczenia i przywileje przyznane przez jeden rząd nie będą odbierane lub ograniczane przez kolejny. Poważnym błędem odchodzącej ekipy była np. likwidacja becikowego. Polityk, który znosi prorodzinne prawo w kraju, w którym nie ma zastępowalności pokoleniowej, to zwykły głupiec. A skutki jego głupoty ponosić będzie całe społeczeństwo. Przez długie lata.

    Przeczytaj też: Jakie są dodatki na dziecko w krajach UE?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Joanna
      03.11.2015 18:25
      Dodatek na dziecko to nie jest polityka prorodzinna. Dlaczego? Ponieważ dodatek będzie się należał nie czarujmy się najuboższym i osobom z patologicznych rodzin. Co poskutkuje tym, że będzie "się robiło" dzieci dla kasy. I my jako społeczeństwo na tym stracimy oraz te biedne dzieci rodzące się w takich a nie innych warunkach. I po co to wszystko? W imię utrzymania się chorego systemu jakim jest ZUS?
    • natka
      03.11.2015 21:28
      Jestem mamą 3 dzieci. powiem szczerze, że cieszę się ze wsparcia proponowanego programu. maż pracuje 6-18, nie mamy nikogo w zasięgu ręki, żeby pomagał przy dzieciach, więc ja nie mogę pracować (póki są małe). dodatek ten pomoże moim dzieciom w edukacji - zapisze ich na basen, piłkę, angielski, ponadto będziemy mogli częściej jeść ulubione ryby czy owoce. sam pomysł wsparcia - zwyczajnego darowania pieniędzy każdemu dziecku - wydaje mi się zbyt kosmiczny, ale czytając inny artykuł-o wsparciu finansowym rodzin w innych krajach, uważam, że jest to słuszne posunięcie. ponadto daleko idące za postępem cywilizacyjnym i globalizacją. dążąc za Europą powinniśmy zapewniać dzieciom nie tylko start nauki w wieku 6 lat-bo tak mają inne kraje, ale i dodatki finansowe dla dzieciaków, by wspierać edukację i finansować liczne zajęcia dodatkowe, które w innych krajach są normą już od przedszkola. Generalnie wolałabym gwarancję dobrej pracy zgodnej z moimi kwalifikacjami, niż otrzymywanie kasy za free, bo to faktycznie może wesprzeć dzietność, ale w rodzinach ubogich oraz średnio zarabiających.
    • dosia
      03.11.2015 21:35
      Nie mogę już znieść tego promowania rozdawnictwa w wykonaniu GN i niektórych czytelników. Dać, dać, dać. Wróciłam dziś z pracy po 10 godzinach dniówki, mąż tuż po mnie, dzień jak codzień, podałam kolację, nastawiłam pranie i obiad na jutro, sprawdziłam zeszyty, ogarniam kuchnię. Dzieci mam troje. Ktoś tam niżej proponuje aby panie mające luksus (tak, luksus!) bycia w domu z dziećmi dostawały za to pieniądzie, bo piorą, sprzątają, gotują. A my, matki pracujące tego nie robimy? Robimy, nie mamy służby (surprise, surprise), natomiast nie oglądamy bzdurnych telewizji śniadaniowych i durnych seriali.
      Moi sąsiedzi, troje dzieci. Ona nie pracuje, on pracuje w budowlance za najniższą krajową a resztę dostaje pod stolikiem, bo tak się umówił z pracodawcą. Na dzieci dostają co miesiąc dwa i pół tysiąca w gotówce, dodatkowo z MOPSu darmowe posiłki dla dzieci, 100% zwrot rachunków za leki, pomoc z parafii, Caritas i szlachetnej paczki i jeszcze z innych źródeł (sąsaidka chwali się tym, bo uważa się za zaradną). Pan Teister proponuje aby dawać "na dzieci", proszę zauważyć, że tamta rodzina będzie miec jeszcze więcej (być może nawet tatusiowi opłaci się rzucić pracę) a my - rodzice pracujący- stracimy, bo może dostaniemy jakiś ochłap, ale wcześniej nam to zostanie zabrane z dużą nawiązką w podatkach, bo ktoś musi za to zapłacić. Taki to socjalizm promuje p.Teister. Wstyd i myślenie nieewangeliczne.
    • Alex2015
      04.11.2015 00:08
      A Pan Wojciech jak zwykle o Jezusie i Dobrej Nowinie...
      doceń 10
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół