• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wierność to nie jest heroizm

    dodane 21.10.2015 15:25

    O związkach niesakramentalnych, przysiędze małżeńskiej, betonie i synodzie z Andrzejem Szczepaniakiem, prezesem Wspólnoty Trudnych Małżeństw Sychar, rozmawia Aleksandra Matuszczyk-Kotulska.

    Aleksandra Matuszczyk-Kotulska: Drżysz? Synod dobiega końca…

    Andrzej Szczepaniak: Jestem spokojny. Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego, stworzyciela świata, który przez Ducha Świętego od 2 tys. lat chroni podstawowe prawdy wiary w Kościele Katolickim i wierzę, że ochroni te prawdy do końca świata, tak jak to obiecał przez Jezusa Chrystusa w Ewangelii Mateusza, że bramy piekielne Kościoła Chrystusowego nie przemogą (Mt 16,18b). Synod jest po to, by odnowić Kościół, tchnąć więcej Bożego ducha, ożywić wiarę, dać nadzieję.

    Jakiej nadziei oczekujesz?

    Takiej, że każde sakramentalne małżeństwo na drodze nawrócenia jest do uratowania. Obecnie na Synodzie ma miejsce obrona przed naginaniem przez niektórych biskupów nauki Kościoła do oczekiwań tego świata, który akceptuje cudzołożne związki, a czasami nawet im błogosławi. Mam nadzieję, że nastąpi zmiana optyki, że większa uwaga zostanie zwrócona w kierunku ratowania małżeństw w oparciu o żywą wiarę i wypełnianie woli Bożej zapisanej w przysiędze małżeńskiej.

    Może parę słów o tym kim jesteście i skąd spadliście. Dla niektórych z sufitu, dla mniej konkretnych - z choinki.

    Sychar to wspólnota założona w 2003 r. Na spotkania przychodzą małżeństwa w kryzysie, osoby opuszczone przez współmałżonka oraz nawet te krzywdzące, które się nawróciły. Staramy się twórczo wykorzystywać czas kryzysu swojego małżeństwa, by wzrastać w miłości do  współmałżonka. Pracujemy nad swoimi wadami, pozwalamy Panu Bogu leczyć nasze zranienia, pogłębiamy relację z Nim, aby żyć pełnią życia. W  ten sposób otwieramy się na powrót współmałżonka i pojednanie się z nim. Czekamy, nie czekając. Charyzmat naszej Wspólnoty streszcza się w zdaniu: „Każde trudne sakramentalne małżeństwo jest do uratowania!” Wynika on wprost z ewangelicznej prawdy, że w każdej sytuacji kryzysu (także po rozwodzie i gdy współmałżonek jest w drugim związku) każdy sakramentalny małżonek ma szanse się nawrócić i wypełnić wolę Bożą.

    Nawet jak w drugim związku są dzieci?

    W przysiędze małżeńskiej nie ma klauzul dodatkowych, warunkujących jej ważność. Przysięga małżeńska w jednakowym stopniu obowiązuje wszystkich sakramentalnych małżonków – tych, co skrzywdzili, i tych, co zostali skrzywdzeni. Tych co zostali porzuceni i tych, co weszli w drugie związki i urodziły im się w tych związkach dzieci. „Co Bóg złączył, tego niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,6) – czyli również dziecko  z niesakramentalnego związku nie może rozdzielać małżonków sakramentalnych. Zresztą często zapomina się, że w małżeństwie sakramentalnym też są dzieci. W naszej wspólnocie modlimy się o pojednanie i ich powrót do nas współmałżonków również z dziećmi zrodzonymi w tych drugich związkach (o ile zajdzie taka potrzeba), które również przyjmiemy z miłością.

    Jakie są Twoje odczucia po pierwszych relacjach z Synodu?

    Pozytywne. Widzę wyraźnie jak działa Duch Święty, jak podczas Synodu odsłania się prawda o kondycji współczesnego małżeństwa, o zagrożeniach, w tym niestety o propozycjach zniesienia jego nierozerwalnego charakteru przez dopuszczenie do Komunii Św. tych sakramentalnych małżonków, którzy łamią 6 i 9 przykazanie Dekalogu, i własną przysięgę małżeńską. To bardzo dobrze, że możemy poznać poglądy uczestników Synodu, poznać prawdziwy obraz sytuacji, argumenty, aby z pomocą Ducha Świętego znaleźć takie rozwiązanie, które będzie się Bogu podobać, które oczyści i umocni wiarę małżonków, da im nadzieję, że każde sakramentalne małżeństwo jest do uratowania i że ta prawda przeniknie cały Kościół i również będzie miała swoje powszechne zastosowanie w praktyce duszpasterskiej księży.

    Nie każdy tak myśli, nawet niektórzy biskupi.

    Samo rozważanie dopuszczenia do Komunii św. naszych sakramentalnych współmałżonków żyjących w drugich związkach osłabia u niektórych wolę trwania w wierności, zwłaszcza u tych słabszych wiarą, a z drugiej strony daje poczucie większego komfortu duchowego u tych, co permanentnie łamią własną przysięgę małżeńską oraz 6 i 9 przykazanie Dekalogu. Jak bardzo są te propozycje, de facto legalizujące drugie związki, niesprawiedliwe i krzywdzące tych małżonków, którzy są wierni i czekają na powrót swoich współmałżonków uwikłanych w drugie niesakramentalne związki. Jak bardzo w ten sposób odbiera im się nadzieję, narażając na pokusę wchodzenia w drugie związki.

    Wiem, że nie czekaliście bezczynnie przed ubiegłorocznym wprowadzeniem do Synodu. Szły listy….

    Tak, wysłaliśmy listy do papieża Franciszka, do Księży Biskupów z różnych krajów, w tym do uczestników Synodu staraliśmy się pokazać, w oparciu o świadectwa wierności (w książkach przetłumaczonych na różne języki „Sychar. Ile jest warta twoja obrączka?” i „Sychar. Jak kochać nieślubne dzieci? Powroty z niesakramentalnych związków – świadectwa”), naszą małżeńską drogę opartą na wierze w moc Pana Boga, w ozdrowieńczą moc Jego sakramentu małżeństwa, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Przedstawiliśmy przykłady powrotów małżonków z niesakramentalnych związków.

    Są powroty?

    Tak i to coraz częściej. Ostatnio małżonków żyjących osobno 13 lat w związkach niesakramentalnych, w których były dzieci z niesakramentalnymi partnerami.

    Większość katolików myśli, że są to przypadki nieodwracalne.

    Tak, w tym niestety także niektórzy biskupi. Taki przykład niewiary w moc sakramentu małżeństwa znalazł się w dokumencie Relatio Synodi, gdzie w punkcie 52 użyto określenia „przypadki nieodwracalne”. Dlatego zapytaliśmy: Czy jest możliwe, żeby człowiek mógł z góry przesądzać, że jakieś sakramentalne małżeństwo jest nieodwracalnie nie do uratowania, że jacyś małżonkowie nie mają szans się nawrócić? Czy dziecko w drugim niesakramentalnym związku jest przeszkodą do pojednania i powrotu do siebie sakramentalnych małżonków? Czy zgadzają się z tym, że zdanie: „Co Bóg złączył, dziecko niech nie rozdziela” zawiera się w zdaniu z Ewangelii: „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela” (Mt 19,6)?

    Argumenty tych, którzy się z Wami nie zgadzają?

    Zauważyliśmy, że często w rozmowach próbuje się przywoływać w wybiórczy sposób fragment adhortacji św. Jana Pawła II Familiaris Consortio: „Najpierw duszpasterze mają obowiązek właściwego rozeznania sytuacji. Zachodzi bowiem różnica pomiędzy tymi, którzy szczerze usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo i zostali całkiem niesprawiedliwie porzuceni, a tymi, którzy z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo”. Tej argumentacji używa się na potęgę aby usprawiedliwiać życie w drugim związku tych małżonków, którzy zostali skrzywdzeni, porzuceni i weszli w cudzołożny związek. Przecież ważna przysięga małżeńska w jednakowym stopniu dotyczy i zobowiązuje wszystkich sakramentalnych małżonków  na dobre i złe - zarówno tych, co skrzywdzili jak i tych, co zostali skrzywdzeni, gdyż nie ma w niej żadnych dodatkowych klauzul.

    Przecież to słowa Papieża.

     Tak, ale zauważyliśmy, że nie podawane w całości. Bowiem w tym samym 84 punkcie Familiaris Consortio rzadko zwraca się uwagę na ostatnie kluczowe zdanie: Kościół z ufnością wierzy, że ci nawet, którzy oddalili się od przykazania pańskiego i do tej pory żyją w takim stanie, mogą otrzymać od Boga łaskę nawrócenia i zbawienia, jeżeli wytrwają w modlitwie, pokucie i miłości (FC nr 84)). Wynika z niego, że Pan Bóg małżonkom sakramentalnym żyjącym w niesakramentalnych związkach daje łaskę nawrócenia prowadzącą do zbawienia. Od samych małżonków zależy czy oni tę łaskę przyjmą czy odrzucą. Kościół ma jednak obowiązek im w tym pomóc, głosząc Bożą prawdę, która wzywa każdego do nawrócenia: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" Mk (1, 15). W przypadku małżonków sakramentalnych żyjących w drugich związkach Pan Bóg wzywa ich do nawrócenia i powrotu do zobowiązań wynikających z przysięgi małżeńskiej, do przygotowywania się do otwarcia na zawsze możliwy z Bożą pomocą powrót i pojednanie z sakramentalnym współmałżonkiem. Albowiem zgodnie z porządkiem miłości najważniejszą osobą po Bogu jest współmałżonek, wobec którego ponoszę największą odpowiedzialność.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»

    Wybrane dla Ciebie

    • Anton
      21.10.2015 20:14
      Ja tez podziwiam wiele z cech pana Szczepaniaka i wydaje mi sie, ze mozemy pochylic glowe w obliczu jego silnej wiary. Dobrze, ze mamy takze takie przklady zycia. Ale niestety w jego slowach mozna jednoczesnie znalezc slowa nie do zaakceptowania. Chocby oczekiwanie, ze jego sakramentalna zona porzuci swojego obecnego meza i, co tu teraz najistotniejsze, ojca swojego dziecka. Inaczej mowiac, kobieta ta, mialaby dla wypelnienia swojej przysiegi malzenskiej, pozbawic swoje dziecko prawa do rodziny, do matki i ojca. A jesli przyjmiemy, ze kobieta ta obdarza miloscia ojca swojego dziecka, to tez mialaby sie tej milosci wyrzec, jak mowi pan Szczepaniak, nawrocic, aby po 18 latach od rozstania ponownie zaczac wypelniac dana mu obietnice malzenska?
      Ja jedynie pytam, nie mam gotowych odpowiedzi.
    • htc
      21.10.2015 22:35
      Jeśli w drugim związku są dzieci to tak mają pecha, tak samo mają pecha te dzieci gdy żona/maż zostawia rodzinę i idzie do innego.
      Tak jak autor mowi dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych
    • Andrzej
      22.10.2015 02:46
      Moim zdaniem kolejny przejaw hipokryzji w Kościele...

      Przez wiele m-cy za zgodą prowadzącego grupę uczestniczyłem w modlitwie prowadzonej on-line w grupie Sychar czekając ... 7 lat na stwierdzenie nieważności Sakramentu Małżeństwa z pozytywnym dla wszystkich skutkiem choć okupionym wielkim cierpieniem i bólem...

      W tej grupie modlitewnej były osoby (choć bardzo nieliczne) prawdziwie trwające w wierności i przykładnym życiem czekające z nadzieję na powrót małżonka, czymś co niewątpliwie byłoby cudem w ich życiu.
      Większość uczestników miało jednak problem z tak podstawowymi sprawami jak przebaczenie, miłość, cierpliwość... dając przykłady agresywnych wypowiedzi i zachowań podsycanych wrogimi słowam ks. Dziewieckiego wobec tzw. “krzywdzicieli".
      Wielokrotnie zastanawiałem się nad tym i próbowałem sobie wyobrazić jak w praktyce w życiu tych ludzi wyglądałoby to pojednanie, przyjęcie "krzywdziciela" ponownie pod swój dach, do swojego życia i... serca?
      Jak wygląda drugie życie tych, którzy to podobno uczynili?
      Trudno to było sobie to wyobrazić słuchając wielokrotnie wrogich słów rzucanych wobec małżonków, którzy przecież nie bez powodu opuścili swoją żonę czy męża...

      Wypowiedzi Pana Andrzeja Szczepaniaka są niestety w podobnym tonie jak ww. księdza i dużej części uczestników tej grupy, bo..
      - Jak można twierdzić i na jakiej podstawie, że tzw. "krzywdzicielem" jest tylko ten, który odszedł a nie także lub właśnie ten, który pozostał często biernie przyglądając się narastającemu kryzysowi w małżeństwie?
      - Jak można modlić się o pojednanie i powrót do współmałżonka również z dziećmi zrodzonymi w drugich związkach a mówić jednocześnie, że "o ile zajdzie taka potrzeba" tak jakby te dzieci były czymś gorszym i nie potrzebowały także matki i ojca?
      - Jak można o wszystkich żyjących w drugim związku mówić, że są "uwikłani w drugie niesakramentalne związki" nie znając ich INDYWIDUALNYCH historii życia? Czyżby kolejny przykład w Kościele odpowiedzialności zbiorowej?
      - Jak słabej wiary muszą być członkowie grupy SYCHAR, jeżeli dawanie nadziei i zbliżanie do miłosierdzia Boga poprzez udzielenie indywidualnej zgody na Komunię Św. osobom żyjącym w małżeństwie niesakramentalnym naraża tych “pokrzywdzonych” na pokusę wchodzenia w drugi związek? Można warto zadbać o silniejszą wiarę dla siebie zamiast przyglądać się i osądzać życie innych, jak mniemam tych gorszych?
      - Gdzie są podobno te częste przypadki powrotów, jeżeli w okresie dwóch lat wspólnej modlitwy w Sychar słyszałem może od dwóch takich w Polsce?
      - Czym różni się świadome naużywanie nazewnictwa "związki niesakramentalne" od dewaluowania zabójstwa słowem aborcja?
      Nie ma Duszpasterstwa "związków" Niesakramentalnych lecz jest Duszpasterstwo MAŁŻEŃSTW Niesakramentalnych Panie Szczepaniak!
      - Za kłamstwem nie stoi Miłość a tym bardziej BÓG! Czy nawoływanie do życia w kłamstwie słowami "W sytuacjach najtrudniejszych, księża nie powinni tylko informować o możliwości zbadania ważności małżeństwa" by nie móc poznać i zbadać w Sądzie Biskupim, jaka jest PRAWDA nie jest czasami działaniem szatana?!

      Na koniec osobista refleksja i rada skierowana do Pana Szczepanika...
      A może powodem tego, że Pana żona odeszła i od 18 lat nie chce wrócić jest w oczach Boga właśnie Pana brak przebaczenia, zajadłość w walce z "krzywdzicielami" ale przede wszystkim brak miłości do drugiego człowieka?
      POKORA - to może to słowo-klucz, do drzwi do powrotu Pan żony?

      Pozdrawiam i życzę z całego serca cudu w Pana życiu, a może po prostu zwykłej pokory?
    • Jola
      24.10.2015 17:06
      Wielki szacunek dla Pana Andrzeja Szczepaniaka i dla wszystkich członków wspolnoty Sychar, którzy trwają w wierności. To takie niepopularne i staroswieckie
      Dziękuję wam za to światełko w ciemnościach którym oświetlacie drogę powrotu pogubionym małżonkom. Niech Bóg wynagrodzi wam ten trud i błogosławi w tej trudnej drodze do świętości.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół