• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Gwałtownicy do królestwa!

    dodane 13.08.2015 00:15

    O desperackim czekaniu na uzdrowienie i zapłaconym rachunku z Marcinem Zielińskim rozmawia Marcin Jakimowicz


    Marcin Jakimowicz: Zaczniemy od upalnych klimatów. Cała rodzina rusza na plażę, tylko Marcin Zieliński zostaje w pensjonacie…


    Marcin Zieliński: Wiem, do czego zmierzasz. (śmiech) W 2009 roku pojechaliśmy z rodziną do Karwieńskich Błot. To było dwa lata po moim nawróceniu. Miałem wtedy nieprawdopodobny głód obecności Boga. Żywe pragnienie, by wszędzie, gdzie będę spacerował, Bóg dotykał ludzi. Postanowiłem sobie, że każdego dnia zarezerwuję sporo czasu na modlitwę i zanim ruszę nad morze, spędzę czas z Bogiem.


    I modliłeś się, żeby przy okazji lało, by łatwiej było wytrwać w czterech ścianach…


    Nie. (śmiech) Cieszyłem się, że rodzina szła na plażę, bo w pokoju było więcej spokoju. Zostawałem sam. Czytałem słowo Boże, puszczałem pieśni chwały, uwielbiałem Boga. Przez półtorej godziny. Płonąłem. Pamiętam, że miałem nieprawdopodobną tęsknotę w sercu. „Boże – wołałem – chcę, żebyś mnie używał, uzdrawiał przeze mnie innych, oddaję się Tobie do dyspozycji”. Modliłem się nad ludźmi i… nie widziałem żadnych owoców. Nic się nie działo. To rodziło frustracje.


    Ale nie zmieniłeś tematu?


    Nie zmieniłem. Zostawałem w pokoju i przesiąkałem Bożą obecnością. 


    Ludzie z zewnątrz to zauważali?


    Wydawało mi się, że nie. I to było frustrujące. 


    To problem każdego. Czytasz, że Jezus nikomu nie powiedział: „Zaakceptuj swą chorobę”, o tym, że „uzdrawiał wszystkich”, a potem modlisz się za chorych i… nie widzisz żadnego przełomu.


    Łatwo się zniechęcić, zrezygnować, powiedzieć: „Trudno, taka jest wola Boża”. Ostatniego dnia tych wakacji dowiedziałem się, że szefowa pensjonatu miała poważny problem z opuchniętą kostką. Czy można wyobrazić sobie lepszy punkt wyjścia do opowieści o Jezusie? (śmiech) Gdy tylko o tym usłyszałem, zaatakowałem. Rodzina była już spakowana, ale poprosiłem: „Poczekajcie chwilę”. I podszedłem do szefowej pensjonatu. Spytałem: „Mogę się pomodlić? Wierzę, że Pan Jezus uzdrawia”. Zgodziła się. Pomodliłem się. Po jakimś czasie, już po moim wyjeździe, wysłała mi SMS-a. Do tej pory nie działały żadne tabletki, a od razu po modlitwie opuchlizna zeszła. To dodało mi skrzydeł. Gdy po roku pojechaliśmy do tego samego pensjonatu, opowiedziałem tej kobiecie Dobrą Nowinę. W czasie ogniska dzieliłem się z wczasowiczami Ewangelią…


    Przy piwie i kiełbaskach??? Nie patrzyli jak na dziwaka?


    Kiełbaski się jeszcze nie upiekły. Zacząłem od tego, że głośno powiedziałem do szefowej ośrodka: „I jak tam kostka? Pamięta pani, że rok temu modliłem się za panią?”. Ludzie z ciekawością nadstawili ucha… 


    Niebezpiecznie jest zapraszać Cię na grilla…


    Gdy ludzie dowiedzieli się, że kostka została uzdrowiona, połowa ogniskowej ekipy zaczęła słuchać. Gdy zacząłem mówić świadectwo, słuchali już wszyscy. Szef ośrodka i trzy inne osoby oddały tego dnia życie Jezusowi. Modliliśmy się w pokoju indywidualnie. Dałem im książki, by mogli się formować. Byłem po tej akcji tak szczęśliwy, że rodzina nie mogła ze mną złapać kontaktu. (śmiech) Żyłem w swoim świecie. 


    Widziałem, jak podchodzisz do obcych ludzi, swych rówieśników, i opowiadasz im o Ewangelii. Nie musisz przełamywać wstydu?


    Dziś już nie. Kiedyś się wstydziłem. Gdy żyłem „religijnie”. Od czasu doświadczenia żywego Boga nie odczuwam wstydu. Jestem dumny, że należę do drużyny Jezusa. Muszę jedynie wyjść ze swej strefy komfortu, wygody. Przełamać myślenie: „A nuż się wygłupię? A jeśli to jedynie mój pomysł?”. Pamiętam, że szefowa wspomnianego ośrodka powiedziała mi kiedyś: „Marcin, była u nas kobieta, która pytała o ciebie: kim jest ten chłopak? Nie wiem, o co chodzi, ale nosi on w sobie ogromny pokój. Chciałabym to mieć”. Czasem wydaje ci się, że nikt nie widzi Bożego działania, a jednak… Siedziałem sam na sam z Bogiem, nasiąkałem Nim, a to musiało oddziaływać.


    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • MyFaith
      20.09.2015 22:09
      Bill Johnson,Todd White...ładne przyklady.I ladny odlot w kierunku heretyckiego Ruchu Wiary. Jak tak dalej pójdzie to red. Jakimowicz wyląduje z panem Zielińskim i kilkoma jeszcze tego typu "liderami" poza KK.
      doceń 15
    • Gość
      27.06.2017 11:35
      Zaprawdę powiadam wam wielu będzie mnie nasladować i wielu fałszywych proroków powstanie.....!!!!! Pozdrawiam.
    • Gość
      12.07.2017 08:32
      Uważajcie na niego, dużo osób ma uzasadnione wątpliwości co do jego posługi.
    • Gość Wieczorny
      31.08.2017 22:51
      Piękną szeroką drogą idą, wszystko załatwione, choroby uzdrowione, uśmiechy na twarzy, zwycięska drużyna... gra muzyka do rytmu, słowa płyną jak miód z ust. Język węża. A ta ścieżka obok, wąska, śliska, niewygodna i bolesna taka pusta...
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół