• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Najpierw Bóg

    ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 31/2015

    dodane 01.08.2015 17:00

    „Tam Go szukali”. My też Go szukamy. Jeśli czytasz to rozważanie, to przecież w istocie Jego szukasz. Jeśli jesteś na Mszy św., to znaczy, że Jego szukasz.

    Pan zwraca uwagę na pogłębienie naszej motywacji. „Jedliście chleb do sytości”. Na tym nie można się koncentrować. Przypomina się diabelska pokusa, której Jezus doświadczył na pustyni: „Zamień te kamienie w chleb”. Skupienie się na rozwiązaniu problemów codzienności, zaspokojeniu głodu ciała, naprawieniu świata, w którym nie brakuje niesprawiedliwości, biedy, krzywdy. Pragnienie wyeliminowania wszelkiej niedoli – żeby już nie było żadnego głodu, żeby nikt nie cierpiał. To wszystko są dobre pragnienia. Tak, oczekujemy tego od Boga. Okazuje się jednak, że chęć doskonałego urządzenia świata i pokonania raz na zawsze ludzkich głodów może przesłonić sens misji Jezusa, czyli także misji Kościoła. Jezus przyszedł na świat, aby dać nam Boga. Zbawienia nie można pojmować jako doczesnego dobrobytu. Rozmnożenie chleba było znakiem Bożej łaski, nie było zapowiedzią cudownego rozwiązania problemów żywnościowych. Jezus chce nam dać pokarm przewyższający doczesny chleb. Chce nasycić duszę. Chce dać nam wieczność, nieskończoną miłość Boga.

    „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże?”. To pytanie świadczy o tym, że słuchacze wchodzą we właściwy tok myślenia. Widać to zwłaszcza w kontraście do mało sensownego: „Kiedy tu przybyłeś?”. „Wykonywali” – greckie słowo „ergazesthai” (znaczy dosłownie „zapracować”, „zarobić przez pracę”). Słuchacze są gotowi zasłużyć swoim wysiłkiem na chleb z nieba. Rzecz w tym, że nie da się zapracować na ten chleb. On przychodzi jako Boży dar, jako łaska. Odpowiedź Jezusa wskazuje, że Bóg oczekuje nade wszystko wiary. „Na tym polega dzieło zamierzone przez Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał”. Tę prawdę o prymacie wiary przed uczynkami rozwinie potem św. Paweł. Wiara jako przyjęcie daru, jako wyciąganie dłoni w stronę Boga. Nie po kasę, nie po doczesny chleb, ale po Niego samego, Boga żywego. Przyjdź, bądź ze mną, kochaj, żyj we mnie! Wtedy będę wiedział, co robić. I nie będzie to „zarabianie na niebo”, ale radosna „droga do nieba”.

    „Chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”. Jezus przynosi prawdziwe życie. Większe niż śmierć. Przynosi nadzieję większą niż doczesne małe nadzieje. Jasne, że musimy troszczyć się o chleb powszedni. Prosimy o niego w „Ojcze nasz”, ale przedtem jest: „święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja”. Ta hierarchia jest fundamentem. Tylko wtedy możemy czynić postępy w naprawianiu świata, kiedy najpierw troszczymy się, by Bóg był pierwszy. Jezus wie, że szukamy Go w sposób niedoskonały, jako dawcę doczesnej pomyślności. Ale nie obraża się, cierpliwie tłumaczy. Oczyszcza nasze motywacje, zaprasza: „Przyjdźcie bliżej Mnie, wtedy zrozumiecie, co Ja wam chcę dać”. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Gabriela Maria
      02.08.2015 15:28

      „Tylko wtedy możemy czynić postępy w naprawianiu świata ...”
      Lepiej byłoby go (świata, Kościoła) najpierw nie niszczyć, niż potem (nieudolnie) naprawiać. Z naprawami to już bowiem bywa różnie. „Naprawiony” niejednokrotnie w niczym nie przypomina stanu pierwotnego, choć bywa, że próbuje go … udawać.
      Zalecane w Liście do Efezjan oblekanie się w „nowego człowieka” nie może oznaczać zwodniczego nakładania szat „sprawiedliwości i świętości” na zalegalizowane „zwodnicze żądze”. W taki sposób ani świata, ani Kościoła nie tylko się nie naprawi, ale jeszcze bardziej pogrąży.

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość
      przewiń w dół