• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Czas na Grexit

    Stefan Sękowski

    |

    GN 27/2015

    dodane 02.07.2015 00:15

    Po miesiącach jałowych negocjacji z wierzycielami Grecja prawdopodobnie ogłosi niewypłacalność. To będzie oznaczało wyjście Aten ze strefy euro. Czy mamy się czego obawiać?

    To już nie są żarty. Do 6 lipca Grecy nie mają po co odwiedzać banków, bo te będą zamknięte. Z bankomatów będą mogli wyciągać do 60 euro dziennie. Nie dotyczy to turystów, którzy przyjeżdżają na półwysep z własnymi, zagranicznymi kartami – jednak co z tego, skoro w automatach… brakuje pieniędzy. Tylko w sobotę 27 czerwca Grecy wypłacili ze swoich kont 600 mln euro. Wszystko z obawy przed niewypłacalnością kraju, która zbliża się wielkimi krokami.

    Gdy czytają Państwo ten tekst, prawdopodobnie Grecja jest już bankrutem. Co prawda 5 lipca odbywa się tam referendum w sprawie propozycji wierzycieli tego kraju dotyczących warunków spłaty zadłużenia, jednak 30 czerwca upłynął termin spłaty 1,6 mld euro Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu. Tych pieniędzy Grecy jednak nie mieli – całą nadzieję pokładali w uwolnieniu ostatniej transzy pożyczek od państw strefy euro, w wysokości 7,2 mld euro. Te jednak nie chciały tego zrobić bez uzgodnienia z rządem premiera Alexisa Ciprasa konkretnej oferty gospodarczych reform strukturalnych. Jeśli po zamknięciu tego numeru nie doszło do uzgodnień, może to doprowadzić do wystąpienia Grecji ze strefy euro. Jednak nawet jeśli w końcu obie strony się dogadają, najpóźniej za kilka miesięcy będziemy mieć powtórkę z rozrywki.

    Syzyfowe długi

    Problem greckiego zadłużenia jest o wiele poważniejszy niż chwilowy brak gotówki na spłatę MFW. 5 lat temu dotknięta kryzysem Grecja ogłosiła, że może nie sprostać spłacie swoich wierzytelności. – Tak naprawdę trudno powiedzieć, jaki dług miała Grecja w 2010 roku, ponieważ… brakuje wiarygodnych danych na ten temat. Nawet służby unijne nie podają takich informacji. Jeśli jednak wierzyć Grekom, to byli oni wtedy dłużni ok. 274 mld euro – mówi „Gościowi Niedzielnemu” ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Patryk Toporowski. Z pomocą przyszły im Unia Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. W ciągu 5 lat pożyczyły Helladzie 246 mld euro, w zamian jednak żądały przeprowadzenia ostrych cięć w wydatkach budżetowych i reform strukturalnych gospodarki. A było co ciąć: choćby słynne urzędnicze „trzynastki” i „czternastki” czy bony zakupowe na liczne produkty.

    I Grecja cięła. Zmianami najbardziej dotknięty został system emerytalny: podwyższono wiek emerytalny z 55 lat dla kobiet i 60 dla mężczyzn do 67 lat, zaś wysokość świadczeń spadła w ciągu pięciu lat średnio o 48 proc. Ograniczono także zatrudnienie w instytucjach i firmach państwowych o jedną trzecią, a pensje (zwłaszcza w sektorze publicznym) o 37 proc. Pod nóż poszły wydatki na służbę zdrowia (o 40 proc.), Podnoszono także podatki, zwłaszcza VAT – najwyższą stawkę z 19 proc. do 23 proc. Kredytodawcy zażyczyli sobie także szybkiej prywatyzacji, czego symbolem jest choćby słynny port w Pireusie, który ma trafić w chińskie ręce.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Arch2
      02.07.2015 20:28
      Pytanie kto następny w kolejce do bankructwa po Grecji? Hiszpania, Włochy?
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół