• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Płacić, nie płacić?

    Andrzej Grajewski

    |

    GN 27/2015

    dodane 02.07.2015 00:15

    We wrześniowym referendum znajdzie się także pytanie o to, czy jesteśmy za utrzymaniem finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Chcemy więc, aby partie otrzymywały publiczne pieniądze?

    W tym pytaniu pozornie chodzi tylko o pieniądze. Ważniejsza jest w nim kwestia, jakie mechanizmy mają rządzić polską polityką. Jeśli bowiem zakażemy finansowania partii z budżetu, musimy zgodzić się na to, aby czerpały środki z innych źródeł. To zaś oznacza uzależnienie partii politycznych od lobbystów, grup nacisku oraz środowisk kapitałowych. Niekoniecznie rodzimych, gdyż nietrudno sobie wyobrazić jako potencjalnego darczyńcę formalnie polski podmiot, który zarejestrowany jest w jednym z rajów podatkowych i otrzymuje wsparcie ze źródeł, których nie jesteśmy w stanie zidentyfikować. Skoro nasze służby specjalne nie poradziły sobie z odpowiedzią na pytanie, kto stoi za kelnerami i biznesmenem, którzy kompletnie zdemolowali polską politykę, dlaczego miałyby rozwikłać tajemnicę egzotycznych kont prowadzonych w miejscach, które czasem nawet trudno znaleźć na mapie.

    Polacy mają złą opinię o partiach politycznych, a nasi politycy mają bardzo niską wiarygodność społeczną i trzeba przyznać, że wielokrotnie na taką ocenę zapracowali. Nie zmienia to faktu, że system partyjny jest w demokracji jedynym skutecznym mechanizmem wyrażania woli politycznej społeczeństwa oraz daje możliwość jego kontrolowania. Finansowanie partii reguluje Ustawa o partiach politycznych z 1997 r. (art. 28). Daje ona partiom prawo do otrzymywania subwencji z budżetu państwa na okres kadencji Sejmu. Przysługuje partiom, które w wyborach uzyskały przynajmniej 3 proc. ważnych głosów oddanych w skali kraju oraz koalicjom wyborczym, które miały co najmniej 6-procentowe poparcie. W ubiegłym roku z budżetu państwa na partie polityczne obecne w Sejmie wydano ok. 55 mln zł.

    Kontroluje PKW

    Wszystkie partie mają obowiązek co roku złożyć w Państwowej Komisji Wyborczej sprawozdania o źródłach dochodów. Dotyczy to nie tylko partii mających swoich przedstawicieli w parlamencie, ale wszystkich zarejestrowanych zgodnie z ustawą z 1997 r. Z danych opublikowanych przez PKW w maju br. wynika, że sprawozdania finansowe za ubiegły rok musiały złożyć 73 partie.

    Źródła pozyskiwania funduszy partyjnych dzielą się zasadniczo na trzy grupy. Są to: subwencje z budżetu państwa, dochody ze składek członkowskich oraz różnego rodzaju darowizny. Od kilku lat najwięcej pieniędzy z budżetu państwa otrzymują dwie największe partie: Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość.

    Najważniejszą pozycję w partyjnych dochodach stanowią subwencje budżetowe. PO w roku ubiegłym otrzymała z budżetu 17 mln 729 tys. zł, natomiast PiS 15 mln 798 zł. Znacznie skromniejsze są dochody ze składek członkowskich. W Platformie wyniosły one w 2014 r. 561 tys. zł, natomiast w PiS 143 tys. zł. Obie te partie największą część budżetowych subwencji wydają na pokrycie kosztów administracyjnych. Z tych pieniędzy opłacany jest aparat partyjny, osoby pełniące funkcje administracyjne i biurowe. Na ten cel idzie blisko połowa subwencji budżetowej w obu partiach.

    Ze środków przeznaczonych na bezpośrednią działalność najwięcej pochłaniają badania sondażowe opinii publicznej. Partie z budżetowych pieniędzy opłacają także firmy zajmujące się doradztwem politycznym i wydatki reprezentacyjne.

    Pula poselska

    Odrębną część dochodów stanowią środki wypłacane każdej partii reprezentowanej w Sejmie przez Kancelarię Sejmu. Każdy poseł, poza indywidualnym uposażeniem, otrzymuje z Kancelarii Sejmu pieniądze na funkcjonowanie biura poselskiego. To 11 tys. 500 zł miesięcznie. Te pieniądze jednak nie wchodzą do budżetu partii, lecz są przypisane do każdego posła indywidualnie i są przeznaczone na prowadzenie biur w jego okręgu wyborczym. W tej kwocie mieszczą się wydatki na zatrudnienie pracowników, czynsz, energię, telefon, ekspertyzy. Z tych pieniędzy nie można jednak finansować kampanii wyborczych. Fundusz na kampanię jest wydzielany z subwencji i musi być rygorystycznie rozliczony przed PKW pod groźbą utraty subwencji, co przydarzyło się w 2013 r. PSL i wpędziło tę partię w spore kłopoty.

    Poseł nie może indywidualnie przyjmować dotacji na prowadzenie działalności poselskiej. Taką darowiznę może przyjmować partia polityczna w ramach wpłat indywidualnych, wyłącznie od obywateli polskich zamieszkałych na terenie RP i tylko z przeznaczeniem na fundusz wyborczy partii. Można jednak taką darowiznę zindywidualizować, wskazując konkretnego kandydata i okręg wyborczy, z którego startuje, jednak również w ramach limitu nieprzekraczającego kilkunastu tysięcy złotych rocznie na jednego darczyńcę. W przypadku PiS ofiarodawcami nie są przedstawiciele dużych korporacji, a raczej niewielkiego rodzimego biznesu, ideowo identyfikujący się z celami programowymi tej partii. Warto dodać, że w PiS wszyscy posłowie co miesiąc odprowadzają ze swoich uposażeń nie mniej niż 500 zł na opłacenie funkcjonowania klubu parlamentarnego i zatrudnionych w nim pracowników.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • abc
      03.08.2015 09:24
      Sugerowanie, że braku subwencji z budżetu państwa przełoży się na naciski ze strony różnych lobby jest moim zdaniem nietrafione. Brzmi to tak, jakby teraz partie nie podlegały żadnym naciskom z ich strony... Obecny stan jest taki, że cała ta banda pobiera pieniądze z budżetu, a dodatkowo i od różnych lobbystów w różnej formie. Nie wierzę, żeby było inaczej. Warto więc zakręcić przynajmniej jeden kurek z pieniędzmi, i to naszymi!
    • saherb
      03.08.2015 11:42
      Sądzę, że w wyniku zbyt niskiej frekwencji referendum i tak będzie nieważne. Więc wszystko zostanie po staremu. Także dywagacje na ten temat są przedwczesne i na wyrost...
    • km56
      03.08.2015 11:48

      Osobiście wolałbym, żeby partie polityczne były finansowane w sposób podobny do organizacji pożytku publicznego, czyli w postaci dobrowolnych odpisów podatkowych i darowizn ze strony obywateli RP.
      Zgadzam się z tym, że samo finansowanie z budżetu nie wyeliminuje korupcji, więc ten argument jest dla mnie zbyt mało realistyczny.
      Natomiast bezpośrednie finansowanie przez wyborców stworzyłoby namiastkę kontroli polityków przez Suwerena i może choć trochę poskromiło ich arogancję i stawianie się ponad prawem. Skoro partie tak bardzo liczą się z wynikami sondaży, że wydają na nie większość pieniędzy, to miałyby coroczny, darmowy i bardzo wiarygodny sondaż skali poparcia społecznego.

    • Marc
      03.08.2015 22:51
      Obietnice zawsze pozostawały obietnicami - czy za obietnice mamy płacić i nic z tego nie mieć? Ja muszę liczyć pieniądze, aby wyżyć do końca miesiąca, czy ktoś z rządu liczy się z tym, że daleko mi jest do średniej? Średnia jest chyba brana z zarobkami posłów podzielona razem z najbiedniejszymi. Wówczas faktycznie wyjdzie taka średnia. chcę likwidacji NFZ a pieniadze przeznaczyć na lecznictwo faktycznie wykonane. Nie chcę finansowania partii z moich pieniędzy. Wystarczą im ich pensje.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół