• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zbyt wczesna edukacja szkolna jest szkodliwa

    Weronika Pomierna

    dodane 08.06.2015 09:41

    Prof. David Whitebread w Polsce. To na jego badania poświęcone wczesnej edukacji powoływała się z mównicy sejmowej Karolina Elbanowska.

    Na zaproszenie Fundacji Rzecznik Praw Rodziców 8 i 9 czerwca w Polsce gościć będzie prof. David Whitebread z Uniwersytetu w Cambridge. To na jego badania poświęcone wczesnej edukacji powoływała się z mównicy sejmowej Karolina Elbanowska. Profesor Whitebread będzie mówił o negatywnych skutkach zbyt wczesnej formalnej edukacji, które na Wyspach widoczne są w fali niepowodzeń szkolnych i poważnych problemów emocjonalnych u dzieci. Więcej informacji o wizycie profesora na stronie www.rzecznikrodzicow.pl.

    Weronika Pomierna: Dlaczego dzieciństwo jest tak kluczowe dla właściwego rozwoju dziecka?

    Prof. David Whitebread: To w ciągu pierwszych lat życia dzieci wyrabiają najważniejsze nawyki i uczą się odnosić do swoich rówieśników. Jest wiele badań, które pokazują, że to, jak dzieci radzą sobie w ciągu tych pierwszych lat, będzie miało wpływ na to, jakie wyniki w nauce będą osiągać później. Dlatego trzeba zwrócić szczególną uwagę na to, jak wygląda edukacja wczesnoszkolna. Amerykański ekonomista i laureat nagrody Nobla, James Heckman, wykazał, że rządom opłaca się dbanie o jakość edukacji wczesnoszkolnej. Zwraca się w przyszłości z nawiązką.

    Musi być jednak ona dostosowana do wieku i możliwości dziecka.

    Oczywiście! Obecnie można zaobserwować, że rządy wielu państw wymagają, aby coraz młodsze dzieci były posyłane do szkoły i uczestniczyły w sformalizowanej edukacji. Tak dzieje się w m.in. w Anglii, w Polsce, Stanach Zjednoczonych, w Szwajcarii, którą odwiedziłem niedawno. Badania naukowe wskazują, że nie sprzyja to dobru dzieci. Do 6, 7 roku życia dzieci powinny uczyć się w przedszkolach poprzez zabawę. Wszelkie próby wprowadzania formalnej edukacji w przypadku młodszych dzieci odbijają się bardzo negatywnie na dzieciach, ich poczuciu pewności siebie i zdrowiu emocjonalnym.

    Proszę opowiedzieć jak wygląda sytuacja w Anglii.

    Dzieci w Wielkiej Brytanii zaczynają naukę w szkole już w wieku 5 lat. To jakiś absurd.

    Mówimy o zwykłych podstawówkach?

    Tak, do tego zobowiązuje rodziców prawo. Jeśli dziecko urodziło się w jednym z ostatnich miesięcy roku, to rozpoczyna edukację nie ukończywszy jeszcze 5. roku życia. Wcześniej nie stanowiło to problemu, ponieważ pierwsze 3 lata nauki były nacechowane nauką przez zabawę. Gdy pracowałem jako nauczyciel w szkołach podstawowych w klasach od I do III, nie było to problemem. Sęk w tym, że w latach 90-tych rząd zobowiązał nauczycieli do sukcesywnego podnoszenia dzieciom poprzeczki już od pierwszej klasy, co prowadzi do katastrofy. Dzieci poddawane są ocenie, mają sprawdziany.

    Jakie są tego konsekwencje?

    Wystarczy przeanalizować dane Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, która skupia 35 najbardziej zaawansowanych krajów świata. Wielka Brytania była kiedyś w czołówce tego rankingu. Obecnie jest jednym z ostatnich państw na liście 35 krajów. Moim zdaniem doszło do tego z powodu zmian w systemie edukacji, które w nierozważny sposób inicjował rząd w ciągu ostatnich 20 lat.

    Jak wpłynęło to na zdrowie dzieci, obecnych nastolatków?

    Dramatycznie. Jest wiele badań, które wskazują na pogorszenie zdrowia psychicznego nastolatków oraz dzieci. To efekt tego, że dzieci pozbawia się możliwości zabawy. Dzieje się tak z powodu zwiększonej urbanizacji (dzieci mieszkające w miastach mają siłą rzeczy ograniczone możliwości przeznaczenia czasu na zabawę) oraz ze zbyt sformalizowanej edukacji wczesnoszkolnej. Już od najmłodszych lat dzieci muszą zmierzyć się z różnymi testami. Wiele z nich po prostu nie radzi sobie ze stresem. Coraz więcej nastolatek cierpi na bulimię i anoreksję. Naukowcy alarmują, że ma to związek ze zbyt wysokim poziomem stresu z powodu zbyt sztywnej edukacji. W Wielkiej Brytanii mamy ponad 10 tysięcy uczniów niższych klas szkół podstawowych (10-latków i młodszych), którzy mają zdiagnozowaną kliniczną depresję.

    Gdy mówi Pan o zabawie, ma Pan na myśli...

    Mam na myśli typowe gry, które dzieci wybierają intuicyjnie: przebywanie na dworze, wspinanie się po drzewach, odgrywanie ról, śpiewanie. Bawienie się zabawkami, lalkami, samochodami, granie w gry, malowanie, rysowanie, śpiewanie. Dzieci uczą się w ten sposób języka, rozwijają umiejętności socjalne, kreatywność. Dzięki temu rozwijają się właściwie emocjonalnie. Jest to bardzo ważne dla ich zdrowia psychicznego.

    Czy Brytyjczycy zauważają te problemy?

    Coraz więcej osób widzi konsekwencje zbyt mocno sformalizowanej edukacji wczesnoszkolnej. Sytuacja pogarsza się. Za 20-30 lat pokolenie o którym mówimy będzie rządzić naszych krajem. Musimy zatroszczyć się o nich.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • Sylwia
      08.06.2015 12:27
      Mamy w domu ofiarę reformy edukacyjnej. Nie udało się w tamtym roku odroczyć naszemu sześciolatkowi szkoły, więc poszedł we wrześniu. Czytać się nie nauczył, bo nie zapamiętuje połowy liter, dodawanie i odejmowanie do 20 nieopanowane. Mało pocieszający jest fakt, że ten problem dotyczy połowy jego kolegów z klasy. Na lekcji mnóstwo pracy, pani przyznaje, że nie wyrabia się z materiałem, czasu na zabawę-zero. Mały, choć bardzo chciał iść do szkoły, ma do niej negatywne nastawienie, czuje się przytłoczony nadmiarem obowiązków. Ze szkoły przynosi ciekawe opowieści ze spotkań z gimnazjalistami,bo to zespół szkół. Najgorsze, że ma bardzo niską samoocenę, traci wiarę w swe możliwości, pomimo tego, że w domu dajemy mu dużo akceptacji i wsparcia.
      Ta reforma to totalna porażka.
    • AQQ
      08.06.2015 17:57
      Mój syn poszedł do szkoły w UK w wieku 5 lat. Teraz kończy tutejszą podstawówkę (ma 11 lat). Przez sześć lat nauki miał jeden obowiązkowy test (SAT który ocenia postępy szkoły a nie ucznia - w momencie kiedy odbywają się te testy dzieci od kilku miesięcy wiedzą już do jakiej średniej szkoły zostały przyjęte). Nie przyniósł jeszcze do domu oceny bo ocen nie mają, na koniec trymestrów przynosi analizę postępów z opisem.

      Wczesne rozpoczynanie edukacji może mieć dobre albo złe strony. Dobre bo zrównuje szanse dzieci - zostało udowodnione niezliczoną ilość razy że im wcześniej dzieci rozpoczynają szkołę tym mniejsze są między nimi różnice co ostatecznie wszystkim wychodzi na korzyść - nie każdy ma rodziców którzy np dziecku czytają. Złe jeśli program jest zbyt sformalizowany i niedostosowany do wieku. Osobiście jednak nie widzę żeby taka sytuacja miała miejsce w szkole mojego syna. Początkowo miałem opory bo wydawało mi się że 5 lat to za wcześnie. Teraz jednak jestem przekonany że wczesne rozpoczęcie edukacji to było najlepsze co mogło się wydarzyć i zaprocentuje w przyszłości. Przecież szkoła to nie tylko formalna nauka, to również socjalizacja z rówieśnikami, nasiąkanie kulturą itd. Są rzeczy których rodzice nie zapewnią choćby nie wiadomo jak się starali. Podsumowując - nie widzę nic złego w wyrównywaniu szans dzieci.
    • małorolmałolat
      08.06.2015 22:54
      Nie brak ekspertów na tym świecie, szczególnie w naukach psychologicznych, gdzie są wprawdzie jakieś wyniki (badań, pomiarów), jakieś prawa i twierdzenia, ale nade wszystko poglądy ekspertów - a że jeden pogląd lepszy od drugiego to też tylko pogląd. Może to nie sześciolatki nie radzą sobie w szkole, ale raczej nauczyciele nie radzą sobie z sześciolatkami. szkoła, jak wiadomo, istnieje przede wszystkim dla wygody nauczycieli, uczeń to element dysfunkcjonalny
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół