• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Je suis Nigérian

    Jacek Dziedzina

    dodane 12.01.2015 13:04

    Pies z kulawą nogą nie wyszedł na ulice w proteście przeciwko terroryzmowi po zabójstwie 2 tysięcy osób w Nigerii.

    Kilka milionów osób, w tym przywódcy wielu krajów, wyszło na ulice Paryża, by zaprotestować przeciwko terroryzmowi po zabójstwie kilkunastu osób. Pies z kulawą nogą nie wyszedł na ulice w proteście przeciwko terroryzmowi po zabiciu 2 tysięcy osób (głównie chrześcijan) przez nigeryjskich terrorystów z Boko Haram. Oczywiście, trudno mierzyć „tragiczność” śmierci liczbą ofiar. Każde zabójstwo jest zabójstwem. Można jednak mierzyć skalę medialnej reakcji na śmierć. I podczas gdy w przypadku Paryża szczere współczucie mieszało się z infantylnym powielaniem hasła „Je suis Charlie”, to w przypadku nigeryjskich ofiar nie było masowej akcji pod hasłem „Je suis Nigérian”.

    W czasie, gdy prezydent Francji mówił, że Paryż stał się stolicą świata (bo faktycznie dla mediów reszta świata przestała istnieć), poza kamerami dokonywało się kolejne ludobójstwo w Nigerii. Podana liczba ofiar, 2 tysiące osób, to i tak tylko szacunkowe dane przy założeniu, że reszta mieszkańców likwidowanych wiosek zdołała uciec do buszu, na pustynię i do Czadu. Reakcja świata nie dziwi. Podobnie jak wcześniej w przypadku masakry i exodusu chrześcijan z Iraku i Syrii. Łatwiej wznieść transparenty w obronie tzw. wolności słowa i tzw. cywilizacji zachodniej niż w obronie anonimowych chrześcijan. Mówię o tzw. wolności słowa i tzw. cywilizacji. Chyba że wulgarne przedstawienie Trójcy Świętej (a takie rysunki, obok Mahometa, pojawiały się w „Charlie Hebdo”) uznamy za symbol nowej zachodniej kultury. Wtedy nie dziwi, że w obronie chrześcijan, nie tylko w Nigerii, trudno wznieść transparenty i wyjść na ulice.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • hrabia
      14.01.2015 02:47
      W Rosji tez bija murzynow!
    • MichałObrębski
      14.01.2015 02:54

      Je suis Nigérian, czyli mordy w „Charlie Hebdo” i w Nigerii

      Dzień dobry, Panie Redaktorze!

      Być może niechcący – dotknął Pan problemu praktycznie nierozwiązywalnego. Bowiem chociaż wrażliwość na masakrę w „Charlie Hebdo” i niewrażliwość na nieporównanie większą masakrę w Nigerii może szokować i powinna zasmucać, jest jak wiadomo inaczej z powodu różnych miejsc tych zbrodni.

      Chodzi rzecz jasna o Afrykę. To ją właśnie nazwałem problemem praktycznie nierozwiązywalnym.

      Przyjrzyjmy się faktom. Kolonializm ostatecznie upadł w drugiej połowie dwudziestego wieku. Wtedy produkt krajowy brutto Korei Południowej był podobny do produktu Ghany. Dziś oba kraje dzieli gospodarcza przepaść. Powie Pan może, że Korea nie miała za sobą przeszłości kolonialnej. Odpowiem, że miała za sobą wojnę, podobnie zresztą jak Niemcy czy Polska.

      Powiedzmy to otwarcie. Wyłącznymi winnymi niekończącej się tragedii afrykańskiej są Afrykanie. Dlaczego? Ponieważ w kontynent ten świat rozwinięty ulokował już miliony, jednak niezmiennie wojna goni wojnę, plaga plagę, Ebola AIDS, a rzeź goni rzeź.

      Nasuwa się nieodparte pytanie o powody tego smutnego stanu. Są one dwa: kultura i natura.

      Najpierw natura. Zasadniczą przyczyną niedorozwoju, nie tylko Afryki, jest lenistwo. Uzasadnienie tej prawdy jest uderzająco proste. Aby wyrwać się z biedy, trzeba sprzedawać. Aby sprzedawać, trzeba pożyczyć, kraść lub produkować. Jednak trudno jest ukraść czy pożyczyć rzecz nie istniejącą: wracamy zatem do produkcji. By złodziej mógł ukraść, ktoś musi wytworzyć. Ktoś musi się napracować.

      Oto inne uzasadnienie decydującej roli pracy. Dochód pochodzi z ziemi, kapitału i pracy. Tej pierwszej niewiele przybywa, jednak masowy głód opanowano wszędzie z wyjątkiem Afryki. Prawdą jest, że dzisiejsze rolnictwo wymaga nakładów kapitałowych i jest upolitycznione. Lecz prawdą jest również, że wiele krajów tropikalnych, np. Tajlandia czy Kolumbia, nakłady te jakoś zdobyło i żywność produkuje. Afryka jednak – wciąż ma z tym kłopoty. Poza tym, nawet przy inwestycjach ziemia wymaga pracy: orki, zasiewu, żniw. Wracamy więc do pracy.

      Fakt, że kapitał w znacznym stopniu pochodzi z kapitału jest ostatnio często przypominany, zwłaszcza przez lewicowców. Jednak nasuwające się tu twierdzenie „Pierwszy milion należy ukraść” nie bardzo się broni. Można by je sparafrazować: „Aby świetnie śpiewać, trzeba mieć świetny głos”, albo „Aby malować jak Rembrandt, trzeba mieć wielki talent”. Po pierwsze, nie stosuje się ono do wszystkich, choćby dlatego, że nie wszyscy mają możliwość kradzieży czy są do niej zdolni. Poza tym, owszem, z perspektywy inwestora wystarczy zainwestować i żelazną pięścią wymagać. Lecz z punktu widzenia beneficjenta środków inwestycyjnych już nie: brak inicjatywy czy złe decyzje doprowadzą do bankructwa. Czyli znowu wróciliśmy do pracy. Więcej nawet. Co z „pierwszym” kapitałem? W jaki sposób może on pochodzić z kapitału, skoro kapitał jeszcze nie istnieje?

      W tej chwili, zwłaszcza wśród lewicowców, być może rozlegną się glosy: „Jak pracować, skoro pracodawcy nie zatrudniają?” Odpowiem: Praca do wykonania istnieje zawsze. Jeżeli nie umycie samochodu, to porządek na strychu, naprawa walącego się płotu, rozmowa z rodziną czy zabawa z psem. W komunistycznej Polsce było sporo skromności, czy można by rzec biedy, niemniej dzieci polskie chodziły ubrane ubogo, ale ciepło; niemodnie i brzydko, ale czysto; jadły nie czekoladę, ale chleb; piły nie Coca-Colę, ale mleko. Dlatego też, jak sądzę, w naszym kraju często myli się ubóstwo czy biedę – z nędzą.

      A współczesny świat niedorozwinięty jest właśnie nędzny. Jego mieszkańcy najzwyczajniej niewiele robią. Nawet jeżeli praca jest o krok i krzyczy. Nawet jeżeli jest opłacana. Iluż to przedsiębiorców narzeka na niesumiennych pracowników? Ileż to niesolidności czy partactwa widzimy nawet we współczesnej Polsce?

      Mowa jest głównie o Afryce. Lenistwo Murzynów uderza każdego, kto na Czarnym Lądzie spędził więcej niż chwilę. Przykłady można by mnożyć.

      Przejdźmy wreszcie do drugiego powodu zapaści afrykańskiej – do natury. Znowu, wyjdźmy od faktów. Widać, że wszędzie w świecie, gdzie w społeczeństwie dominuje rasa czarna panuje nędza, głód i mnożą się patologie. I, trzeba to jasno stwierdzić, kryterium tu jest niestety kolor skóry. Haiti jest bowiem bliźniaczo podobne do Afryki, a we wspomnianej Kolumbii dzielnice nędzy, na przykład w pobliżu miasta Buenaventura, pokrywają się z ludnością murzyńską z zadziwiającą dokładnością.

      Winą można ewentualnie obarczyć brak prawidłowych wzorców. Jednakże zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak gdziekolwiek indziej (w Republice Południowej Afryki, Dominikanie) czarnoskórzy rzadko znajdują się wśród najbogatszych. Natomiast często po prostu sobie nie radzą.

      I Afryka po prostu sobie nie radzi. Jej mieszkańcy mniej są przystosowani do rozwiniętego świata, gdyż są mniej inteligentni. Brak świadomości problemów, czy powiedzmy otwarcie – głupota – oraz odwrotnie, upatrywanie przeszkód tam, gdzie ich nie ma (zabobony, szamanizm, wudu), w Afryce widać niemal na każdym kroku. Kto nie wierzy, niech pojedzie i sprawdzi, lub choćby spojrzy na poniższe zdjęcie. Przedstawia ono robotników powracających 2 500 km z Libii do Nigru.

      http://life.joins.com/news/article/article.asp?ctg=1700&total_id=16899171&cloc=joongang|home|life_section

      Fotografia ta nie zdobędzie raczej nagrody międzynarodowej, a szkoda. Powód? Poprawność polityczna.

      W tym momencie pojawia się kwestia odpowiedzialności Afrykanów za swoje położenie: nie jest niczyją winą, że urodził się taki a nie inny. Jednak zmiany trzeba chcieć. Część z mieszkańców Czarnego Lądu jest na nią gotowa. Jednak po rozruchach w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Francji widać wyraźnie, że nie cały omawiany kontynent jest gotów do współpracy.

      Wracając do tematu zbrodni w „Charlie Hebdo” i w Nigerii, chociaż obie zostały popełnione przez fundamentalistów islamskich, uważam, że poza tym faktem nie mają one ze sobą nic wspólnego. Gdyż rzezie wśród czarnoskórych miewają różne tła, lecz z reguły podobne przyczyny. Znowu, spójrzmy prawdzie w oczy: Ci ludzie żyją jak zwierzęta i jeżeli przestają umierać jak zwierzęta (czyli często i powszechnie), następuje demograficzna eksplozja. Reszta – to w większości biologia. Jakikolwiek gatunek stłoczony na małej przestrzeni dostanie szału. Śledzie w beczce są martwe, zaś supermarketowym homarom szczypce się podwiązuje.

      Masowe mordy w Nigerii mają podłoże religijne, lecz w Rwandzie raczej gospodarcze, zaś w Kongu czy Ugandzie – plemienne.

      Europejczycy żyją jak ludzie; Afrykanie żyją jak zwierzęta. Taka jest smutna prawda stojąca za różnymi postawami, o których wspomina Pan w artykule. Świat cały, z Afryką włącznie, powszechnie jej zaprzecza i powszechnie jest jej świadomy. Stąd niestety w praktyce śmierć śmierci nierówna; stąd równi i równiejsi.

      Kłaniam się.

      Michał Obrębski
      michalKROPKAobrebskiMAŁPKAyahooKROPKAcom

       

    • gada
      14.01.2015 05:03
      Je suis nigeriEn(ne) !!!!!
    • czytelnik_wierny
      18.01.2015 15:36
      Ortograficzny wybryk redaktora Dziedziny (i to w tytule!) jest wyjątkowo obrzydliwą kpiną z dbałości Francuzów o niezaśmiecanie języka ojczystego angielszczyzną. Podobną kpiną posłużyli się twórcy wulgarnego „Fun Radio”, oczywiście zakupionego przez Polaków: RMF - „Radio Małopolska Fun” - dla odpowiedniego formowania słuchaczy. A przecież Śląsk tak się szczyci przywiązaniem do swej mowy. Monsieur Dziedzina, je suis Silésien!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół