• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Jestem "niesakramentalna", ale...

    dodane 04.11.2014 10:15

    Mam nadzieję, że Kościół nie dopuści do Komunii osób żyjących w ponownych związkach (choć On jeden wie, jak bardzo pragnę Go przyjmować!).

    Jestem 40-letnią kobietą, dość twardo stąpającą po ziemi. Żyję w niesakramentalnym związku małżeńskim. Mamy dwoje dzieci. Z ludzkiego punku widzenia i lansowanego przez współczesny świat stylu życia, mamy życie beztroskie. Oboje z mężem pracujemy i lubimy nasze zajęcia, mamy dom, mądre dzieci, jesteśmy zdrowi, nie liczymy, czy starczy do pierwszego.

    Gdy byłam młodą studentką, potem lekarzem, wydawało mi się, że to ja mam kontrolę nad życiem i to ja o moim życiu decyduję. Prowadziłam swawolne życie, wszystko niby w granicach przyzwoitości, alkohol, liczne związki, również z żonatymi, miłość mylona z seksem, antykoncepcja na potęgę, środki wczesnoporonne przepisywane koleżankom (miało to "rozwiązać ich problemy")... Wiele by wymieniać.

    Potem związek z moim obecnym mężem (na szczęście nie ja byłam przyczyną rozpadu tamtego małżeństwa) i ciąża, którą usunęłam. Dochodziłam, dobrnęłam właściwie, do dna. Wszystko to było niejako akceptowane i niepotępiane społecznie. Moje życie - mój wybór! Moi rodzice na wszystko przymykali oczy, byli (są) tolerancyjni, postępowi - liberalni katolicy naturalnie.

    Rzecz ujmując najprościej, wiodło nam się naprawdę dobrze. Do kościoła prawie nie chodziliśmy. Ale serce i dusza umierały... Dopadła mnie depresja. Rodzice i mąż pukali się w czoło. Kobiecie odbiło. Byli bezradni, ja też. Najczęstsze słowa, które wtedy słyszałam, to: Weź się wreszcie w garść!

    Nie pomagał psycholog, nie pomagały tabletki. Osiągnęłam taki stan, że nie mogłam już wstać z łóżka, a musiałam, bo na świecie były już dzieci, a do tego praca i duże poczucie obowiązku. To był koszmar!

    Pewnego dnia, w totalnym letargu, podeszłam do półki z książkami i moja ręka, jakby sterowana nie przeze mnie, sięgnęła po Pismo Święte (tak, tak, wypada przecież je mieć). Wypadła z niego kartka: "Mój przyjacielu, ten którego teraz potrzebujesz, to Jezus Chrystus..." Dalej nie byłam w stanie czytać, padłam na kolana i zawołałam: Jeśli naprawdę jesteś, to mi pomóż!

    Pomógł. Natychmiast!

    To był Damaszek. Różańca nie wypuszczałam praktycznie z ręki. Nastąpiły w błyskawicznym czasie dziwne "zbiegi okoliczności" . Doznałam łaski przebaczenia. Zalana zostałam Miłością. Trwam w niej do dzisiaj. Bardzo umiłowałam, bo wiele mi darowano. Dlatego mam prawo powiedzieć, że:
    seks to nie miłość
    antykoncepcja to nie moje prawo do mojego ciała
    związki partnerskie, "wolne", to czysty egoizm
    małżeństwo niesakramentalne to cudzołóstwo
    rozwód to dramat dla rodziny
    aborcja to zabójstwo
    kobiety cierpią na syndrom poaborcyjny
    środki wczesnoporonne to aborcja
    homozwiązki to grzech (bezeceństwa)
    Komunia św. to nie pójście po opłatek
    Kościół nikogo nie odrzuca
    grzech odsuwa nas od Kościoła
    zło to zło, a dobro to dobro.

    Modlę się i drżę aby nic, co przekazał nam Jezus w Ewangelii, nie zostało przekręcone, dodane, nagięte i usprawiedliwione, "bo takie są realia współczesnego świata". Mam nadzieję, że Kościół nie dopuści do Komunii osób żyjących w ponownych związkach (choć On jeden wie, jak bardzo pragnę Go przyjmować!), że nie zgodzi się na akceptowanie związków homoseksualnych, że aborcję nadal będzie nazywać morderstwem (to takie refleksje odnośnie do Synodu).

    Pomimo że nie uczestniczę w pełni w sakramentach Kościoła, nie czuję się odepchnięta przez Pana, wręcz przeciwnie, jestem niekiedy bardzo zażenowana okazywaną mi miłością, dobrocią, czułością. I choćbym miała przyjąć Go na łożu śmierci, to wiem, że nie pozwoli na to, abym bez sakramentów odeszła z tego świata. To czekanie, tęsknota, jest darem, łaską. Spotkanie będzie cudowne. Wiem!

    Nazwisko znane redakcji

    «« | « | 1 | » | »»

    Wybrane dla Ciebie

    • woj-woj
      07.11.2014 17:25
      Czytam co niektóre komentarze tutaj, o tym na przykład, że jak to porzucili życie w grzechu i zdecydowali się na "białe związki". Oczywiście szanuję postawy i decyzje innych. Ale z drugiej strony myślę sobie, jak to dobrze, że raczej nie będę musiał stawać przed takimi dylematami. Nie potrafię wyobrazić sobie siebie, gdy mówię mojej partnerce (która przyszłaby do mnie po pierwszym nieudanym związku) "bardzo żałuję każdego kontaktu cielesnego z Tobą", "kontakt ten to było naprawdę wielkie zło" itp. A co gdyby przyszło do mnie moje dziecko z tego drugiego związku i zapytało, tak jak mają w zwyczaju pytać dzieci: "tato, skąd się wziąłem". Nie wiem, jak miałbym dać odpowiedź, czy choćby tylko pomyśleć: "wziąłeś się ze zła, którego bardzo żałuję". Szczery żal za bycie w powtórnym związku pociągałby za sobą to, że takie odpowiedzi i myśli pojawić by się musiały (inaczej szczerego żalu po prostu by nie było). Dobrze - raz jeszcze przyznam sobie - że przed takimi problemami nie stanę - fajnie jest być agnostykiem.
    • śwjacenty
      10.11.2014 11:24
      Sylwestrze Ślesiński, z tego co piszesz odnoszę wrażenie (chciałbym się mylić), że to co nazywasz swoim nawróceniem to jakieś zwiedzenie.Pozdrawiam.
    • bogna
      17.11.2014 21:58
      Cos pieknego
    • c-a
      26.02.2015 00:07
      anna@ - zamiast skupić się na tym jakie jest Twoje przeznaczenie i prosić Boga o wskazanie
      drogi , Ty skupiłaś się na swoim ,, chceniu " .
      Kiedyś gdy chciałam w swoim życiu koniecznie coś zmienić , usłyszałam we śnie - ,, niczego nie zmienisz , a siebie wyniszczysz " i dałam sobie spokój temu ,, naginaniu " !
      Nie miej pretensji do Świętych . Oni po prostu z jakiejś przyczyny , leżącej po Twojej stronie , po prostu nie mogli Ci pomóc .
      Tylko dziwię się , że nie miałaś jakiejś wskazówki , znaku przy tylu modlitwach . Czy Ty aby na pewno skupiałaś się na modlitwie ?
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół