Francuzi manifestowali w obronie rodziny

dodane 06.10.2014 06:41

KAI |

Od 75 do 500 tysięcy osób (w zależności od oceny policji i organizatorów) uczestniczyło w niedzielę wielkiej manifestacji w obronie wartości rodzinnych i małżeńskich, która przeszła ulicami Paryża.

Francuzi manifestowali w obronie rodziny   ETIENNE LAURENT /PAP/EPA Od 75 do 500 tysięcy osób (w zależności od oceny policji i organizatorów) uczestniczyło w niedzielę wielkiej manifestacji w obronie wartości rodzinnych i małżeńskich, która przeszła ulicami Paryża.

W podobnym pochodzie w Bordeaux wzięło udział, według tych samych źródeł, od 7,5 tys. do 30 tysięcy osób. W obu wypadkach chodziło o sprzeciw wobec zalegalizowanych już we Francji małżeństw osób tej samej płci oraz wobec ustaw o tzw. macierzyństwie zastępczym (GPA) i o technikach wspomaganego rozrodu (PMA).

Obie demonstracje, zwane „Manif pour tous” (Manifa dla wszystkich), rozpoczęły się wczesnym popołudniem: odpowiednio o 13 w stolicy Francji i w godzinę później w głównym mieście departamentu Żyrondy w południowo-zachodniej części kraju. Ale ich uczestnicy gromadzili się na miejscach zbiórki już od wczesnych godzin porannych.

Było to drugie tego rodzaju spotkanie przeciwników zmian w ustawodawstwie o rodzinie i małżeństwie po Manifie, która odbyła się 19 stycznia br. Wtedy wzięło w niej udział od 16 do 40 tys. osób, które demonstrowały przede wszystkim w obronie życia. Tym razem głównym tematem były protesty przeciw GPA i PMA.

Manifestanci nieśli wielki transparent głoszący „Byt ludzki nie jest towarem”. W minionym tygodniu premier Francji Manuel Valls zapewnił, że GPA „jest i pozostanie zakazane” w tym kraju, dodając, że Francja „całkowicie wyklucza” zgodę na „automatyczne przepisywanie” akt urodzenia dzieci urodzonych z matek zastępczych za granicą. Zarazem jednak rząd nie zaskarżył w terminie wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który w czerwcu br. zobowiązywał Francję do uznania tak urodzonych dzieci.

W sprawie PMA manifestanci wyrażali zaniepokojenie z powodu objęcia tymi przepisami par lesbijskich i zapowiadanego zmniejszenia niektórych świadczeń rodzinnych (skrócenie urlopów rodzicielskich po narodzeniu dziecka, zredukowanie go w przypadku pierwszego dziecka itd.).

Przed rozpoczęciem Manif pour tous metropolita Lyonu kard. Philippe Barbarin oświadczył, że zadaniem Kościoła nie jest wprawdzie popieranie tego marszu, ale ogólnie Kościół go popiera. W planach wprowadzenia GPA i PMA dostrzegł niebezpieczeństwo instrumentalizacji dzieci i w ogóle bytu ludzkiego i dodał, że sprawy te mają wymiar nie tylko francuski, ale ogólnoeuropejski.

Telewizja i inne media francuskie przeprowadzały na bieżąco rozmowy z niektórymi uczestnikami pochodów, przede wszystkim z politykami z różnych partii i obozów. Na przykład najmłodsza posłanka do parlamentu, niespełna 25-letnia Marion Maréchal-Le Pen ze skrajnie prawicowego Frontu Narodowego (wnuczka jego założyciela i długoletniego przewodniczącego Jeana-Marie Le Pena) zapowiedziała, że jeśli jej ugrupowanie dojdzie do władzy, „nie będzie już żadnego nowego małżeństwa homoseksualnego”. Oznajmiła również, że nie ufa premierowi Vallsowi i jego zapewnieniom w sprawie zakazu GPA.

Z kolei Xavier Bertrnad – jeden z kandydatów na przewodniczącego opozycyjnej Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP) – opowiedział się za konsultacjami wśród członków jego partii w sprawie ewentualnego unieważnienia prawa o tzw. „małżeństwach dla wszystkich”. Przepisy te, zwane ustawą Taubiry [Christiane Taubira-Delannon – pochodząca z Gujany Francuskiej działaczka polityczna, od 2012 minister sprawiedliwości], legalizują związki osób tej samej płci i zrównują je z „klasycznymi” małżeństwami. On sam jest zwolennikiem zniesienia tych przepisów, które nazwał „trybami Taubiry” i które – jego zdaniem – doprowadzą nieuchronnie do GPA i PMA.

 

.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI | DEMONSTRACJA, FRANCJA, RODZINA

Zobacz

Przeczytaj komentarze | 1 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 Zibi89 06.10.2014 09:52
Niezalogowany użytkownik W Polsce należy pamiętać, że mamy komunistów wrodzonych w nasze rodziny.
Pytanie: czy jest to wrodzenie szczere czy operacyjne?

Tak samo było na Ukrainie przed Rzezią Wołyńską, gdzie nacjonaliści ukraińscy nakazali mordować ukraińskiemu współmałżonkowi polską żonę lub odwrotnie w przeciwnym razie dochodziło do bestialskiej śmierci całej rodziny.

Sam mam w rodzinie przypadki, gdzie ze strony mamy ciotki były w lokalnym PZPR, wujek współpracował z miejscową jednostką Skarbu Państwa, która w 1989 roku została sprywatyzowana przez kilku miejscowych watażków, dziadek kuzynki był wojewódzkim kuratorem oświaty, a jej ojciec jest obecnie naczelnikiem w oddziale państwowej administracji dróg; ze strony taty wujek pracował w wojskowej lub milicyjnej organizacji technicznej, brat wujka co ciekawe został przymuszony siłą do służby w KBW.

Ostatnio ślub kościelny z inną kuzynką ze strony mamy wziął funkcjonariusz SG, którego rodzice byli powiązani z PZPR. Ich dziecko jest ochrzczone, a obydwoje nie uczestniczą we Mszy, co więcej obydwoje są antyklerykalni. Ona może mniej.

Kto utrzymuje ustrój dzisiaj? PO czy może SLD? Nikt z nich przynajmniej oficjalnie nie głosuje na SLD i partie lewicowe.
Większość tych ludzi jest dzisiaj na emeryturach lub prowadzą działalność prywatną. Dodam, że obydwu wujków ze strony mamy czyta „Wyborczą” i nie widzi w tym nic złego.

Czy można/należy postawić tezę, że ustrój utrzymują służby specjalne? Jeżeli tak to powiem, że owy KOP-ista traktuje mnie jak dziecko. Co oznacza, że stara gwardia wcale nie ma ochoty wyrzekać się pracy w administracji państwowej. Szczegóły wyjaśniające za chwilę.

PS. Niektórzy zapisywali się do PZPR dla lepszej egzystencji. Zyskali jedynie ekskomunikę.
Wady PZPR: antyreligijność, przymusowa służalczość, gospodarka centralnie planowana.

wszystkie komentarze >