Noc cudów

dodane 28.09.2014 08:57

GN 39/2014 |

O pełnych ironii gimnazjalistach, rozłożonych na łopatki przez Ducha świętego, z Witkiem Wilkiem rozmawia Marcin Jakimowicz

Noc cudów   Roman Koszowski /foto gość Witek Wilk, ewangelizator (w tym roku przez 220 dni prowadzi rekolekcje), perkusista

Marcin Jakimowicz: Wiesz, że z tysiąca opowieści o cudach, które były Twoim udziałem, nie dotykają mnie nawet te wszystkie wskrzeszenia czy uzdrowienia, ale to, że nawróciła się cała klasa gimnazjum?

Witek Wilk: I to jaka klasa…

Strach się bać?

Gorzej. (śmiech) Poprzednia wychowawczyni klasy I B (nauczycielka z wieloletnim doświadczeniem) po pół roku pracy załamała się i zrezygnowała z... zawodu. Szkoła prywatna. Katolicka. Działająca wedle zasady: „Płacę i wymagam”. To była strasznie trudna klasa z bardzo bogatymi dziećmi.

Co to znaczy „bardzo bogatymi”?

Obrzydliwie bogatymi. Ich rodzice mieli nie tylko potężne wille czy baseny zasłaniane trawą, ale i własne helikoptery, prywatne ogrody zoologiczne. Te dzieciaki miały wszystko. I myślały, że wolno im wszystko. Miały własne quady, potężne tory crossowe, które dostawały w prezencie na 14. urodziny

Ciszej, bo mój syn usłyszy…

Wiesz, jaki najsłabszy samochód tam widziałem? Audi 8. Ja miałem z nimi godzinę muzyki tygodniowo. Za każdym razem opowiadałem im o jakimś nowym cudzie, którego doświadczyłem. Mam tego parę tysięcy. (śmiech)

Słuchali czy reagowali szyderką?

Różnie. Nie przejmowałem się tym. Przyzwyczaili się. Pewnego dnia dyrektor rzucił: ponieważ nikt nie zgłosił się na ochotnika, wychowawcą I B zostaje Witek Wilk. Ja??? Przecież się nie nadaję, nigdy nie miałem wychowawstwa. Nie lubię instytucji szkoły, tych wszystkich formalności, roboty papierkowej. Nie miałem wyjścia. Zostałem wychowawcą. „Czego ode mnie oczekujecie?” – zapytałem. „Wycieczki klasowej! Byle od poniedziałku do piątku, żeby weekendu nie zmarnować”. (śmiech) „OK. Pojedziemy. Zabiorę was do Wisły. Ale w zamian za to... nauczycie się piosenki »Wiara czyni cuda«”. „My??? Nie umiemy śpiewać”. „Bardzo dobrze: od tego zaczniemy. Sorry, coś za coś”. Zaczęliśmy się pakować. Mieliśmy prywatny autobus z kierowcą, sporo kasy na wydatki. Dyrektor mówi: „Witek, dam ci dla ochrony z czterech wychowawców”. „Nie, dzięki, sam pojadę”. „To dam ci księdza. W prywatnej katolickiej szkole brak religii nikogo nie zmartwi. Gdyby brakło matmy czy angielskiego, rodzice zrobiliby aferę”.

Wynająłem wypasiony pensjonat oddalony o 3 kilometry od najbliższego sklepu. Nie chciałem, by dzieciaki wyskakiwały po alkohol. Sam pochodziłem po sklepach w Wiśle, by przypomnieć że sprzedawanie alkoholu młodzieży do lat osiemnastu i tak dalej… Zawiadomiłem policję, że przyjeżdżamy. Powiedziałem, że przyjedzie bardzo specyficzna młodzież z Mazowsza. To była naprawdę ostra klasa. Niektórzy uczniowie mieli już sprawy w prokuraturze.

Nie bałeś się tego wypadu?

Nie. Czekałem na to, co zrobi z nimi Bóg. W poniedziałek przyjechaliśmy na miejsce. Była próba śpiewu. Na drugi dzień pojechaliśmy do studia Deo Recordings. Powiedziałem realizatorowi: „Czarek, czegoś tak strasznego nigdy nie słyszałeś, ale nie przejmuj się. Nagrywaj”. Nagrał. Profesjonalnie. Samo nagranie chórków (półtorej minuty śpiewu) zajęło im trzy godziny. (śmiech) Byli lekko przerażeni. Ksiądz nagrywał z tego króciutkie filmiki. Już w autobusie w drodze powrotnej do pensjonatu, gdy puściliśmy naszą piosenkę, a ksiądz podłączył do DVD filmiki, zatkało nas. Świetny teledysk! Przez dwa kolejne dni młodzi sami zaczęli dokręcać nowe sceny do teledysku. Wkręcili się. Wszystko szło dobrze. Do czwartku, kiedy to podeszła do mnie właścicielka pensjonatu: „Panie Witku, oni zbili niezwykle cenną wazę. Była dla mnie bardzo ważna ze względów osobistych. Ukryli skorupy pod stoliczkiem z długim obrusem, żeby nie było nic widać”. Zawołałem klasę: „Znacie reguły: najgorsza, ale prawda. Bóg nienawidzi kłamstwa. Będzie prawda, będziemy żyli w zgodzie”. Ksiądz powiedział: „Za karę pójdziecie dziś o 21 na Mszę”. Przyszli. Tego dnia było czytanie: „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych, osiągniesz zbawienie”. Powiedziałem: „Słuchajcie: albo to, co słyszycie, jest pobożną bajeczką, albo prawdą. To mocne słowo. Znamy się już półtora roku: zaufajcie mi: dziś możecie przekonać się, że to, co opowiadałem wam o Bogu, może zadziałać w waszym życiu, może być waszym udziałem. Odważcie się”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Przeczytaj komentarze | 37 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 Marek Choszczyk 10.02.2016 19:15
Niezalogowany użytkownik Drogi Witku. Ku przestrodze dla ciebie i słuchających twojego głoszenia, kieruję katechezę św. Augustyna.
Z braterskim pozdrowieniem Marek Choszczyk.

Kazanie św. Augustyna, biskupa, O pasterzach
(kazanie 46, 10-11)

Przygotuj swą duszę na doświadczenie

Słyszeliście już, w czym lubują się źli pasterze. Zobaczcie teraz co zaniedbują: „Słabej nie wzmacnialiście, o zdrowie chorej nie dbaliście, skaleczonej – to jest takiej, która cierpi – nie opatrywaliście, zagubionej nie odszukaliście, mocną gnębiliście”, zabijaliście, niszczyliście. Owca jest chora, czyli ma chore serce, skłonne ulec w obliczu pokus, jeśli spotka się z nimi nie przestrzeżona i nie przygotowana.
Kiedy pasterz niedbały spotka spotyka kogoś takiego, nie mówi: „Synu, jeśli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie”. Kto bowiem tak mówi, wzmacnia słabego, czyni go silnym zachęcając, aby skoro uwierzył, nie upatrywał swego szczęścia w pomyślnościach tego świata. Jeśli bowiem przyzwyczai się pokładać ufność w pomyślności ziemskiej, przywiedzie go ona do upadku, gdy zaś spotkają go przeciwności, będzie cierpiał, albo nawet zupełnie zginie.
Kto tak buduje, nie buduje na skale, ale kładzie fundament na piasku. „Skałą zaś był Chrystus”. Chrześcijanie więc powinni naśladować cierpienia Chrystusa, a nie uganiać się za przyjemnościami. Człowiek słaby umacnia się, gdy słyszy: Przygotuj się na pokusy świata. Ale ze wszystkich wybawi cię Pan, jeśli twe serce nie oddali się od Niego. On przybył, aby cierpieć dla twego umocnienia, przybył, by ponieść śmierć, przybył, aby być znieważanym, cierniem koronowanym, niegodnie oskarżanym i w końcu przybitym do krzyża. Wszystko to On sam dla ciebie uczynił, ty nic. Uczynił nie dl siebie, ale dla ciebie.
Kim zaś co ci, którzy lękając się urazić słuchaczy, nie tylko nie przygotowują na zbliżające się próby, ale nawet obiecują szczęście na tym świecie, którego Bóg wcale światu nie obiecał. Pan zapowiedział światu nieustanne udręki i cierpienia; ty zaś pragniesz, aby chrześcijanin był od nich wolny? Właśnie dlatego, że jest chrześcijaninem, będzie więcej cierpiał na tym świecie..
Wszak mówi apostoł: „Wszystkich, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie, spotkają prześladowania”. Ty zaś pasterzu, który szukasz własnej korzyści a nie Jezusa Chrystusa, kiedy apostoł głosi: „Wszystkich, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie, spotkają prześladowania”, mówisz: „Jeśli będziesz żył zbożnie w Chrystusie, będziesz obfitował we wszelką obfitość. Jeśli nie masz dzieci, będziesz je miał, wyżywisz wszystkie i żadne ci nie umrze”. Tak budujesz? Bacz, co czynisz, na czym budujesz. Oto budujesz na piasku. Spadną deszcze, wzbierze rzeka, powieją wiatry, uderzą w dom, i upadnie, a upadek jego będzie wielki.
Zabierz z pisku, buduj na skale. Ten, kogo chcesz mieć chrześcijaninem, niech będzie zbudowany na Chrystusie. Niechaj rozważy niesprawiedliwą mękę Chrystusa, niech rozważy, iż ten, który żadnego grzechu nie popełnił, zapłacił dług, jakiego nie zaciągnął, niech rozważy skierowane doń słowa pisma: „Pan kogo przyjmuje za syna, tego karci”. Niech więc przygotuje się na karcenie, albo niechaj nie oczekuje przyjęcia.

Hbr 12,4-7.11-15
Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi, a zapomnieliście o upomnieniu, z jakim się zwraca do was, jako do synów: Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste czyńcie ślady nogami, aby kto chromy nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony. Starajcie się o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie, bez którego nikt nie zobaczy Pana. Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej, aby jakiś korzeń gorzki, który rośnie w górę, nie spowodował zamieszania, a przez to nie skalali się inni.

Pozdrawiam z Niepokalaną
Plusów: 9 Nikola 15.01.2015 13:30
Niezalogowany użytkownik Nie żadna psychoza i autosugestia ale moc Boga żywego.Kto tego nie doświadczył ten nie wie,jak On przychodzi,jak oczyszcza nas poprzez łzy.Wspaniała sprawa!
Plusów: 0 hm 08.01.2015 01:00
Niezalogowany użytkownik osobowość tego faceta plus siła sugestii.Zbiorowa psychoza z efektem stada i lekką manią religijną,ale owoce dobre...nie lubię psychoz,ale podobają mi się te owoce.Religia i Bóg-tak,ale tarzanie się po ziemi w płaczu i głupawka niech mi będą oszczędzone,chyba że naprawdę Bóg tego chce i nie ma dla mnie innej drogi..
Niewiele rzeczy mnie odrzuca tak jak tego typu głupawki,ale nie poważę się nazwać tego złem bo prawda jest taka,że nie wiem co to jest.Jeśli to jest od Boga to wszystko ok.Czy Bóg tak bardzo lubi kicz i czy tak bardzo nami pogardza że musi nas wrzucać w stadną histerię zamiast porozumieć się z każdym indywidualnie w ciszy jego serca?A może to my już tak nisko upadliśmy,że nic inaczej dla nas nie ma?Nie wykluczam i tego,ale dla mnie to wszystko jest za podobne do telenoweli brazylijskiej...
Plusów: 0 agata 04.12.2014 21:02
Niezalogowany użytkownik super artykul. ciekawa co dalej z tymi dzieciakami..???czy dalej szukaja Boga?

Mamy w tym roku uroczystość I Komunii św u corki. Raz na dwa miesiace ksiadz proboszcz mowi do rodzicow. Rodzice ziewaja. Przydałaby się taka ewngelizacja, poruszenie. Jest okazja, ale znowu będzie zmarnowana...

wszystkie komentarze >