Zlecenie na profesora

dodane 17.07.2014 00:15

Tomasz Rożek

GN 29/2014 |

Analiza „Projektu wystąpienia pokontrolnego...”, na podstawie którego prezydent Warszawy wyrzuciła z pracy prof. Chazana, pozostawia poważny niesmak. Rozbieżność pomiędzy faktami a ich obrazem w mediach jest porażająca.

Zlecenie na profesora   Piotr Gamdzyk /REPORTER Pomiędzy prezydent Warszawy, Hanną Gronkiewicz-Waltz, a prof. Bogdanem Chazanem, do tej pory nie było żadnych sporów

Pierwsze, co może dziwić, to fakt, że poważne decyzje zostały podjęte na podstawie projektu raportu pokontrolnego, a nie samego raportu. Ratusz bardzo się spieszył. Tak bardzo, że na swoich stronach zawiesił dokument opatrzony informacją „tylko do użytku służbowego”. Ta adnotacja nie powinna dziwić. Dziwić powinno udostępnienie dokumentu. – Dokument zawiera m.in. wywiady przeprowadzających kontrolę z lekarzami, dane medyczne, szczegóły dotyczące pracy szpitala i pacjentów. W kilku miejscach projektu wystąpienia pokontrolnego kontrolerzy rozmawiają z lekarzami na temat tego, czy ci mogą uchylić tajemnicy lekarskiej. Takie informacje nie mogą być ogólnodostępne – tłumaczy Konstanty Radziwiłł, sekretarz Naczelnej Rady Lekarskiej. Nie powinny, ale są. To jednak tylko czubek góry lodowej.

Dokumenty, których nie ma?

Ani raportu, ani jego projektu nie przesłano do jednostki, w której kontrola była przeprowadzana. Szpital, który kontrolowano, nie miał szans, by zająć stanowisko w swojej sprawie. Praktyką nie tylko w czasie kontroli w szpitalach, ale także kontroli skarbowych czy kontroli przeprowadzanych przez Najwyższą Izbę Kontroli, jest przesyłanie projektu protokołu pokontrolnego do zainteresowanego. Tym razem postąpiono inaczej. A szkoda, bo jak się okazuje, sporo w raporcie jest nieścisłości i rozbieżności. Pierwsza z brzegu jest taka, że raport stwierdza, iż oprócz dokumentacji medycznej Szpitala Świętej Rodziny przeanalizowano dokumentację z dwóch innych szpitali. W tym Instytutu Matki i Dziecka na ul. Kasprzaka w Warszawie. Tyle tylko, że dzień po tym, jak prezydent Warszawy raport ogłaszała, Instytut Matki i Dziecka zaprzeczył. Na stronie Instytutu pojawiło się oświadczenie, a w nim zdanie, że zespół, który kontrolę przeprowadzał, „nie zwrócił się do Instytutu w celu uzyskania informacji czy zapoznania się z dokumentacją medyczną pacjentki, której sprawa dotyczy”. Wynika z tego, że raport przynajmniej w części powstał na podstawie dokumentów, których członkowie zespołu nie posiadali.

Kolejną kwestią są nieścisłości związane z rolą profesora Chazana. Kobieta, która była matką chorego dziecka, nie była pacjentką profesora, tylko pacjentką jego podwładnego, doktora Macieja Gawlaka. Dr Gawlak prowadził ją w swojej prywatnej praktyce, a pacjentka trafiła do niego z polecenia lekarzy z Przychodni Lekarskiej „Novum”, w której rozpoczęła proces diagnostyczno-terapeutyczny. Gdy lekarz prowadzący stwierdził wady rozwojowe dziecka, skierował kobietę do Instytutu Matki i Dziecka. To tam miała być przeprowadzona dokładna diagnostyka dziecka. Gdy w Instytucie potwierdziły się (tragiczne) przypuszczenia, pacjentka poprosiła o aborcję, ale jej odmówiono i 7 kwietnia, w 23. tygodniu ciąży, odesłano z powrotem do jej lekarza prowadzącego. Przychodząc do niego, kobieta nie miała jednak wyników wszystkich przeprowadzonych w Instytucie badań. Te zostały dosłane dopiero tydzień później. W międzyczasie lekarz prowadzący (dr Gawlak) poprosił swojego szefa (prof. Chazana) o konsultację. Ta odbyła się dokładnie tydzień później, w dniu, w którym w szpitalu pojawiła się pacjentka z kompletem badań. Nieprawdą jest więc, że to prof. Chazan zamawiał jakiekolwiek dodatkowe badania, by przedłużyć procedurę podejmowania decyzji.

Konsultacje profesora, lekarza prowadzącego i mamy chorego chłopca odbyły się 14 kwietnia. O tym spotkaniu prof. Chazan opowiada w wywiadzie, którego udzielił „Gościowi”, a który publikujemy na stronach 21–23. 16 kwietnia, czyli dwa dni po konsultacji (dwa dni, a nie dwa tygodnie, jak powszechnie mówiły media), pacjentka otrzymała na piśmie odmowę wykonania aborcji. Ta odmowa została podpisana przez prof. Chazana. W sumie pacjentce odmówiły aborcji trzy warszawskie szpitale (o trzecim za chwilę), ale tylko w jednym ta odmowa była dana na piśmie, jak wymaga prawo.

Radio Erewań

Niezależnie jednak od odmowy wydanej przez prof. Chazana pacjentka dostała skierowanie podpisane przez swojego lekarza prowadzącego do kolejnej warszawskiej placówki, do Szpitala Bielańskiego, którego dyrektorem jest prof. Romuald Dębski. Powszechnie wiadomo, nie kryje tego zresztą sam szef placówki, że tam aborcje się wykonuje. Nieprawdą więc jest, że pacjentka nie została skierowana do szpitala wykonującego terminację ciąży. Nieprawdą jest także, że wskazanie takiego miejsca było obowiązkiem prof. Chazana. To miejsce, zgodnie z prawem, miał wskazać lekarz prowadzący. I zrobił to.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Przeczytaj komentarze | 43 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 ala 24.07.2014 10:43
Niezalogowany użytkownik Matka - kobieta, która zdecydowała się (za grubą kasę)wyprodukować sobie dziecko metodą in vitro (dziecko w naturalny sposób prawdopodobnie wcale by się nie poczęło) i kiedy produkt okazał się wadliwy chciała się go pozbyć tym razem już za pieniądze podatnika - w dodatku zmuszając lekarza, o którym powszechnie wiadomo, że jest przeciwnikiem aborcji do złamania swojego sumienia.
Teraz ta zrozpaczona "matka" leci do najmniej znanego w Polsce adwokata i będzie żądać odszkodowania.
Aż strach pomyśleć, czy sprawa od początku nie jest szyta pod to co się wydarzyło...

Co czuła? No co czuje matka jak dowiaduje się, że dziecko jest bardzo chore i nie przeżyje - no rozpacz, chęć ulżenia w cierpieniu... No co czuje normalny człowiek jak jego bliski jest chory? Nie myśli o sobie, sobie, sobie ani o kasie jaką dostanie po jego śmierci. Chce mu ulżyć w cierpieniu, chce być przy nim do chwili śmierci, jak jest wierzący to chce, żeby pojednał się z Bogiem i odszedł do lepszego świata.
Co czuła ta Pani - na pewno nic z tych rzeczy, dziecko pewnie umarło samotne, pewnie nieochrzczone... W czym niby mieli jej pomóc ludzie wierzący, księża - prof. Chazan chciał jej pomóc - jak się mu odwdzięczyła?

Szkoda więcej słów!

Plusów: 2 saherb 23.07.2014 10:22
Niezalogowany użytkownik Cała ta "sprawa Chazana" to doskonały materiał na książkę. Tomasz Terlikowski i Joanna Najfeld powinni napisać "Anatomię manipulacji 2".
Plusów: 3 RaBi 22.07.2014 23:57
Drogi @aster

Nic nie zrozumiałeś z mego postu - przepraszam moja wina, może źle sformułowałem swoją myśl w powyższym wpisie.

Wracając do meritum.
Cierpienia jak sam piszesz nie da się wyważyć, każdy cierpi "po swojemu" lecz skoro każdy cierpi "po swojemu" to wartości, prawo nie można stosować "po swojemu" odnosząc do "swojego" cierpienia.

Czepiasz się szczegółów mojego powyższego wpisu a zapominasz o jego sednie. Nie starasz się nawet w niego zagłębić. A inteligentny jesteś i umiesz czytać ze zrozumieniem. Dyskusja jest zawsze dyskusją nie działaniem. Cierpienia dyskusją nie zmniejszysz lecz działaniem, pomocą i owszem. Staram się pomagać tak jak potrafię osobom, które mnie otaczają i które doznają cierpienia (wiem, nie jestem w tym względzie doskonały, zaraz powiesz, że powinienem pomagać wszystkim cierpiącym - sorrki).

To, że wypowiadam się nt. szacunku dla życia najsłabszych i obrony osób, które cierpią (Ty argumentujesz, że można ich zabić) wynika z mojej hierarchii wartości. Każde życie ludzkie jest na pierwszym miejscu. I bez znaczenia jest jakość tego życia, bo ja nie jestem i nie uzurpuję sobie roli "pana i władcy, czyjegoś życia".
Nie ode mnie życie pochodzi i nie do mnie ono należy.

W naszej dyskusji o życiu i cierpieniu nie chodzi o szczegóły, każdego jednego życia czy każdego jednego cierpienia. Jesteśmy inteligentnymi ludźmi (tak zakładam, mogę się mylić) i potrafimy rozmawiać na poziomie twierdzeń, teorii, abstrakcji - ogółu.

Nie wracajmy do przedszkola gdzie każdy kolor czy cyfra jest omawiany na konkretnych przykładach. Aptekarzem jesteś?

Na forum "Gościa" nie rozwiążemy problemów całego świata. Możemy natomiast, a nawet powinniśmy o nich dyskutować zachowując odpowiedni "dystans" tak aby zaobserwować szerszy horyzont zdarzeń, bo w ten sposób można wyciągnąć jakąś naukę na przyszłość.

Pozdrawiam
RaBi

Plusów: 0 amster1 22.07.2014 21:43
Szanowny RaBi!
piszesz:
"Proponujesz w dyskusji pójść drogą szczegółów konkretnej sprawy (konkretna matka, konkretne dziecko, konkretne cierpienie). To sposób dyskutowania pieniaczy i osób, które nie chcą dotrzeć do sedna sprawy. Ten sposób dyskusji prowadzi do "zadymiania" problemu, do gubienia sensu dyskusji."

a następnie:
"Ciężko rozmawiać na temat "cierpienia" bo ono dotyka "konkretnie". Konkretną osobę, rodzinę czy naród. Lecz ta "konkretność" cierpienia nie może nas zaślepić. Dlatego z szacunku dla osoby cierpiącej daję jej prawo do myślenia czy działania irracjonalnego natomiast po tą są bliskie osoby (przyjaciele, rodzina) aby ta cierpiąca osoba się nie zatraciła w swej irracjonalności."

serio mówiąć, bardzo serio, te zdania powyżej ujawniają różnicę naszych podejść.
otóż moim zdaniem istnieją w kwestii cierpienia tylko KONKRETNE przypadki - jeden drugiemu niepodobny. to kwestia odporności, wrażliwości, tego wszystkiego co różnicuje ludzi.
irracjonalność bądź racjonalność to są puste, czcze kategorie dla osoby realnie cierpiącej.

wspomniałeś (marginalnie) o SM. życzę ci, żeby tego nie spotkał i nie weryfikował praktycznie swoich teorii w zetknięciu z SM.
bo ja to znam. irracjonalność - racjonalność? o czym Ty mówisz. to jakaś egzotyka dla chorego.

konkret. niestety tylko konkret się liczy.
realny człowiek. realne cierpienie. dla jednego do wytrzymania - dla innego już nie.
niestety, cierpienia nie da się przejąć, zabrać od kogoś. dlatego piękne teorie służą tylko jednemu: dykutowaniu. od nich nie przybywa ulgi.

wszystkie komentarze >