• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zlecenie na profesora

    Tomasz Rożek

    GN 29/2014 |

    dodane 17.07.2014 00:15

    Analiza „Projektu wystąpienia pokontrolnego...”, na podstawie którego prezydent Warszawy wyrzuciła z pracy prof. Chazana, pozostawia poważny niesmak. Rozbieżność pomiędzy faktami a ich obrazem w mediach jest porażająca.

    Pierwsze, co może dziwić, to fakt, że poważne decyzje zostały podjęte na podstawie projektu raportu pokontrolnego, a nie samego raportu. Ratusz bardzo się spieszył. Tak bardzo, że na swoich stronach zawiesił dokument opatrzony informacją „tylko do użytku służbowego”. Ta adnotacja nie powinna dziwić. Dziwić powinno udostępnienie dokumentu. – Dokument zawiera m.in. wywiady przeprowadzających kontrolę z lekarzami, dane medyczne, szczegóły dotyczące pracy szpitala i pacjentów. W kilku miejscach projektu wystąpienia pokontrolnego kontrolerzy rozmawiają z lekarzami na temat tego, czy ci mogą uchylić tajemnicy lekarskiej. Takie informacje nie mogą być ogólnodostępne – tłumaczy Konstanty Radziwiłł, sekretarz Naczelnej Rady Lekarskiej. Nie powinny, ale są. To jednak tylko czubek góry lodowej.

    Dokumenty, których nie ma?

    Ani raportu, ani jego projektu nie przesłano do jednostki, w której kontrola była przeprowadzana. Szpital, który kontrolowano, nie miał szans, by zająć stanowisko w swojej sprawie. Praktyką nie tylko w czasie kontroli w szpitalach, ale także kontroli skarbowych czy kontroli przeprowadzanych przez Najwyższą Izbę Kontroli, jest przesyłanie projektu protokołu pokontrolnego do zainteresowanego. Tym razem postąpiono inaczej. A szkoda, bo jak się okazuje, sporo w raporcie jest nieścisłości i rozbieżności. Pierwsza z brzegu jest taka, że raport stwierdza, iż oprócz dokumentacji medycznej Szpitala Świętej Rodziny przeanalizowano dokumentację z dwóch innych szpitali. W tym Instytutu Matki i Dziecka na ul. Kasprzaka w Warszawie. Tyle tylko, że dzień po tym, jak prezydent Warszawy raport ogłaszała, Instytut Matki i Dziecka zaprzeczył. Na stronie Instytutu pojawiło się oświadczenie, a w nim zdanie, że zespół, który kontrolę przeprowadzał, „nie zwrócił się do Instytutu w celu uzyskania informacji czy zapoznania się z dokumentacją medyczną pacjentki, której sprawa dotyczy”. Wynika z tego, że raport przynajmniej w części powstał na podstawie dokumentów, których członkowie zespołu nie posiadali.

    Kolejną kwestią są nieścisłości związane z rolą profesora Chazana. Kobieta, która była matką chorego dziecka, nie była pacjentką profesora, tylko pacjentką jego podwładnego, doktora Macieja Gawlaka. Dr Gawlak prowadził ją w swojej prywatnej praktyce, a pacjentka trafiła do niego z polecenia lekarzy z Przychodni Lekarskiej „Novum”, w której rozpoczęła proces diagnostyczno-terapeutyczny. Gdy lekarz prowadzący stwierdził wady rozwojowe dziecka, skierował kobietę do Instytutu Matki i Dziecka. To tam miała być przeprowadzona dokładna diagnostyka dziecka. Gdy w Instytucie potwierdziły się (tragiczne) przypuszczenia, pacjentka poprosiła o aborcję, ale jej odmówiono i 7 kwietnia, w 23. tygodniu ciąży, odesłano z powrotem do jej lekarza prowadzącego. Przychodząc do niego, kobieta nie miała jednak wyników wszystkich przeprowadzonych w Instytucie badań. Te zostały dosłane dopiero tydzień później. W międzyczasie lekarz prowadzący (dr Gawlak) poprosił swojego szefa (prof. Chazana) o konsultację. Ta odbyła się dokładnie tydzień później, w dniu, w którym w szpitalu pojawiła się pacjentka z kompletem badań. Nieprawdą jest więc, że to prof. Chazan zamawiał jakiekolwiek dodatkowe badania, by przedłużyć procedurę podejmowania decyzji.

    Konsultacje profesora, lekarza prowadzącego i mamy chorego chłopca odbyły się 14 kwietnia. O tym spotkaniu prof. Chazan opowiada w wywiadzie, którego udzielił „Gościowi”, a który publikujemy na stronach 21–23. 16 kwietnia, czyli dwa dni po konsultacji (dwa dni, a nie dwa tygodnie, jak powszechnie mówiły media), pacjentka otrzymała na piśmie odmowę wykonania aborcji. Ta odmowa została podpisana przez prof. Chazana. W sumie pacjentce odmówiły aborcji trzy warszawskie szpitale (o trzecim za chwilę), ale tylko w jednym ta odmowa była dana na piśmie, jak wymaga prawo.

    Radio Erewań

    Niezależnie jednak od odmowy wydanej przez prof. Chazana pacjentka dostała skierowanie podpisane przez swojego lekarza prowadzącego do kolejnej warszawskiej placówki, do Szpitala Bielańskiego, którego dyrektorem jest prof. Romuald Dębski. Powszechnie wiadomo, nie kryje tego zresztą sam szef placówki, że tam aborcje się wykonuje. Nieprawdą więc jest, że pacjentka nie została skierowana do szpitala wykonującego terminację ciąży. Nieprawdą jest także, że wskazanie takiego miejsca było obowiązkiem prof. Chazana. To miejsce, zgodnie z prawem, miał wskazać lekarz prowadzący. I zrobił to.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama


    • Basia
      21.07.2014 19:24
      Jak wiedziała gdzie się zapłodnić ,kto jej tego knota sprządził, zapładniacz milczy, gdzie jest ten tchórz.
      A ją powinna prowadzić Przywatna przychodnia ,która ją poraz trzeci zapładniala.
    • Gość
      22.07.2014 06:35
      Odsyłam do poniższego linka :

      http://www.novum.com.pl/pl/strona-glowna/

      Szefem tej kliniki jest Piotr Lewandowski, znam go osobiście, nastawiony na zarabianie kasy, zaczynał na Ursynowie ul. Puszczyka, dla niego liczy się tylko kasa, jego ojciec umierał w Międzylesiu, też się tym zbytnio nie przejmował, dowoził tylko pampersy dla tatusia,
      Teraz zobaczcie jaką sobie na in vitro wybudował klinikę.
      Wczoraj w wiadomościach pokazali jak zwalniają prof. Chazana, w tle stał Dyrektor Paweł Chęciński, który wiele lat leczył swoją pierwszą żonę Magdalenę wtedy jeszcze w Przychodni NOVUM na ul. Puszczyka, i też się nie udało ...
      Więc jak teraz można ukarać albo chociażby robić krzywdę Panu Doktorowi z NOVUM,
      Klinika Novum dysponuje pełnym zapleczem diagnostycznym i leczniczym do wykonania badań genetycznych, a tym samym do stwierdzenia wad genetycznych u płodu w pierwszych tygodniach ciąży, pracują tam ginekolodzy i anestezjolodzy, dlaczego tam nie wykonano terminacji ??? Pozostawiam Wam wszystkim tę odpowiedz...
    • amster1
      22.07.2014 11:31
      Szanowny Panie Marcinie Okroj!
      Tak.
      Z moich wypowiedzi (wszystkich!) logicznie wynika, ze jeśli chłopiec mały nie rokuje na "sympatycznego" to należy go zabić: zmiażdżyć, przemielić i wyrzucić. ewentualnie spalić.
      Moim zdaniem ludzie mają obowiązek być "sympatyczni", a jeśli nie są, to - do przemiału!
      Oczywiście jeśli ludzie cierpią, np. na ból zęba, albo np. swędzi ich skóra - to temu cierpieniu humanitarnie należy ulżyć: zabiciem.

      To wszystko logicznie wynika z moich wypowiedzi. To jest oczywista oczywistość. Nie wyrażałem tego dostatecznie czytelnie?
      Pozdrawiam.
    • saherb
      23.07.2014 10:22
      Cała ta "sprawa Chazana" to doskonały materiał na książkę. Tomasz Terlikowski i Joanna Najfeld powinni napisać "Anatomię manipulacji 2".
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół