• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Strategia Kościoła wobec pedofilii

    KAI |

    dodane 05.02.2014 13:05

    W związku z ogłoszonym dziś apelem Komitetu ONZ ds. Praw Dziecka, który oskarżył Stolicę Apostolską o stosowanie zasad, które rzekomo umożliwiły duchownym molestowanie dzieci, publikujemy analizę pokazującą, w jak bardzo rygorystyczny sposób rozliczane są w Kościele katolickim przestępstwa o charakterze pedofilskim.

    Kościół katolicki od kilkunastu lat ma jasno wypracowane normy postępowania wobec duchownych, którzy dopuścili się przestępstwa pedofilii. Nad ich przestrzeganiem czuwa Kongregacja Nauki Wiary. Podobne procedury, uwzględniające prawodawstwo państwowe, powstają na żądanie Stolicy Apostolskiej w Kościołach lokalnych. Jednocześnie w ostatnich latach zdecydowanie się zmniejszyła skala samego zjawiska nadużyć seksualnych.

    Ze szczególnym natężeniem przypadki pedofilii wśród osób duchownych wystąpiły w Stanach Zjednoczonych. Tam też najwcześniej, bo już w latach osiemdziesiątych wychodziły one na jaw. Zarówno konkretnym kapłanom, jak i ich przełożonym wytaczano procesy, w których zasądzano na rzecz ofiar ogromne odszkodowania, przekraczające dziś już 2,2 miliardy dolarów. Konieczność wypłaty tak wysokich rekompensat doprowadziła kilka diecezji do ogłoszenia bankructwa. Okazało się, że w latach 1950-2002, 4392 ze 110 tysięcy żyjących w tym czasie w USA kapłanów miało kontakty seksualne z ponad 10 tysiącami osób niepełnoletnich. Jednak mniej niż 5 procent zarzutów dotyczyło ściśle pedofilii, czyli nadużyć wobec dzieci przed okresem dojrzewania. Kardynał Bernard Law, któremu zarzucono tuszowanie tych spraw, został odwołany z funkcji arcybiskupa Bostonu, podobnie jak kilku ordynariuszy innych diecezji.

    W Europie największy problem z pedofilią wśród duchowieństwa odnotowano w Irlandii, gdzie w wyjaśnianie tych kwestii włączyły się władze tego kraju, przygotowując niezależne od Kościoła raporty. W mniejszym stopniu, choć równie dotkliwie, pedofilię odnotowano w Niemczech, Austrii i Holandii, a także w Belgii (dymisja biskupa, który molestował dwóch młodych krewnych), gdzie również powstała komisja parlamentarna badająca przypadki pedofilii. Znacznie mniej liczne przypadki zanotowano w takich krajach, jak Francja, Kanada (dymisja biskupa oglądającego pornografię dziecięcą) i Australia, a wręcz pojedyncze na przykład w Polsce (na ponad 8000 w ogóle w całym kraju w 2011 roku) czy Meksyku.

    Z doniesień mediów można by wnioskować, że pedofilia jest zjawiskiem niemal powszechnym wśród duchowieństwa, zaś „każdy kapłan jest winny tego, co mu się zarzuca, bez względu na to, czy zostało mu to udowodnione w sądzie”. Jakie są fakty?

    Siedmiu na 10 tysięcy

    Od 2001 roku watykańska Kongregacja Nauki Wiary pełni rolę trybunału, zajmującego się przestępstwami seksualnymi duchownych wobec osób poniżej osiemnastego roku życia. W lutym 2011 roku jej prefekt, kardynał William Levada, ujawnił, że dotychczas wpłynęło do niej ponad 4000 oskarżeń. Ówczesny promotor sprawiedliwości (prokurator) w Kongregacji, prałat Charles Scicluna precyzował jednak, że nie wszystkie one dotyczą pedofilii. Na około 3000 oskarżeń, jakie zgłoszono Kongregacji w latach 2001-2010 „w 60 procentach przypadków chodzi najczęściej o akty efebofilii, czyli związane z pociągiem seksualnym do dorastających tej samej płci, kolejne 30 procent dotyczy stosunków heteroseksualnych, a 10 procent aktów prawdziwej pedofilii, to jest spowodowanych pociągiem płciowym do niedojrzałych dzieci”. Przypadków księży oskarżonych o pedofilię było zatem około 300 w ciągu dziewięciu lat.

    Jak mają się te dane do ogólnej liczby księży na całym świecie? W 2009 roku było ich 410 tysięcy. Wynikałoby z tego, że pedofilii dopuszcza się 0,07 procenta katolickich duchownych (czyli siedmiu na 10 tysięcy kapłanów). Faktycznie jednak trzeba ten ułamek procenta jeszcze zmniejszyć, biorąc pod uwagę, że przypadki rozpatrywane w Kongregacji dotyczyły – jak informował ksiądz Scicluna – „przestępstw popełnionych w ciągu pięćdziesięciu minionych lat”. Należy go więc wyliczać od ogólnej liczby wszystkich duchownych katolickich żyjących w ostatnim półwieczu, których przecież było znacznie więcej niż wspomniane 410 tysięcy – wielu z nich już nie żyje i nie obejmują ich dzisiejsze statystyki.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

    Wybrane dla Ciebie

    • komentarz
      06.02.2014 09:39
      Okropnie Kościół się oburzył, że ONZ ośmieliła się pouczać i wskazywać palcem zmurszałą instytucję religijną, która ma za sobą wielowiekową tradycję różnych występków.
      Ogromnie oburzył się też GN, uzasadniając, że przecież jednak coś Kościół robi aby w sprawach przestępstw seksualnych nie dochodziło do nich.
      Potrzeba było długich lat aby opinia publiczna wreszcie dowiedziała się jak funkcjonuje od kuchni Kościół, gdy systemowo zamiatał gorszące sprawy pod dywan.
      Kościół cywilizuje się wobec opinii publicznej, przyjmuje różne rezolucje, wytycza kierunki. I dobrze.
      Tyle, że gdyby nie wybuch skandali w USA, a potem działalność organizacji pozarządowych, następnie dokładne opisanie, to co się działo w Irladii, jako klasyczny przykład, do tej pory wszystko byłoby uładzone, i tylko po kątach mówiłoby się, że coś nie tak dzieje się w Kościele.
      Ten śmierdzący wrzód musiał wreszcie pęknąć i dziś jest rzeczą oczywistą, że opinia publiczna, media opisują działalność Kościoła jak każdą inną sprawę na świecie.
      Nie wszystkie Kościoły lokalne do tego przywykły, nasz polski szczególnie.
      Bo gdy słyszę bpa Pieronka, który zaleca ONZ, aby najpierw sama oczyściła się z pedofilii, to śmiech mnie ogarnia, bo to jest tradycyjna i infantylna wypowiedź, gdy się nie ma argumentów.
      Oczywiście, Kościół wobec świata musi się tłumaczyć, i nie ma zmiłuj się, tak jak nie było zmiłuj się wobec ofiar księżowskich.
      Kościół będzie skrupulatnie rozliczany ze swoich ziemskich czynów. Nie ma spraw nie do upublicznienia, szczególnie wierni, ale nie tylko oni, mają prawo wiedzieć, jaka jest wiedza samego Watykanu o przypadkach przestępstw seksualnych wśród księży na świecie. To nie jest wiedza tajemna.
      Proszę zauważyć, że od śmierci JPII, gdzie za jego pontyfikatu, zaczęto dopiero mówić o tych skandalach, upłynęło zaledwie 9 lat, a wiedzia o tych sprawach bardzo się pogłębiła.
      Od czasów BXVI Kościół coś już zaczął konkretnie robić, ale nadal z ociąganiem, zaś Franciszek nadał tym problemom priorytet.
      Dalszy ciąg zdarzeń będzie przyspieszał tak, że wreszcie Kościół dostosuje się do wymogów świata cywilizowanego.
    • komentarz
      06.02.2014 14:51
      Okropnie Kościół się oburzył, że ONZ ośmieliła się pouczać i wskazywać palcem zmurszałą instytucję religijną, która ma za sobą wielowiekową tradycję różnych występków.
      Ogromnie oburzył się też GN, uzasadniając, że przecież jednak coś Kościół robi aby w sprawach przestępstw seksualnych nie dochodziło do nich.
      Potrzeba było długich lat aby opinia publiczna wreszcie dowiedziała się jak funkcjonuje od kuchni Kościół, gdy systemowo zamiatał gorszące sprawy pod dywan.
      Kościół cywilizuje się wobec opinii publicznej, przyjmuje różne rezolucje, wytycza kierunki. I dobrze.
      Tyle, że gdyby nie wybuch skandali w USA, a potem działalność organizacji pozarządowych, następnie dokładne opisanie, to co się działo w Irladii, jako klasyczny przykład, do tej pory wszystko byłoby uładzone, i tylko po kątach mówiłoby się, że coś nie tak dzieje się w Kościele.
      Ten śmierdzący wrzód musiał wreszcie pęknąć i dziś jest rzeczą oczywistą, że opinia publiczna, media opisują działalność Kościoła jak każdą inną sprawę na świecie.
      Nie wszystkie Kościoły lokalne do tego przywykły, nasz polski szczególnie.
      Bo gdy słyszę bpa Pieronka, który zaleca ONZ, aby najpierw sama oczyściła się z pedofilii, to śmiech mnie ogarnia, bo to jest tradycyjna i infantylna wypowiedź, gdy się nie ma argumentów.
      Oczywiście, Kościół wobec świata musi się tłumaczyć, i nie ma zmiłuj się, tak jak nie było zmiłuj się wobec ofiar księżowskich.
      Kościół będzie skrupulatnie rozliczany ze swoich ziemskich czynów. Nie ma spraw nie do upublicznienia, szczególnie wierni, ale nie tylko oni, mają prawo wiedzieć, jaka jest wiedza samego Watykanu o przypadkach przestępstw seksualnych wśród księży na świecie. To nie jest wiedza tajemna.
      Proszę zauważyć, że od śmierci JPII, gdzie za jego pontyfikatu, zaczęto dopiero mówić o tych skandalach, upłynęło zaledwie 9 lat, a wiedzia o tych sprawach bardzo się pogłębiła.
      Od czasów BXVI Kościół coś już zaczął konkretnie robić, ale nadal z ociąganiem, zaś Franciszek nadał tym problemom priorytet.
      Dalszy ciąg zdarzeń będzie przyspieszał tak, że wreszcie Kościół dostosuje się do wymogów świata cywilizowanego.
    • D Y R E K T O R
      07.02.2014 07:02

      Do "Polak Mały". Nadmiernie się Pan podnieca i bez powodu poucza, a przy tym używa dyskredytujących i nie na miejscu określeń /"ogłupić"/, nie rozumiejąc, jak sądzę treści mojego wpisu. Moje uwagi dotyczyły wyłącznie procesu przyjmowania kandydatów do stanu kapłańskiego i nauczycielskiego, czyli, do konstrukcji i treści, oraz czynności egzaminacyjnych, NA EGZAMINIE WSTĘPNYM. Pan natomiast mówi w swoim wpisie o formowaniu. Formowanie, najogólniej ujmując, , to już praca dydaktyczna grona pedagogicznego i kształtowanie przyjętych studentów. Ja zaś do tej działalności w swoim wpisie się nie odnosiłem, gdyż mam świadomość, że zadanie takie wymaga merytorycznego przygotowania i adekwatnych narzędzi pomiarowych.

    • adas
      10.02.2014 00:41
      strategi Kościoła uosabiał bardzo długo założyciel Legionu Chrystusa, a praktyczną egzemplifikacją tej strategii były honory z jakim tego wynaturzonego osobnika długo traktowano.
      ale to, oczywiście, drobiazg, detal - informacja o przeprosinach członków Legionu Chrystusa na stronie Gościa nawet pełnej doby nie zaliczyła.
      Taki swoisty "obiektywizm w dozowaniu informacji ludowi bożemu"
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół