• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Darowane święta

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 51-52/2013

    dodane 19.12.2013 00:15

    Świadectwo uzdrowienia. Anna Ceglarska na pytanie, jakie będzie to Boże Narodzenie, odpowiada – darowane. Wie, co mówi. Gdyby nie Matka Boża Kębelska, mogłaby tych świąt nie doczekać.

    Wszystko będzie niby normalnie. Świąteczna krzątanina, wypieki, stół nakryty białym obrusem i obowiązkowo kolorowa choinka. Bez niej nie byłoby świąt, szczególnie dla najmłodszego w rodzinie Bernarda. Gdy Anna myśli o najmłodszym synku, łamie się jej głos. Co by było, gdyby nowotwór zabrał jej życie? Dwoje starszych dzieci jest dorosłych, ale Benio, jak on by poradził sobie sam z tatą, gdyby zabrakło mamy? Zaraz jednak odpędza od siebie te myśli, bo nie ma się już czego bać. Zdiagnozowany nowotwór z początkami inwazji zniknął z jej organizmu. Oficjalnie lekarze potwierdzili, że nie da się tego wytłumaczyć medycznie i można przypadek Anny uznać za cudowną interwencję Matki Bożej Kębelskiej. Dlatego te święta z jednej strony będą zwyczajne, z drugiej przeciwnie. Będą darowane, więc przeżywane w zupełnie nowy sposób, jak wszystko, co teraz Anny dotyczy.

    Tragiczna wiadomość

    Anna Ceglarska mieszka w Poniatowej. W lipcu skończyła 43 lata. Pomyślała, że sprezentuje sobie cytologię, bo już dawno tego nie robiła. Wynik miał być za dwa tygodnie. Telefon z przychodni przewrócił jej życie do góry nogami. – Zadzwonili, żebym przyszła, bo z moim wynikiem jest coś nie tak. Poszłam. Gdy weszłam do gabinetu lekarskiego, na biurku leżały przygotowane dla mnie skierowania na różne badania i informacje, jakie szpitale mam do wyboru. Byłam w szoku. Lekarz próbował mnie uspokoić, że jeszcze nic nie wiadomo, że trzeba zrobić biopsję, tylko radzi z tym nie zwlekać. Nie miałam pojęcia, jaki szpital wybrać. Nie znam żadnego lekarza w Lublinie, więc popatrzyłam na nazwy szpitali i rzucił mi się w oczy szpital im. Kardynała Wyszyńskiego. Pomyślałam, że skoro taki patron, to może i mną się zaopiekuje – mówi pani Anna. Przychodnia w Poniatowej jest tuż obok kościoła. Gdy Anna wyszła od lekarza, pobiegła wprost przed ołtarz. – Musiałam strasznie wyglądać. Pani, która w kościele układała kwiaty, powiedziała mi później, że jak mnie zobaczyła, pomyślała, że stała się jakaś tragedia. A ja mogłam tylko płakać przed Jezusem. Wieczorem udałam się na nabożeństwo o uzdrowienie duszy i ciała do Wąwolnicy. Miałam tysiące myśli w głowie, w tym najczarniejsze, że nie doczekam np. świąt Bożego Narodzenia – wspomina.

    Krzyż to najlepsze rokowania

    Na drugi dzień jechała do szpitala na biopsję. Wynik był jednoznaczny – nowotwór z początkami inwazji. – Patrzyłam na lekarza, który to mówił, i jakbym nie rozumiała do końca tego, co słyszę. Docierało do mnie, że mam mieć operację, a potem czeka mnie chemia. Nie wiedziałam, o co mam zapytać, w końcu wydusiłam z siebie: „Jakie są rokowania?”. Lekarz popatrzył na mnie, potem wyjął zza koszuli krzyżyk i powiedział: „Widzę, że pani też ma krzyżyk na szyi. Tu są najlepsze rokowania, a najlepiej udać się do Matki Bożej do Wąwolnicy”. To mnie jakoś obudziło – opowiada. Anna pracuje z dziećmi niepełnosprawnymi w ośrodku w Kęble, który mieści się tuż przy miejscu objawień Matki Bożej Kębelskiej. Od dawna, jadąc do pracy, wstępowała do Jej sanktuarium w Wąwolnicy, jeździła też na Msze święte z modlitwą o uzdrowienie, zanim jeszcze zachorowała. Pomyślała wtedy, że ratunek dla niej jest u Matki Bożej. – Pojechałam do Wąwolnicy, jak wiele razy wcześniej. Bardzo chciałam porozmawiać z księdzem Janem Pęziołem, wieloletnim kustoszem sanktuarium. Chciałam pójść do niego do spowiedzi, zanim poddam się operacji. Akurat odprawiał Mszę świętą. Po jej zakończeniu podeszłam do niego, opowiedziałam, w jakiej jestem sytuacji. Pobłogosławił mnie i powiedział, że będzie się za mnie modlił. Cała moja rodzina, przyjaciele też modlili się o moje zdrowie u Maryi Kębelskiej – opowiada.

    Najlepszy dzień na operację

    Czekając na operację, Anna była niemal nieobecna. Lekarze zdecydowali, że usuną jej chore narządy. – W tym czasie odbierałam wiele telefonów od rodziny i znajomych. Każdy starał się mnie jakoś pocieszyć. Niektórzy łagodnie, inni stanowczo, jakby chcieli mną potrząsnąć. Mówili, że mam nie marudzić, poddać się operacji, potem chemii i walczyć o życie, bo mam dla kogo. Gdy zaczęły mnie odwiedzać dalekie kuzynki, pomyślałam, że chyba będę umierać i wszyscy chcą się ze mną pożegnać. Jednocześnie cały czas miałam przy sobie różaniec, który odmawiałam, i obrazek Matki Bożej Kębelskiej. W Niej pokładałam nadzieję, ale po ludzku zaczęłam porządkować różne swoje sprawy. Nie wiedziałam, czy przeżyję operację – mówi Anna. Termin zabiegu wyznaczono na 13 sierpnia. Niektórzy pytali Annę, czy nie boi się takiej pechowej daty. Ona odpowiadała, że 13. to dzień fatimski, więc jeśli ma być operowana, to to jest najlepsza z możliwych dat. Dzień wcześniej zgłosiła się do szpitala. – Po przeprowadzonych badaniach lekarz powiedział mi, że gdybym chciała pójśc na Mszę św., to o 15 jest w szpitalnej kaplicy. Poszłam. Eucharystię sprawował ojciec kapucyn. Na Mszy było wielu chorych, ale ja musiałam dalej jakoś strasznie wyglądać, bo ksiądz podszedł do mnie i zapytał, co się dzieje i jak się nazywam. Obiecał mi modlitwę. Na drugi dzień o 6.00 rano obudzono mnie, by wykonać jeszcze jakieś badania. Oddział jeszcze spał. Nagle słyszę głos tego kapucyna z kaplicy, który na całe gardło pyta: „Gdzie jest Anna?”. Przyniósł mi Komunię św. Gdy ją przyjęłam, poczułam się bezpieczniejsza – wspomina.

    Czas się zatrzymał

    Operacja trwała dwie godziny. Z operowanego narządu pobrano do badania próbki, by sprawdzić, jakie spustoszenia zrobił nowotwór i jaką chemią go leczyć. Trzeba było czekać na wyniki. – Na szóstą dobę wypisano mnie do domu. Miałam czekać na telefon ze szpitala. Strasznie długo to trwało. W końcu sama zadzwoniłam zapytać, czy coś wiadomo, ale lekarz powiedział, że nie ma jeszcze jednoznacznych wyników. Pomyślałam, że musi być bardzo źle, skoro tak długo to trwa, a lekarz przez telefon nie chce mi powiedzieć prawdy. Miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. W końcu zadzwoniła moja komórka. Kiedy zobaczyłam, że to ze szpitala, tak drżały mi ręce, że nie mogłam odebrać telefonu. Cała rodzina przybiegła do pokoju i stanęła przy mnie. Napięcie było tak wielkie, że niemal namacalne. Gdy w końcu połączyłam się z lekarzem, usłyszałam, że mam usiąść. Od razu pomyślałam, że będą tragiczne wieści. Tymczasem lekarz powiedział mi, że tak długo czekali na wynik, bo powtarzano badanie 10 razy, by mieć pewność, że nie jest fałszywe. Nie stwierdzono żadnych zmian nowotworowych. Porównywano materiał z operacji z materiałem z biopsji, który zawierał nowotwór złośliwy i ku zdumieniu wszystkich tym razem nie było żadnych komórek rakowych. „Pani wie, komu to zawdzięcza. Niech pani jedzie i dziękuje Matce Bożej, bo z punktu widzenia medycyny to cud”, powiedział lekarz. Płakałam, tym razem ze szczęścia – opowiada pani Anna. Od razu cała rodzina pojechała do Wąwolnicy dziękować. – Spotkałam tam księdza Jana Pęzioła, zamykał akurat cudowną kaplicę. Powiedziałam, co się wydarzyło. Przytulił mnie wtedy, pobłogosławił i powiedział, że Matka Boża się do mnie uśmiechnęła. Spojrzałam na figurę i naprawdę widziałam, jak śmieje się do mnie – mówi Anna. Po przeprowadzeniu dalszych badań potwierdzono, że Anna Ceglarska nie ma znalezionych wcześniej komórek rakowych. Do Wąwolnicy przyjechał lekarz prowadzący i przedstawił dokumentację medyczną. Przypadek Anny jest najnowszym udokumentowanym medycznie cudem zdziałanym przez Matkę Bożą Kębelską.

    Jezus rodzi się dla mnie

    To, co się wydarzyło, wciąż Annę zadziwia. – Moje życie zaczyna się od nowa. Jezus, który się rodzi, rodzi się dla mnie. Na wszystko teraz patrzę inaczej. Nie odkładam na później spraw. Mówię moim bliskim, że ich kocham. Wcześniej trudno mi przychodziło ubieranie w słowa takich uczuć. Nie czekam też z przeprosinami, jeśli kogoś urażę. Dlatego te święta będą takie inne – bo pierwsze w moim życiu przeżyte z nowej perspektywy. Słowa, które wiele razy wcześniej słyszałam, że Jezus przyszedł na świat dla nas, stały się rzeczywistością w moim życiu. Zwracałam się do Matki, by wyprosiła dla mnie łaskę u swego Syna, i tak się stało. Nie mam żadnych życzeń gwiazdkowych, najlepszy z prezentów już dostałam. Teraz przyszedł czas, bym odważnie dawała świadectwo tego, co się wydarzyło. Niektórzy mnie pytają, czy się nie boję, bo przecież rak może wrócić. Nie boję się. Skoro Bóg daje nam swojego Syna, jako małe bezbronne dziecko, to znaczy, że musi nas bardzo kochać. Zasiadając do wigilijnej wieczerzy czy biorąc do ręki biały opłatek, mam w głowie przede wszystkim słowa: „Zwiastuję wam radość wielką. Bóg się narodził” – mówi pani Anna.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • paweł
      22.08.2014 19:00
      ..wspaniała swiadectwo,jedno z wielu swiadectw MIŁOSIERDZIA MATKI BOŻEJ KEMBELSKIEJ,ja również
      ufam MATCE BOŻEJ KEMBELSKIEJ i modle się o łaskę uzdrowienia z choroby kręgosłupa ufam ,iż moja modlitwa zostanie wysłuchana ale nie o sobie chciałem napisać ,,,,dzieciątko moich znajomych urodziło się z bardzo poważną wadą serduszka od momentu porodu mama z dzieciątkiem przebywała w szpitalu , najpierw w Warszawie póżniej w CZMP w Łodzi ,po bardzo skomplikowanej operacji malutka Zosia była delikatnie mówiąc w nie najlepszym stanie ,lekarze utrzymywali maleńką Zosię w stanie spiączki farmakologicznej kilka tygodni ponieważ serduszko Zosi nie pracowało tak jak powinno a nawet stan pogorszył się i wtedy napisałem meila do księdza proboszcza w Wąwolnicy po krótce opisując sytuację i prosząc o odprawienie Mszy Sw. w intencji zdrowia Zosi , prawdę mówiąc nie liczyłem na to wiedząc jak dużo jest intencji oczekujących,a jednak Ksiądz proboszcz odpisał , że odprawi Mszę Sw.za dwa dni , bardzo się ucieszyłem oczywiscie informując o tym rodziców Zosi.2-3 dni po odprawieniu Mszy Sw. Zosia została odpięta od respiratora ,zaczeła samodzielnie oddychać,zoperowane serduszko rozpoczeło normalną pracę .Zosię czekają jeszcze dwie poważne operacje ale wspólnie z jej rodzicami ufamy ,iż MATKA BOŻA KEMBELSKA JEST JEJ OPIEKUNKĄ .BOGU NIECH BĘDĄ DZIĘKI
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół