• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Krzyż zasługi

    Marcin Jakimowicz

    dodane 03.04.2013 09:00

    Pomysł z Jezusem odmawiającym Różaniec wydał się tak absurdalny, że odrzuciłem tę myśl.

    Słowa, które najbardziej dotknęły mnie w czasie Triduum? „Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował”.

    Jan pisał o sobie. Bez zbędnego owijania w bawełnę.

    Móc tak powiedzieć… Nie podpisywać się danymi z dowodu osobistego, ale zwrotem: „ten, którego On miłuje”. To teoretycznie możliwe. A jednak…

    Przed laty, gdy siedząc zabarykadowany w domu katowałem się myślą, że jestem ostatnią osobą, na którą Bóg chce spojrzeć, niespodziewanie przyszedł SMS od Augustyna Pelanowskiego: „Bóg wpatruje się teraz w twoją twarz z ogromną radością i cieszy się Tobą”.

    Złapałem się na tym, że przez kilka minut zachodziłem w głowę, czym zasłużyłem na takie „odgórne” pochwały. Co takiego zrobiłem? Coś napisałem? Powiedziałem? Przeprowadziłem staruszkę przez jezdnię? Starałem się wygrzebać jakieś dobre uczynki. Nie byłem w stanie uwierzyć w to, że Jezus kocha mnie bezinteresownie.

    Wielokrotnie jeszcze łapałem się na takim podskórnym sposobie myślenia. „Udał mi się mój syn”. Kto? Ja???

    Patrzę na gaworzącego czteromiesięcznego Nikodema. Niczym nie potrafi zasłużyć na miłość. Nie zna jeszcze sztuczek, nawyków, nie ma patentów na zasługiwanie (jego starsze rodzeństwo opanowało już tę sztukę perfekcyjnie). Nie potrafi zasłużyć. Może, dlatego Jezus powiedział; jeśli nie staniecie się jak dzieci nie wejdziecie do królestwa?

    Zapamiętam do końca życia bulwersujące, pozornie absurdalne proroctwo, które otrzymaliśmy przed laty we wspólnocie. Gdy zaczęliśmy odmawiać różaniec Bóg dal nam wyraźny obraz. Twarz Jezusa. Przymknięte oczy. Zobaczyliśmy wyraźnie: Jezus odmawiał z nami pierwszą część „Zdrowaśki”. Szeptał, błogosławiąc swą Matkę : Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z tobą”, do słów: „żywota Twojego, Jezus”.

    Pomysł wydał się tak absurdalny, że odrzuciłem tę myśl. Ta jednak wracała. Jak bumerang. Szczególnie dotykały nas słowa Syna Bożego kończącego modlitwę słowami: „I błogosławiony owoc żywota twojego, Jezus”.

    I wtedy przyszło olśnienie. Przecież to absolutna zgoda na swoje życie! Gdybym tylko zdołał zawołać: „Błogosławiony owoc żywota Twojego”, dziękując za to, że Maryja zrodziła mnie dla wiary…

    „Uczeń, którego miłował”? A może „uczeń, który nieustannie zasługuje na miłość”? Syn, czy ciągle jeszcze najemnik?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Chorzowianka
      03.04.2013 10:40
      Najbardziej wzrusza
      najmniejszy, bezinteresowny gest milosci.

      Jezli zlapie sie ten "haczyk"
      jest sie prawdziwym szczesciarzem,
      bo Pan Bog tak wlasnie nas kocha.
      doceń 10
    • A
      03.04.2013 11:15
      > Jezus odmawiał z nami pierwszą część „Zdrowaśki”. ... Pomysł wydał się tak absurdalny

      Pomysł po prostu był absurdalny. To pokazuje, że wszelkie "proroctwa", objawienia i rewelacje trzeba poddawać krytycznemu osądowi Władzy Kościelnej, w tym sceptycznym teologom.
    • Jerzyk
      03.04.2013 11:19
      Też kiedyś miałem podobne zdarzenie.
      Wychodząc z Kurii, wszedłem do krypty Katedry, ponieważ u góry w Katedrze prowadzono jakieś prace. W czasie modlitwy usłyszałem słowa,
      - Tyś jest mój syn umiłowany.
      Pomyślałem,
      - Ale ci bije Jurek.
      Kiedy jednak modliłem się dalej, otrzymałem pewność, że słowa te odnoszą się do mnie.
      Wyszedłem cały skołowany z kościoła i kręciłem głową z niedowierzaniem.
      Jeszcze jak dziś pomyślę o tym (11 lat), wydaje mi się to niesamowite.
      doceń 11
    • Ola
      06.04.2013 21:38
      Dziękuję za te słowa!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół