• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Jak to nie było niespodzianek?

    dodane 03.01.2013 00:00

    Zanim trafił do konserwator Barbary Kalfas, leżał głęboko w szafie między rupieciami, wstążkami i wszelkiej maści dekoracjami. Po renowacji ma szansę być jedną z cenniejszym pamiątek w rzeczyckim muzeum.

    Nie od dziś wiadomo (pisaliśmy już o tym kilka razy), że w parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Rzeczycy w latach 1781–1804 proboszczem był ks. Jędrzej Kitowicz, pisarz, historyk, autor „Pamiętników, czyli historii Polski” i „Opisu obyczajów za panowania Augusta III”. Oba dzieła powstały nie gdzie indziej, jak właśnie w rzeczyckiej parafii. Poza twórczością pisarską ks. Kitowicza, z którą parafianie mogli bliżej zapoznać się choćby dzięki prapremierze „Opisu obyczajów...”, wystawionej m.in. w remizie strażackiej, w parafii zachowało się także kilka pamiątek po dawnym proboszczu. Jedną z cenniejszych jest ornat.

    Brakuje tylko muzeum

    – Kiedy w 2004 r. przyszedłem do parafii św. Katarzyny w Rzeczycy, ornat uznawano za nieistniejący – wspomina ks. Henryk Linarcik, proboszcz. – Robiąc porządki, znalazłem go w rupieciach. Leżał zwinięty między starymi materiałami, wstążkami i dekoracjami. Jak tylko wziąłem go do ręki, wiedziałem, że jest rzeczą cenną. Odkryłem też, że ma sygnaturę konserwatorską. Po skontaktowaniu się z konserwatorem i ustaleniu, że pochodzi z przełomu XVII–XVIII w., ponownie wpisałem go na listę zabytków. Patrząc na daty, wiązałem go z Kitowiczem. Dziś nie mam już wątpliwości, że jest to ornat, w którym ks. Jędrzej Kitowicz odprawiał tu Msze św. – mówi z dumą proboszcz, który chce, aby odnaleziona zguba była jednym z cenniejszych eksponatów w mającym powstać w Rzeczycy muzeum Kitowicza. – Planuję umieścić go w gablocie obok fotografii, rękopisów i listów pisarza, a także XIX-wiecznych wydań „Opisu obyczajów...”. W muzeum znajdą się także plakaty i zdjęcia z premiery w Rzeczycy, opatrzone podpisami aktorów. Jedynym, póki co, moim zmartwieniem jest to, że – mimo wcześniejszych ustaleń – nic nie dzieje się wokół budynku, który miałby być muzeum – mówi rozżalony proboszcz. Mimo braku budynku ks. Henryk nie ustaje w gromadzeniu eksponatów. Ostatnio, po półrocznej renowacji, z Krakowa z pracowni Barbary Kalfas, konserwatora tkanin zabytkowych, powrócił wspomniany ornat ks. Kitowicza. – Kiedy go zobaczyłem, wstrzymałem oddech. Praca została wykonana po mistrzowsku. Naprawa kosztująca ponad 13 tys. zł (z czego 6 tys. pokrył konserwator wojewódzki z Łodzi) ukazała całe jego piękno – mówi z zachwytem ks. Linarcik.

    Dziury wielkości pięści

    Z efektu końcowego zadowolenia nie kryje także konserwator Barbara Kalfas, która m.in. naprawiała infułę św. Stanisława i pelerynę bł. Szymona z Lipnicy. – Ornat z Rzeczycy to bez wątpienia bardzo cenna pamiątka, mająca swoją długą historię – podkreśla B. Kalfas. – To, co przetrwało do naszych czasów, jest połączeniem dwóch, a nawet trzech szat. Trzeba pamiętać, że w tamtych wiekach tkaniny były bardzo drogie. Taki ornat mógł kosztować nawet dwa wozy z końmi. By się o tym przekonać, wystarczy poczytać testamenty magnatów, a nawet bogatych mieszczan, którzy co do sztuki wyznaczali, kto jaką suknię ma dziedziczyć – wyjaśnia konserwator. Zdaniem B. Kalfas, tzw. ornat Kitowicza raczej nie został przez niego kupiony. Istnieje przypuszczenie, że był on jego ulubioną szatą liturgiczną, w której często odprawiał Msze św. Możliwe jest także i to, że XVIII-wiecznej renowacji, która prawdopodobnie odbyła się w jakiejś klasztornej pracowni, dokonano z jego fundacji. Niestety, poprzednia naprawa i zmiana boków na amarantowe „zabiły” haft. Wypłowiał. – Podejmując się zadania, postanowiłam naprawić wszystkie dziury, z których jedna był wielkości pięści. By przywrócić ornatowi dawny wygląd, usunęłam też naszyte aplikacje – opowiada pani Barbara, która – zdradzając arkana renowacji – przyznaje, że dla konserwatora zawsze najtrudniejszym momentem jest pranie tkaniny, gdyż po zamoczeniu nie ma już opcji „wróć”. – Jeśli chodzi o ornat Kitowicza, niespodzianek nie było – mówi. – Jak to nie było? – protestuje proboszcz. – Nikt się nie spodziewał, że po naprawie będzie on tak piękny. Kiedy pokazałem go w niedzielę ludziom, nie chcieli uwierzyć, że to ta sama szata – mówi ks. Linarcik, który by wyeksponować odnowiony ornat, ze sklepu odzieżowego wypożyczył manekin. – Widząc zaangażowanie ks. Linarcika, muszę przyznać, że się wzruszyłam. Przez myśl przeszło mi także, że w całym tym przedsięwzięciu palce maczał ks. Kitowicz. On też, zanim zdecydowałam się podjąć naprawy, podsunął mi swoje pamiętniki, tym samym odbierając możliwość odmowy – opowiada Barbara Kalfas.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół