• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wolę iść w góry

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 28/2012

    dodane 12.07.2012 00:00

    Społeczeństwo. Są takie miejsca, w których z przypadkową osobą możemy całą noc przegadać o życiu. Miejsca, gdzie nie męczy cywilizacja, gdzie ludzie szukają czegoś więcej niż medialnej papki.

    W pierwszych dniach wakacji, w malowniczo położonej miejscowości Pasterka niedaleko Kudowy-Zdroju, odbyła się pierwsza edycja Festiwalu Sztuk Niebanalnych „Pasterskie Anioły”, dedykowanego miłośnikom gór i podróży. Obok głównego motywu, czyli piosenki turystycznej, pojawiła się muzyka alternatywna, modyfikująca brzmienia dobrze znanych utworów z gatunku poezji śpiewanej. Przez trzy dni wystąpiło kilkanaście znakomitych zespołów. Uzupełnieniem były warsztaty muzyczne i kabaretowe, wystawy, pokazy slajdów i filmów podróżniczych. Można też było spróbować swych sił w konkursie wykonawców. Kim są ludzie słuchający muzyki, której na co dzień nie usłyszymy w żadnym komercyjnym radiu ani telewizji?

    Więcej niż piwo i kiełbaski

    Na takiej imprezie raczej nie ma ludzi przypadkowych. Już samo dotarcie do Pasterki, miejscowości, do której nie dojeżdża żaden autobus, stanowi pewne wyzwanie. Przybywają więc ci, którym się chce po coś sięgnąć. Nie konsumują tylko tego, co mają podane. Muzycy, inżynierowie, nauczyciele, sportowcy, studenci, cały przekrój społeczny. Ludzie w każdym wieku. Charakteryzuje ich jednak to, że mają pasję. Na festiwalu takim jak „Pasterskie Anioły” odnajdują poczucie jedności. – To, że nie ma nas w mediach, wcale nie oznacza, że jesteśmy bandą nawiedzonych ludzi biegających po górach – mówi Wojciech Heliński, od 20 lat zajmujący się animacją kultury na ziemi kłodzkiej. – Tu czujemy, że jesteśmy sporą grupą. Mamy świadomość, że większość rzeczy, które pokazujemy, funkcjonuje poza oficjalnym nurtem medialnym. Ci wykonawcy dysponują zazwyczaj skromnymi funduszami, a po drugie – są to podobno rzeczy mało popularne. Kiedyś faktycznie wydawało się nam, że jest nas zaledwie garstka zapaleńców. Ale okazuje się, że w Polsce jest dużo ludzi, którzy chcą czegoś więcej. Nie tylko piwa, kiełbasek i festynu.

    Wyrzuciłem telewizor

    Dlaczego w takim razie poezji śpiewanej, piosenki turystycznej i niebanalnej muzyki nie ma w mediach? Bo w mediach jest to, co się dobrze sprzedaje. Dobrze, czyli w masowej ilości. A słuchacze piosenek poetyckich i turystycznych nie są klientami masowymi. – Nie ma tych wykonawców, bo są układy – mówi, nie do końca żartując – Wojciech Szymański, jeden ze współorganizatorów. – Trzeba też zauważyć, że dziś to media kształtują gusta. Nie puszcza się takiej muzyki, bo ludzie jej nie słuchają, a nie słuchają jej, bo nikt jej nie puszcza. To zamknięte koło. Myślę jednak, że dzięki internetowi jest szansa, by częściowo przerwać ten dyktat mediów. Ludzie sami zaczynają sobie wybierać, czego chcą słuchać. Polecają sobie piosenki na portalach społecznościowych. I tak jeden od drugiego zarażają się tą muzyką. – Niestety, internet to ograniczone medium, tylko dla ludzi zaawansowanych technologicznie – stwierdza Jarosław Poniatowski, biorący udział w konkursie wykonawców. – Cała reszta osób, szczególnie tych podatnych na reklamy, ze względu na łatwość przekazu dalej ogląda przysłowiową „Modę na sukces”. To nie geny determinują nas do pewnych działań, lecz środowisko, w którym żyjemy. Jeżeli ktoś ciągle słucha komercyjnego radia i ogląda taką telewizję, to sam sobie szkodzi. Dlatego ja konsekwentnie od 15 lat nie mam telewizora. – Ja również od kilku lat nie oglądam telewizji – dodaje W. Szymański. – Zdecydowanie wolę iść w góry.

    Trzeba edukować

    To, co proponuje się klientowi masowemu, ma coraz niższą wartość. Media zaczęły nagminnie produkować celebrytów. – Wystarczy, że ktoś pojawi się w eliminacjach do jakiegoś „talent show”, a już jest kreowany na „gwiazdę” – przekonuje W. Heliński. – Nie trzeba być już artystą. Wystarczy pokazywać się na przyjęciach i w odpowiednich programach. To całkowite nieporozumienie. Wszystko jest postawione na głowie. Ale mamy dobry przykład za granicą, u naszych sąsiadów, z którymi się często spotykamy. W Czechach każda miejscowość powyżej 5 tys. mieszkańców ma szkołę muzyczną, ma dom kultury, a w nim kilka muzycznych zespołów. Jest tam masowa edukacja kulturalna. U nas cały czas na kulturze się oszczędza i ciągle zmniejsza jej fundusze. Tam na festiwale takie jak nasz przyjeżdża po kilkadziesiąt zespołów. Jednak tam są dobrze wyedukowani odbiorcy. W Polsce głównym elementem edukacji są media. Brakuje kontaktu z ludźmi. My robimy to, za czym ludzie zawsze będą tęsknić. Chodzi o spotkanie z drugim człowiekiem. To chyba nadrzędny cel każdej sytuacji.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół