Bogumił Łoziński
Rząd chce zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn w imię sprawiedliwości, tyle, że sprawiedliwie nie znaczy równo.
W rządowym projekcie zmiany systemu emerytalnego czas aktywności zawodowej kobiet i mężczyzn ma być zrównany. Do 2040 roku wszyscy, niezależnie od płci, mamy pracować 67 lat. Wśród argumentów za takim rozwiązaniem podawana jest sprawiedliwość. Chodzi o to, aby wysokość emerytur kobiet i mężczyzn była taka sama, a według rządu można to uzyskać, gdy czas pracy będzie taki sam.
Tyle, że w obecnym systemie wysokość emerytury nie zależy tylko od długości pracy, ale także, a może przede wszystkim od kapitału zgromadzonego w czasie aktywności zawodowej, czyli od wysokości odprowadzanych składek na ZUS. Tymczasem kobiety zwykle mają niższe uposażenie niż mężczyźni, nawet jeśli pracują na tym samym stanowisku, do tego krótszy staż pracy ze względu na urodzenie i wychowanie dzieci. Zrównanie wieku emerytalnego tego nie zmieni. Aby było sprawiedliwie kobiety powinny zarabiać za tą samą prace tyle, co mężczyźni. Do tego wychowanie dziecka powinno zostać uznane za pracę, od której są odprowadzane składki do ZUS, a czas opieki nad dzieckiem wliczony do stażu emerytalnego.
Argumentem przeciwko takim rozwiązaniom jest brak środków w budżecie państwa. Być może jest to prawda, ale mówienie o tym, że wyrównanie wieku emerytalnego jest sprawiedliwe jest nieprawdą. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że załamanie się systemu emerytalnego wynika z zapaści demograficznej, a w konsekwencji gwałtownego zmniejszania się liczby osób w wieku produkcyjnym. Propozycja rządu wydłużająca czas pracy to leczenie objawów, a nie choroby.
Owszem, teoretycznie więcej osób pozostanie aktywna zawodowo, tylko gdy nie będzie zastępowalności pokoleń i wciąż będziemy się starzeć, za jakiś czas znów trzeba będzie podnieść wiek emerytalny, a dalszej perspektywie pracować do śmierci. Dlatego oprócz doraźnego działania jakim jest wydłużenie czasu pracy, państwo powinno podjąć intensywne działania na rzecz rodzin, aby rodziło się w nich więcej dzieci. Opłacanie ZUS kobietom wychowującym dzieci i wliczanie tego czasu do stażu emerytalnego, choć kosztowne, w dłużej perspektywie na pewno będzie bardzo opłacalną inwestycją, bo usunie przyczynę choroby, a nie jej objaw.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 9 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
W ramach polityki prorodzinnej jednak wprowadzić inne udogodnienia dla rodziców wychowujących dziecko:
a) jeśli któreś z rodziców (max jedno) przez pierwsze N lat życia dziecka pozostaje w domu, to państwo opłaca za ten czas ZUS,
b) podatek dochodowy jest rozliczany w przeliczeniu na ilość członków rodziny.
Te rozwiązania są sprawiedliwe, bo rodzice poświęcają swój czas i pieniądze na wychowanie dzieci, które później będą spłacały nasze długi :/ i utrzymywały "ZUSowski" system emerytalny. Zatem wychowanie dzieci jest po prostu innym niż podatki sposobem składania się na społeczeństwo.
A skoro kobiety żyją dłużej, często przerywają pracę jak autor wspomina, to z jakiej racji mają mieć wcześniej emerytury?
wszystkie komentarze >