dodane 2012-02-01 09:24
kab, Rzeczpospolita
Coraz mniej kobiet wybiera życie zakonne. Wokół życia we wspólnocie zakonnej narosło wiele stereotypów, podbudowanych przez sensacje medialne.
Od 1990 roku liczba zakonnic w zgromadzeniach tzw. czynnych zmniejszyła się w Polsce z niemal 24 tys. do 19,6 tys.- informuje "Rzeczpospolita" w artykule "Czy żeńskie klasztory opustoszeją" (nr 26/1 lutego 2012). Starsze zakonnice umierają, młodych kandydatek brakuje. 20 lat temu było niemal 1200 nowicjuszek, rozpoczynających szkołę życia zakonnego. W 2010 r. było ich 355. Podobny spadek widać wśród postulantek (wstępny okresie życia zakonnego).
Mniejszy spadek liczby zakonnic obserwuje się w zakonach klauzurowych. W 2011 roku było ich 1311, podczas gdy 20 lat temu - 1345. W tym samym czasie jednak o około 50 proc. zmniejszyła się liczba nowicjuszek i o 60 proc. postulantek - donosi dziennik.
Zdaniem matki Joanny Olech, sekretarz generalnej Konferencji Przełożonych Wyższych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych w Polsce, "współczesna kultura nie zachęca do tego, aby poświęcać życie innemu celowi niż realizacji własnych planów i ambicji. Aby - poprzez Kościół - poświęcić życie Bogu i innym ludziom".
Z kolei matka Weronika Sowulewska, przewodnicząca Konferencji Przełożonych Żeńskich Klasztorów Kontemplacyjnych, zwraca uwagę na niż demograficzny, oraz fakt, że jedynacy stając przed wyborem "opieka nad rodzicami czy zakon", wybierają to pierwsze.
"Rzeczpospolita" przytacza wypowiedź Anny, byłej zakonnicy po ślubach wieczystych w przekonaniu której kryzys życia konsekrowanego spowodowany jest regułami nie przystającymi do mentalności współczesnych kobiet. "W żeńskich zakonach wszystko jest obwarowane zakazami i nakazami. Brakuje zaufania, że jako dorosła kobieta odpowiadam za siebie i kontakt z Bogiem. Nie ma dialogu i miejsca na samodzielność myślenia" - uważa była zakonnica.
"Taka opinia to duże uogólnienie, może spowodowane osobistymi zranieniami?" - zastanawia się w rozmowie z portalem gosc.pl Teresa, była siostra zakonna przed ślubami wieczystymi, obecnie żona i matka. "W moim przypadku okres w zakonie to był jeden z najbardziej rozwijających etapów życia. Zgromadzenie w pełni pozwalało mi się rozwinąć osobowo. Wszystko w atmosferze wzajemnego zaufania i zrozumienia".
S. Małgorzata Krupecka, urszulanka, przyznaje na łamach "Rz" iż być może jedną z przyczyn spadku liczby kandydatek do zakonów jest lęk przez utratą niezależności. "Ale czy istnieje wolność absolutna? Ktoś kto decyduje się na małżeństwo, też rezygnuje z części swojej wolności (...) Dziś mamy trudność z podejmowaniem decyzji na całe życie. Także jeśli chodzi o małżeństwo" - zauważa zakonnica.
W ocenie urszulanki "wokół życia we wspólnocie zakonnej narosło wiele stereotypów, podbudowanych przez sensacje medialne" a przecież "zgromadzenia zakonne starają się jak najlepiej wykorzystać wykształcenie i zdolności osób, które do nich wstępują".
S. Krupecka zwraca też uwagę iż w samym modelu życia zakonnego "zmiany postępują, choć nie są rewolucyjne, bo w Kościele nie ma zmian rewolucyjnych, tylko nieustanna refleksja".
Przeczytaj komentarze | 28 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Gołym okiem widać, jak w poszczególnych parafiach ten spadek następuje. Siłą rzeczy rodzi się pytanie, dlaczego tak się dzieje i czy można temu przeciwdziałać ?
Biskupi w swym liście z okazji Dnia Życia Konsekrowanego piszą, że każde powołanie, również to, wyrasta głównie z atmosfery domowego ciepła i rodzinnego wsparcia.
W tym miejscu dotykamy, moim zdaniem, fundamentalnych kwestii i tu należy szukać przyczyn tego stanu rzeczy. Powołanie wyrasta zarówno w atmosferze domu rodzinnego, jak i domu, którym jest Kościół.
No właśnie rodzinny dom. Dziś widać wyraźnie, że ten dom rodzinny przeżywa poważny kryzys, spowodowany kryzysem wiary i wartości. To prawda, że dorastajacą dziewczynę nie można wyręczyć w przeżywaniu własnego powołania, ale pomoc i dobry przykład innych są w tym względzie nieocenione. Trudno jednak o dobry przykład, kiedy mamy do czynienia raczej z czymś odwrotnym, a mianowicie z kryzysem rodziny. kryzysem wartości, kryzysem wiary. Współczesny świat i kultura serwują młodemu człowiekowi wiele pokus, by nie powiedzić, że nieustanny konformizm. czyli więcej mieć, od więcej być. Kiedy moja rodzona siostra wybierała w trudnych czasach walki z komuną drogę życia zakonnego, te relacje były zupełnie odwrócone. Dobry przykład innych spowodował, że z każdym dniem utwierdzała się w swoim właściwym wyborze.
Dziś, młoda dziewczyna, która czuje powołanie, a nie może liczyć na wsparcie najbliższych, szuka potwierdzenia swojej decyzji i wyboru drogi w innym domu, którym jest Kościół. Ale tu znów napotyka na różne przeszkody, także związane z kryzysem Kościoła instytucjonalnego i kryzysem wiary.
W takich warunkach, coraz mniej młodych ludzi znajduje w sobie motywację, by pójść za Chrystusem drogą życia zakonnego. Coraz mniej odpowiada pozytywnie na powołanie wymagajace wyrzeczeń.
Moim zdaniem wszyscy powinniśmy uczynić absolutnie wszystko, by budować zdrowe fundamenty w rodzinie. Mama z tatą muszą wiedzieć, że nic tak nie pociąga, jak własny przykład. Trzeba pamiętać, że pacierza uczymy sami klęcząc przed domowym ołtarzem, a przestrzegania wartości własnym postępowaniem. Córka nie wybierze drogi zakonnej lub studiów teologicznych, bez tych przykładów. Nie ma innej drogi.
pozdrawiam,
Problem polega na tym, że młody wrażliwy człowiek nasiąknięty papką medialno-kulturową przeżywa wewnętrzną rozterkę, nie może znaleźć szczęścia, powołania i spełnienia.
Więc szuka go wszędzie, byle dalej od Boga.
Niestety jest to spowodowane czasami w jakich żyjemy. Nie może odnaleźć się w społeczeństwie w jakim się narodził. Co więcej, myśl o wstąpieniu na drogę życia konsekrowanego np w przypadku życia zakonnego, jest wręcz abstrakcyjna i absurdalna.
Sam po sobie mogę przyznać, że dzięki dobroci Boga niemożliwe stało się możliwe, wyrwany z bagna wstąpiłem do seminarium duchownego, zaskoczyło to nawet mnie.
Rozwijam się i kroczę szczęśliwy w obecności Bożej Łaski, lecz zranienie jakie zaznałem wcześniej, wciąż boli, wciąż nie widzę nie mogę odnaleźć powołania. Jestem rozdarty, nie wyobrażam sobie życia jako ksiądz, alei nie chce wracać do tej paskudnej rzeczywistości w jakiej się chowałem.
To jest właśnie kryzys powołanych który i ja przeżywam.
Moim zdaniem kryzys powołaniowy wynika z nie dość dużej uwagi jaką poświęca się temu tematowi. Są modlitwy o powołanie, dzień życia konsekrowanego, czy jak u nas w diecezji rok, ale brakuje w tym wszystkim determinacji i autentyczności.
Sama wielokrotnie słyszałam z ust ludzi Kościoła kąśliwe uwagi na temat zakonnic, np. jeden z rekolekcjonistów, sędziwy kapłan, głoszący naukę dla młodzieży na wstępie wyraził radość, że może znaleźć się w takim gronie, bo na starość to tylko zostało mu głoszenie rekolekcji u zakonnic (jakby to miała być jakaś kara).
Wiele jest podobnych pojedynczych zdarzeń, które układają się w pewną całość, ukazując przerysowany obraz zakonnicy (jeśli chodzi o zakonników, czy księży to ta sprawa wygląda nieco lepiej). Sami najlepiej wiemy, że tak nie jest, ale trudno zmienić mentalność ludzi...niestety.
Na pewno fałszem jest twierdzić, że ludzie (w szczególności kobiety) dążą dziś tylko do wygody i przyjemności, a uciekają od wymagań czy ascezy.
Niestety, ale także hierarcha kościelna zachowuje się w taki sposób, jakby sama nie wierzyła, że Kościół istnieje te dwa tysiąclecia i na prawdę ma ludziom coś do zaproponowania.
wszystkie komentarze >