Przemysław Kucharczak
Katolicy są na jednym oddechu oskarżani, że bronią nienarodzonych dzieci, oraz że bronią ich człowieczeństwa za mało.
Na internetowej stronie „Wyborczej” wisi wzruszający list kobiety, która straciła dziecko przez poronienie. Ona i jej „partner” zostali bezdusznie potraktowani przez personel szpitala. Kobieta, leżąc na sali wśród kobiet oczekujących na poród i ich roześmianych gości, rodziła martwego syna. Nie było nawet parawanu. Kiedy czasem krzyknęła z bólu, personel upominał ją: „stwarza pani dyskomfort dla innych pacjentek. Proszę się pohamować”. I wreszcie najbardziej mnie poruszające, pełne bólu zdanie: „nikt tu nie używa słowa dziecko. Ono jest tylko płodem”.
Już chciałem wyrazić podziw, że „Wyborcza” wreszcie opublikowała tekst w obronie człowieczeństwa nienarodzonych dzieci. Znam zresztą w tej gazecie ludzi, którzy o tym człowieczeństwie są przekonani, ale oni nie mają wpływu na linię pisma. Ale może coś się zmieniło...?
A jednak nie. Zaraz okazało się, o co chodzi. Pacjentka na koniec listu sugeruje, kto jest winny skandalicznego potraktowania w szpitalu. „W naszym katolickim kraju, gdzie chroni się życie od poczęcia, w sytuacji poronienia, to samo życie jest płodzikiem, bez znaczenia” - napisała. Wiele komentarzy pod tym listem dodatkowo twórczo rozwinęło jej sugestię. Otóż, proszę państwa, wszystko jest winą tych wstrętnych katolików. Po pierwsze, mają czelność truć o człowieczeństwie płodu, zamiast walczyć tylko o prawa kobiet. A po drugie, kiedy obecność katolików wreszcie by się przydała, na przykład przy szpitalnym łóżku kobiety dotkniętej poronieniem, to żadnego nie da się spotkać.
Media głównego nurtu często dziś na jednym oddechu zażarcie więc krytykują zasady, którymi próbują kierować się wierzący, oraz wyrażają pretensje, że wierzący tymi zasadami nie dość się kierują. Ironiczny zwrot „w naszym katolickim kraju” to już klasyka. Autorka listu niestety ten absurd powiela: choć żyje z „partnerem”, to jednak ma pretensje, że w szpitalu nie spotkała kogoś, kto w pełni żyje według zasad Kościoła katolickiego. Chciałbym podzielić się z Panią moim niefajnym przypuszczeniem: jeśli trend z jakiegoś powodu nagle się nie odwróci, w przyszłości o spotkanie żyjących wiarą katolików, nie tylko w szpitalach, będzie jeszcze trudniej. Swój udział w kształtowaniu tego trendu ma także gazeta, do której skierowała Pani swój list. Trzy miesiące temu „Wyborcza” prowadziła przecież batalię o prawo do zabijania nienarodzonych dzieci z Zespołem Downa. Na czołówce głównego wydania była nawet sugestia, żeby podawać do sądu lekarzy, którzy odmówili udziału w zabiciu nienarodzonego dziecka. W moim prywatnym rankingu był to jeden z dwóch najbardziej haniebnych materiałów w całej historii tego dziennika. Poprzedni, równie obrzydliwy cykl tekstów, dotyczył w 2008 r. dziecka 14-letniej „Agaty”, poczętego w związku z rok starszym kolegą z gimnazjum. „Wyborcza” przez swoją kampanię na oczach całej Polski doprowadziła do zamordowania tego dziecka.
Trochę to dziwne, że w dzisiejszych czasach trzeba w ogóle odpowiadać na tak wewnętrznie sprzeczne zarzuty. Katolicy są oskarżani, że bronią nienarodzonych dzieci, oraz że bronią ich człowieczeństwa za mało. Nawet nielogiczne oskarżenia, powtarzane wiele razy, stają się z czasem wersją w społeczeństwie obowiązującą. To psychologiczny efekt nasycenia. Jeśli nikt nie będzie na nie odpowiadał, uwierzy w to też większość obywateli „naszego katolickiego kraju”.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 21 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Panie Redaktorze, znow sie z Panem nie zgodze.
Ma Pan pretensje o to, ze ktos od katolikow oczekuje milosci blizniego (raczej nalezaloby powiedziec zwyklego czlowieczenstwa – o milosci blizniego tu nawet marzyc nie mozna)? Czuje sie Pan osobiscie urazony „sprzecznymi“ (naprawde?) oczekiwaniami „swiata“ pod adresem (podobno) wierzacych Jezusowi Chrystusowi?
A slyszal Pan o tym, ze nie jest uczen nad mistrza? Zna Pan „ Mnie przesladowali i was przesladowac beda“ J 15,20? To o co to oburzenie? Powinien Pan wlasciwie byc wdzieczny, ze ktos sie jeszcze tematem katolikow w Polsce zajmuje i przypomina im, czego od katolikow oczekiwac wolno i nalezy.
Nie mowiac o tym, ze swiat ma prawo sie od nas, katolikow dopominac prawdziwego swiadectwa.
Bo po to zostalismy poslani przez naszego Mistrza, na ktorego tak chetnie sie powolujemy. I wielu chcialoby Go nawet na Krola Polski. Jak przypuszczam po to, zeby juz samemu nic wiecej robic nie musieli. A ze za samo „Panie Panie" do Krolestwa Niebieskiego nikogo nie wpuszcza, to tez juz dawno kolo uszu przelecialo.
Moze dlatego, ze nasi biskupi zamiast nauczac na czym polega zycie chrzescijanskie zajmuja sie "niesprawiedliwosciami", ktore podobno dotykaja Kosciol i jego "przesladowaniami" w Polsce.
A teraz wroce do artykulu, o ktorym Pan pisze. I jak typowy katolik-Polak nie widzi Pan tragedii, ktora sie dokonala w tym szpitalu, upokorzenia kobiety przez personel (statystycznie) w 90% katolicki. Widzi Pan tylko to, ze pani zyje z „partnerem“ i (w domysle), nie ma co sie dopominac o „prawdziwych katolikow“ bo tych to juz media wybily. I jej sie zreszta "nie nalezy"....
No media, to chyba takie jak i Gosc Niedzielny. Podobno zreszta katolicki...
Prosze Pana. Ta kobieta stracila dziecko. I dopomina sie o to, zeby to dziecko traktowac jak czlowieka, a nie jak „plod“. I zeby ja traktowac jak czlowieka – matke, ktora rodzi wyczekiwane i kochane dziecko, tyle ze martwe. I jka pacjentke, ktora ma prawo do prywatnosci.
Jezeli prawda jest jej relacja, to szpital powinnien zbankrutowac na odszkodowaniach za nieludzkie traktowanie, upokorzenia, bledy medyczne itp. Ale to mozliwe byloby w cywilizowanym kraju.
W kraju „katolickim“, gdzie zada sie zakazu aborcji – ale juz tak masowo nie organizuje sie czynnej pomocy dla kobiet w potrzebie, tudziez nikomu nie przychodzi do glowy, ze kazdemu pacjentowi, bez wzgledu na sytuacje nalezy sie po prostu szacunek, gdzie walczy sie na piesci o zostawienie znaku Krzyza , gdzie organizuje sie pochody w plaszczach z Jezusem i nie podaje sie w kosciele reki blizniemu obok, jest to niestety nie do pomyslenia.
Wiem, ze mnie Pan nie zrozumie.
No to przytocze jeszcze kilka zdan z Ksiegi, ktora jako katolik zna Pan na pewno na pamiec i zyje nia na codzien.
Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali». J 13,35
!czynem i prawdąDzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale 1 J 3,18
1 P 3,13-17Kto zaś będzie wam szkodził, jeżeli gorliwi będziecie w czynieniu dobra? Ale jeżelibyście nawet coś wycierpieli dla sprawiedliwości, błogosławieni jesteście. Nie obawiajcie się zaś ich gróźb i nie dajcie się zaniepokoić! Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest. A z łagodnością i bojaźnią [Bożą] zachowujcie czyste sumienie, ażeby ci, którzy oczerniają wasze dobre postępowanie w Chrystusie, doznali zawstydzenia właśnie przez to, co wam oszczerczo zarzucają. Lepiej bowiem - jeżeli taka wola Boża - cierpieć dobrze czyniąc, aniżeli czyniąc źle.
Oczywiście narracja GW jest jak zwykle pokrętna, bo każda okazja do wylania jadu na Kościół jest dobra, ale sam artykuł zwraca uwagę na ważny problem, na który - jako ludzie wierzący, więc pełni miłości do bliźniego - nie możemy być obojętni niezależnie od sposobu w jaki antykościelne media go przedstawiają. Sądzę że Pan Redaktor nie stracił żadnego ze swoich dzieci (o ile ma jakieś). Gdyby przeżył tragedię śmierci własnego nienarodzonego dziecka, doświadczył wszystkiego co się z tym wiąże, inaczej napisałby swój felieton. Zawiera on słuszne spostrzeżenia, ale brak w nim miłości do rodziców i ich zmarłego dziecka.
Niestety tak jest, że żaden aborcyjny walczak, broniący godności i człowieczeństwa dziecka nienarodzonego nie pochyla się z troską nad nienarodzonym dzieckiem, które też umiera, tyle że z przyczyn naturalnych. Typowy antyaborcyjny aktywista tylko pozornie troszczy się o dziecko - w rzeczywistości bardziej chodzi o samą walkę - słuszną, ale w walce zapomina się o miłości.
I muszę to napisać - tak właśnie jest jak Pan Redaktor napisał - Kościół za mało broni człowieczeństwa tych dzieci. Nie ma nawet jasnego i wyraźnie wypowiedzianego stanowiska co do duszy takiego dziecka i jej miejsca po śmierci. Z jednej strony wszyscy czują że dziecko ma duszę (bo jest człowiekiem), że jest absolutnie niewinne, bo nawet się nie urodziło, ale nie zostało ochrzczone. Do ofiar aborcji dorobiono teorię o zbawieniu dzięki chrztowi przez krew męczeńsko przelaną, co z dziećmi zmarłymi w łonie matki - właściwie nie wiadomo.
GW wylała jad, ale Kościół też ma wiele do zrobienia w tej sprawie. Ale to rozumieją ci, którzy sami przeżyli coś tak niezrozumiałego, jak odejście dziecka - wyczekiwanego, wymodlonego - które Bóg odbiera zanim jeszcze się urodziło. Niestety, kapłani nie mają szansy tego przeżyć, a więc też zrozumieć, a świeccy ciągle jeszcze za mało znaczą w Kościele. Aborcję łatwiej jest objąć umysłem, więc wiadomo co o niej mówić. Do kobiety, która roni, do mężczyzny, który traci dziecko którego nawet nie widział, nie wziął na ręce - nic się nie mówi, bo tak łatwiej.
2. Raczej chodziło o niekosekwencję i kulturowy brak szacunku dla martwo narodzonych i godność przede wszystkim owej kobiety. To pokazuje też powierzchowność katolicyzmu i haseł antyaborcyjnych, które nie wynikaja z jakiejś empatii z płodem lecz określonej etyki seksualnej
Ciekawe dlaczego autoraka listu nie dostrzega, ze takie traktowanie jest właśnie efektem cywilizacji śmierci jaka panuje w naszym kraju również. Lekarz, który jest w stanie zabić w 22 tc dziecko PODEJRZANE o chorobę, nie bedzie sie rozczulał nad kobietą, która straciła dziecko w tym samy wieku.
Ja jestem w stanie przytoczyć gorszą historię - dziecko urodziło się żywe w 22 tc - a lekarze uznali, ze nie ma prawa żyć. Położyli nagie w misce i czekali aż przestanie oddychać. Al ono - ku zdumieniu lekarzy - nadal żyło. Na szczeście brakło im odwagi by "pmóc" mu umżeć. Zlitowali się i rozpoczeli opiekę. PO KILKU GODZINACH! Na szczęście dziecko przeżyło. Temu się udało, ale ile takich dzieci umniera w ciszy oddziału położniczego? Oddziału który miał słuzyć życiu, a nie zabijać dzieci słabe, chore, niechciane....
wszystkie komentarze >