Dawnym poganom było łatwiej, bo mieli Chrystusa przed sobą. Dzisiejsi mają Go za sobą.
Urzędniczka przyniosła tablice rejestracyjne do mojego samochodu. Nagle jej wzrok padł na ciąg cyfr. – Może być z trzynastką? – zapytała z niepokojem.
Ale to jeszcze nic. Znajomy proboszcz opowiadał mi, jak jego parafianka załatwiała ślub dla swojej córki. Uparła się, że w piątek. Nie pomogły argumenty, że post, że dzień pokuty. Wreszcie ksiądz chwycił się desperackiego sposobu. – A nie słyszała pani, że „piątek – zły początek”? – zapytał. Na to kobieta bez wahania: „Piszcie: sobota!”.
Niedawno w czasie Mszy św. chciałem podać rękę na „znak pokoju” siedzącej za mną kobiecie. Ta jednak nagle cofnęła dłoń, bo stojący po naszej przekątnej sąsiedzi również podawali sobie ręce. – Nie na krzyż! – szepnęła trwożliwie.
Skoro o krzyżu mowa, to od dłuższego czasu dostaję reklamy „Krzyża papieskiego”. Na zdjęciu widnieje pozłacany krucyfiks „z certyfikatem autentyczności” i „pod wyłączną kontrolą Naczelnego Konserwatora Narodowego Instytutu Dzieł Sztuki Sakralnej” (oczywiście nie ma takiej instytucji). Poniżej czytam, że „ten drogocenny krzyż działa cuda! Dzięki niemu otrzymasz to, czego najbardziej brakuje ci w życiu: miłość, szczęście, pieniądze...”.
Krzyż jako amulet, zabobon w kontekście świętości – mocna rzecz. Stwórca zestawiony z jakąś „konkurencją”, która kieruje drogami czarnych kotów, przemawia przez horoskopy i karty tarota, i objawia ludzki los w szklanych kulach.
Wydawać się może, że poważni ludzie nie są przesądni, nie chodzą do wróżek i nie nabierają się na rozmaite reiki, feng shui i inne radiestezje.
Niestety. Gdyby nie było ogromnej rzeszy odbiorców, nie byłoby takiej podaży pism ezoterycznych i telewizyjnych kanałów z wiedźmami w roli głównej. Nie byłoby wysypu wróżb nawet w poważnych mediach z okazji Nowego Roku.
Z czego się to bierze?
Ze strachu. Ludzie, którzy nie uznają Boga albo Mu nie ufają, muszą się bać. To konsekwencja poczucia osamotnienia w świecie, który każe człowiekowi kroczyć żwawo i z podniesioną głową, a nie mówi dokąd i po co. A człowiek wystraszony robi głupie rzeczy. „Zabezpiecza się” tym, co go niszczy i płaci fortunę szarlatanom za metafizyczne śmieci.
Poganie już to przerabiali. W Dziejach Apostolskich (19,19) czytamy o pobycie św. Pawła w Efezie. Gdy ludzie doświadczyli mocy Boga, „wielu z tych, co uprawiali magię, poznosiło księgi i paliło je wobec wszystkich”. Autor notuje, że „wartość ich obliczono na pięćdziesiąt tysięcy denarów w srebrze”. To była suma olbrzymia. Czy ci ludzie powariowali? Takie cenne rzeczy w ogień?
To ważna wskazówka: albo Chrystus, albo bożki. Nigdy jedno i drugie. I nie ma takiej rzeczy, której nie warto się pozbyć w zamian za Chrystusa. Kto Go wybiera, musi zniszczyć pornografię, horoskopy, wahadełka, pierścienie Atlantów i takie tam rzeczy. Nie ma konkurencji dla Boga!
Proponuję prosty test: najczęściej jak można witajmy się przez próg, najlepiej „na krzyż”, podróż planujmy na trzynastego danego miesiąca, najlepiej w piątek, po uprzednim przegnaniu przez ulicę czarnego kota. Czy ktoś się waha? No to jest neopoganinem.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 4 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Ale oczywiście nie zaprzeczam, że niektóre jednostki dalej traktują takie gesty "na poważnie".
wszystkie komentarze >