Taka historia

Marcin Jakimowicz

GN 50/2011 |

dodane 15.12.2011 00:15

O pożegnaniu ze spowiedzią, z którego nic nie wyszło, z Jackiem Borusińskim z Mumio rozmawia Marcin Jakimowicz.

Marcin Jakimowicz: Będziesz musiał „religijnie pojechać”

Jacek Borusiński: – Ojej… Spróbuję.

To cytat. Alicja Resich Modlińska pyta w telewizji: „Co jest dla Mumio najważniejsze?”. A Ty na to: „To będę musiał tak religijnie pojechać: miłość Pana Boga”. Nie żałowałeś, że wyskoczyłeś z tym tekstem?

– Nie, nie wstydziłem się tego. Tu chodzi o coś innego: mam ogromny problem z opowiadaniem o wierze. Gdy czytam to, co powiedziałem, łapię się za głowę: „O matko, jak ja się wymądrzam!”. Ciężko mi potem znieść w tych wywiadach samego siebie. Opowiadam o rzeczywistości, która mnie przerasta. Bo zawsze w taki wywiad wkręca się coś, co jest na wyrost.

Dzwonię do Ciebie dwa dni temu: jesteś na rekolekcjach, wczoraj: na katechezach. Nie zmieniasz wizytówki na Jacek Borusiński – kaznodzieja baptystyczny?

– Nie (śmiech). Ale rzeczywiście: program związany ze wspólnotą i katechezami jest ostatnio niesamowicie intensywny i gęsty. Wczoraj byłem na katechezie adwentowej. Sami z żoną głosiliśmy już katechezy dwukrotnie…

W kompletnej ciemności i strachu?

– Gdy w zeszłym roku po raz pierwszy wyszedłem do ambony, myślałem: „Jakoś to będzie. Jestem przecież przyzwyczajony do wystąpień publicznych”. Ale okazało się, że to jest tak kompletnie nowa rzeczywistość, że naprawdę byłem przerażony. Nigdy się tak nie trząsłem. Przed żadną premierą, przed żadnym festiwalem w Opolu. Tam nie byłem sobą; wskakiwałem w skórę postaci, którą grałem. Tu wychodziłem jako Jacek Borusiński. Kolana się uginały, miałem dwa serca, które waliły w jakimś chorym rytmie. Nie pamiętałem nawet, co mówiłem. Pytałem później żony: „Jak było?”, a ona: „Jak na ciebie, mówiłeś bardzo krótko” (śmiech). To są mocne doświadczenia: widzisz, że działa Duch Święty, a nie ty. Ty możesz jedynie coś bełkotać, pozwolić się skompromitować, stracić twarz.

Co się wydarzyło przez ostatnie dwa lata? Wtedy, na Song of Songs, opowiadaliście o doświadczeniu wiary „z pewną taką nieśmiałością”. Więcej mówiliście o tym, że produkujecie mebelki z mydła czy z masła. Teraz mówisz o Bogu bez ogródek…

– Uciekaliśmy w absurd, bo baliśmy się opowiadać o Kościele na serio. Obawialiśmy się takiego nabzdyczenia, patosu. Moja żona mocno mnie punktuje. Jest jakaś normalna sytuacja domowa i ja nagle proponuję: „Pomódlmy się”; a ona patrzy na mnie i rzuca: „A co ty się taki nienaturalnie poważny robisz? Tak ci się śmiesznie cała twarz ściąga”. I tego właśnie bałem się, odpowiadając dziennikarzom na Song of Songs. Ale gdy zaczynasz zauważać, że Bóg ratuje ci życie i przychodzi w chwilach twych największych słabości, nie możesz o tym nie mówić. I powoli przestajesz się bać, czy to nabzdyczone gadanie ma sens. Kiedyś jeden z bielskich księży poprosił mnie, bym powiedział świadectwo dla gimnazjalistów.

Co grozi śmiercią lub trwałym kalectwem…

– Sam nie wiem, dlaczego zgodziłem się na taki samobójczy krok. Wracałem zmęczony z Warszawy, dowlokłem się na to spotkanie. Mówię i mówię, ale czuję, że idzie jak po grudzie. Widzę, że ich to kompletnie nie interesuje. To najtrudniejszy target, jaki można sobie wyobrazić. Jest kiepsko, ale cisnę ten wózek. Ksiądz, który mnie zaprosił, też nie jest w euforii. Trudno. Skończyłem, wróciłem do domu z poczuciem totalnej porażki. Położyłem się spać. Na drugi dzień odbieram telefon. Dzwoni ten ksiądz i mówi: „Słuchaj! Wydarzyło się coś niesamowitego. Przyszedł jakiś facet, zaplątał się jakoś na tę katechezę, a potem poprosił mnie o spowiedź. »Nie spowiadałem się od 15 lat« – mówił. – Bardzo dotknęło mnie świadectwo, które usłyszałem”. Dla mnie to było niesamowite doświadczenie: nawet z takiego chaosu, z czegoś tak lichego, Bóg jest w stanie wyprowadzić dobro. Pomyślałem: nie ma co się opierać…

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
oceń artykuł
  • Ja
    20.12.2011 11:48
    Dziękuję za ten wywiad!
    a raczej za Pana wiarę i świadectwo, to jest bardzo budujące. Wzruszyłem się czytając.
    Pozdrawiam.
  • Kama
    20.12.2011 12:46
    świetne świadectwo wiary!!! pozdro!!!!
  • czytelniczka
    28.12.2011 15:14
    Dopiero po świętach zapoznałam się z tym tekstem poleconym mi przez męża (rzadko kiedy coś poleca do przeczytania)i przyznaję, że moje doświadczenie wiary koresponduje z Pana Jackowym świadectwem. Dziękuję za otwartość, nawet jeśli nie przychodzi łatwo, tym większa wartość.A na kolejną nową scenkę z kabaretu Mumio pędzimy niczym charty spuszczone ze smyczy, choć mało kiedy włączamy telewizor.
    Niech Duch Święty prowadzi i strzeże!
  • wierok
    13.02.2012 22:24
    Czytam ten wywiad w sytuacji dla mnie trochę trudnej, też jestem na drodze, czy raczej w drodze, i oto same klęski żona w szpitalu (depresja) córka wyjeżdża do Włoch ja zostaję z zamarzniętą wodą, w zasadzie to tylko brak wody przecież to nie koniec świata, dzisiaj jedni Panowie, zrezygnowali do lata, inni próbują wiercić świder, nie wiem dlaczego to opisuję być może uzalam się nad sobą. Ale po przeczytaniu tego wywiadu mam wrażenie że trzeba naprawdę zdać się na łaskę Pana i nie próbować kombinować bez Niego że owszem próbować pomagać sobie i innym ale nie mieć wrażenia że to moja zasługa, jeśli kiedyś będzie żona zdrowa to Jego zasługa i łaska.
    Te codzienne doświadczenia utwierdzają mnie, że sam nie udzwignął bym własnego życia, a co dopiero pomagać innym.
, aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
Gość

    przewiń w dół