• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Łamano nam kręgosłupy

    Bogumił Łoziński

    |

    GN 48/2011

    dodane 01.12.2011 00:15

    O przyczynach rozłamu w PiS i przyszłości ziobrystów z Arkadiuszem Mularczykiem rozmawia Bogumił Łoziński.

    Bogumił Łoziński: Dlaczego rozbiliście Prawo i Sprawiedliwość?

    Arkadiusz Mularczyk: – To prezes Jarosław Kaczyński tak twierdzi. Fakty są jednak inne. Przecież to władze PiS spowodowały rozbicie prawicy, wykluczając z partii trzech europosłów, a potem 18 parlamentarzystów
    i 1 senatora.

    Ale Wasze wykluczenie było oczywiste w momencie, gdy zaczęliście krytykować Jarosława Kaczyńskiego.

    – Nie przypuszczaliśmy, że próba refleksji i debaty o powodach porażki po szóstych z rzędu przegranych wyborach i stałym spadku poparcia spowodują tak drastyczne reakcje. Odpowiedzialność za rozbicie PiS niestety spada personalnie na prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który do samego końca nie chciał kompromisu.

    Każda taka próba kończyła się wykluczeniem krytyków, dlaczego z Wami miało być inaczej?

    – Ponieważ Zbigniew Ziobro jest jednym z najbardziej zasłużonych polityków PiS, który zakładał tę partię i przez lata był jednym z najaktywniejszych jej członków, podobnie jak Jacek Kurski czy Tadeusz Cymański. Mam szacunek dla prezesa Kaczyńskiego za zjednoczenie prawicy i jego dokonania, ale nie powinno być tak, że tylko on ma monopol na prawdę i rządy na prawicy. Od 2005 r. PiS było skutecznie ograniczane przez władze partii, wszelkie frakcje były niszczone, a ludzie mający inne zdanie wycinani, począwszy od Marka Jurka, po Ludwika Dorna. Nie powinno być tak, że wyłącznie jedna osoba decyduje o losach całej formacji politycznej. Odpowiedzialny lider, który chce wygrywać wybory i zmieniać Polskę, powinien słuchać różnych głosów, także krytycznych, a przede wszystkim wyciągnąć wnioski z przegranych wyborów.

    Należy też postawić pytanie, czy zjednoczona prawica jest w tej formule wartością, skoro okazuje się, że w 2005 r. dwie partie prawicowe zdobyły aż 36 proc. poparcia. Podczas gdy PiS nigdy nie zbliżyło się do tego wyniku.

    Czyli chodziło Wam o odsunięcie dotychczasowego aparatu partyjnego i przejęcie władzy w PiS?

    – Statut PiS jest tak skonstruowany, że pozycja Jarosława Kaczyńskiego jest niekwestionowana i nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał jej podważać. To jest po prostu niemożliwe. Twierdzenie, że grupa kilkunastu parlamentarzystów w 150-osobowym klubie PiS chciała zrobić przewrót, jest niepoważne. My chcieliśmy takich zmian w partii, które spowodują, że wygramy następne wybory i wprowadzimy w Polsce te wartości i zasady, które są dla nas ważne.

    Na czym te zmiany miały polegać?

    – Przede wszystkim szefem sztabu nie powinna być osoba, która nie ma żadnego doświadczenia w prowadzeniu kampanii wyborczych. Błędem było skupienie całej kampanii na osobie Jarosława Kaczyńskiego, zapowiadanie, że po zwycięstwie będzie premierem, a jednocześnie unikanie debaty z aktualnym premierem Donaldem Tuskiem. Wyborcy nie rozumieli takiego postępowania. Błędem było też wydanie w ostatnim tygodniu kampanii źle zredagowanej książki, brak reakcji na film Platformy pt. „Oni pójdą głosować”, czy produkcja billboardów „TUSK równa się PALIKOT”.

    Poza kwestiami personalnymi wszystkie te błędy wymienia też prezes Kaczyński w powyborczym liście do szefów regionalnych struktur partii. Pańska diagnoza potwierdza tezę, że spór dotyczył tego, kto miał mieć w PiS władzę.

    – Ale w przeciwieństwie do nas, obecne kierownictwo PiS nie jest zainteresowane wyciągnięciem jakichkolwiek wniosków z przegranej. Żadnych zmian nie będzie. Po raz kolejny kampania zostanie podporządkowana interesom grup dominujących w PiS, kosztem sukcesu całej formacji politycznej i milionów wyborców.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół