Rozmowy nad grobem

Mamo, Bóg umarł! – wyszeptał smutny.

– Nikodem, zaśpiewaj z wszystkimi „Ojcze nasz”. Pan Jezus się ucieszy.

– Nie ucieszy się.

– Ucieszy!

– Nie może się ucieszyć, przecież umarł!

Taki dialog przy Grobie Pańskim w czasie święcenia pokarmów. Logika czterolatka.

Inny obrazek. Sprzed roku. Mały Józio (dziecko z zespołem Downa) zobaczył Grób Pański. Bardzo przejęty i zasmucony powiedział do mamy: „Mamo, Bóg umarł!”. „Ale nie martw się. On zmartwychwstał, żyje” – pocieszała go Ola. A Józio na cały głos (tak, że ludzie stojący obok odwrócili głowy) zawołał: „Acha. To dobrze!”.

Jeśli się nie odmienimy i nie staniemy jak dzieci, nie wejdziemy do Królestwa. Dla wielu z nas Jezus niby umarł, a jednak nie umarł. Umarł tak trochę na niby, bo przecież doskonale wiemy, że trzeciego dnia zmartwychwstanie.

Znajomi klerycy wybrali się w Wielkanoc do zakonnic. Zapukali do furty i z płonącymi oczyma wypalili: „Chrystus zmartwychwstał”. A siostry pokiwały głowami: „Wiemy, wiemy”. I pozamiatane …

Czy jesteśmy w stanie przejąć się Jego śmiercią jak dzieci? Potraktować ją śmiertelnie poważnie? A potem krzyknąć z zachwytem: „Żyje? Och, jak to dobrze!”