Misja na ziemi Miskine’a

Beata Zajączkowska

|

GN 23/2015

publikacja 03.06.2015 00:15

Kiedy rebelianci uprowadzili proboszcza, ks. Leszek Zieliński zawiadomił o porwaniu biskupa, policję oraz ONZ i… wrócił na parafię. Bo ludzie potrzebowali księdza – mówi. Misja w Baboua w Republice Środkowoafrykańskiej do dziś chroniona jest przez oddział oenzetowskich „błękitnych hełmów”.

Ks. Leszek Zieliński (po lewej )z ochroniarzami z sił pokojowych i ks. Marek Muszyński, który wrócił do RŚA w czasie, gdy porwano  ks. Mateusza Dziedzica Ks. Leszek Zieliński (po lewej )z ochroniarzami z sił pokojowych i ks. Marek Muszyński, który wrócił do RŚA w czasie, gdy porwano ks. Mateusza Dziedzica
beata zajączkowska /foto gość

Mijamy kilkadziesiąt ciężarówek jadących do Kamerunu. Konwój otwierają uzbrojeni po zęby żołnierze z sił pokojowych, a ich opancerzone samochody mają być nie tylko gwarancją bezpieczeństwa, ale i pokazem siły. Napady, grabieże i mordy wciąż na tej międzynarodowej trasie są na porządku dziennym. Kiedy mijamy napis „Zukombo”, słyszę: „To teren ludzi Miskine’a, tych, którzy uprowadzili ks. Mateusza Dziedzica. Wciąż są w buszu i wciąż to oni tutaj rządzą”. Maleńka wioska. Gliniane chaty kryte strzechą. Przy drodze stragany z ananasami, mango i wszechobecnym maniokiem. Szef wioski współpracuje z porywaczami z Frontu Demokratycznego na rzecz Ludności Środkowoafrykańskiej. Ich baza musi być gdzieś w pobliżu, bo dziesięciu pochodzących stąd żołnierzy wraca na noc do swych rodzin. Rebelianci zaopatrują się w wiosce. Szef wyznacza ludzi upoważnionych do handlu, a oni zanoszą zamówiony towar na specjalne miejsce w buszu, skąd zabierają go bojownicy. Wielu z nich ma na sobie mundury armii środkowoafrykańskiej i przeszło w niej szkolenie. Zatrzymujemy się w miejscu, gdzie ceglastoczerwona ścieżka niknie w gąszczu. To tu ks. Mateusz wszedł w busz, gdzie spędził 44 dni. Za wioską jest miejsce, gdzie misjonarze przekazywali pomoc dla ks. Mateusza i przetrzymywanych z nim 15 Kameruńczyków i 10 mieszkańców Środkowej Afryki. Tu też, wraz z Czerwonym Krzyżem, odebrali ostatnią grupę więźniów. – Nigdy nie zapomnę, jak po wyjściu z buszu padli na kolana i zaczęli się modlić, dziękując Panu Bogu za życie i wolność – wspomina ks. Leszek Zieliński. Na szyjach mieli zrobione w niewoli drewniane krzyżyki. Taki sam dostał od nich ks. Mateusz.

Modlitwa i post dla porwanych

Misja w Baboua to serce parafii porównywalnej terytorialnie z diecezją tarnowską, skąd pochodzą pracujący tu misjonarze. Co dziesiąty z 60 tys. mieszkańców jest katolikiem. Choć Republika Środkowoafrykańska obchodziła niedawno 100-lecie ewangelizacji, to do Baboua pierwsi misjonarze dotarli dopiero w 1934 r. Parafia Matki Bożej Miłosierdzia powstała w 1958 r., i od tego czasu nieprzerwanie obecni są w niej księża. – Polacy od 1997 r. pozostają z ludźmi w trudnym czasie rebelii.

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Zaloguj się i rozpocznij subskrypcję.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.