• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Pasażer opowiada o awaryjnym lądowaniu

    jdud, RMF, TVN

    dodane 02.11.2011 10:29

    Dominik Dymecki był jednym z 220 pasażerów boeinga 767, który awaryjnie lądował w Warszawie. Tak opowiadał o tym w TVN.

    Dominik Dymecki był jednym z 220 pasażerów boeinga 767, który awaryjnie lądował w Warszawie. Tak opowiadał o tym w TVN.

    Z jego relacji wynika, że pasażerowie przez niemal cały lot nie przeczuwali, jak bardzo dramatyczne będzie lądowanie. - To był nocny lot, więc tak naprawdę większość osób go przespała – opowiada Dymecki.

    Krótko przed lądowaniem pilot ogłosił, że są problemy. Powiedział: „Szanowni państwo, informujemy, że z przyczyn od nas niezależnych lądowanie odbędzie się w trybie awaryjnym”. Stewardessy instruowały pasażerów, jak należy się zachowywać podczas lądowania.  Mówiły m.in., że trzeba włożyć głowę między kolana i zdjąć buty.

    Na pokładzie było nerwowo.  - Niektórzy płakali, niektórzy się modlili, nie mogli opanować nerwów i emocji. Ale nie widziałem i nie usłyszałem takiej sytuacji, przejawiającej oznaki paniki - relacjonuje Dominik Dymecki. Dodaje,  jednak, że lądowanie było idealnie. - Wylądował w taki sposób, jakbyśmy lądowali na kołach. Miękko. Nie czuliśmy uderzenia podkreśla. Rozległy się oklaski dla załogi i komunikat o ewakuacji.

    - Dopiero potem, wiedząc, że już jesteśmy na ziemi, poczuliśmy smród ognia, dymu. Wychodząc, zobaczyliśmy to żelastwo i zdaliśmy sobie sprawę z niebezpieczeństwa – stwierdził pasażer, dziękując załodze i służbom lotniskowym.

    - Opatrzność czuwała nad nami. Zagrożenie życia było duże, a udało się. Faktycznie, 1 listopada chyba będziemy co roku świętować – zakończył Dominik Dymecki.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • Stanisław_Miłosz
      02.11.2011 11:37

      W Polskim Radio 1 w jednej z wypowiedzi padło straszne słowo "sabotaż", oczywiście jako możliwość, a nie już stwierdzony fakt. Jakżeż to odmienna narracja od tej po katastrofie smoleńskiej: w tej słowo "zamach" nie tylko przez wiele miesięcy (właściwie do dziś) nie mogło przejść przez gardła, ale wręcz czuło się że jest zakazane.

      Ale co tu się dziwić, na niedoszłej katastrofie okęckiej pojednania z USA nie uda się zbudować, a na smoleńskiej z Rosją były duże szanse.

      Poza tym, gdy samolot leci z zachodu do Polski, to z założenia można być pewnym jakiegoś podstępu, gdy zaś leci z Polski na wschód, to z założenia podstęp jest niemożliwy. Tym bardziej, gdy w pierwszym przypadku pasażerowie są nikim (no, może z wyjątkiem o. redemptorysty), a w drugim elita niepokornego polskiego narodu. I trzeba się tego trzymać.

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół