• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Powiedz to głośniej

    ks. Tomasz Horak

    |

    GN 44/2011

    dodane 03.11.2011 00:15

    Wierzący człowieku, chrześcijaninie, nie kul się w sobie, mów o swojej wierze. Słowami i znakami.

    Opowiadał znajomy ksiądz... Rzecz działa się, gdy pewien polityk narobił hałasu o krzyż w Sejmie. A ów ksiądz przechodził ulicą dużego miasta. Nie jest tam duszpasterzem, ale po ubiorze widać, że ksiądz. Z naprzeciwka szedł mały chłopak. Skulił się na widok księdza i półgłosem wyrzucił z siebie: „Nie ma Boga”. Reakcja księdza była – wydaje mi się – trafiona: „Powiedz to głośniej”. Mały skulił się bardziej i poszedł w swoją stronę. Czy dziecko samo to wymyśliło? Nie sądzę. Mając do czynienia z dziećmi już ponad 40 lat, wiem, że dziecięce dusze i umysły są w naturalny sposób chrześcijańskie, czy jak kto woli: religijne.

    Nawet jeśli dziecko wyrasta w rodzinie ludzi niewierzących. A ten chłopak poczuł w sobie tak silną wewnętrzną presję, że na widok księdza musiał uzewnętrznić nagromadzony w myślach, w uczuciach, w sercu bunt. Bunt? Tak mi się zdaje. Tyle że ów bunt był chyba skierowany w dwóch kierunkach. Z jednej strony przeciw wszystkiemu, co przypomina o Bogu. Z drugiej strony był to bunt przeciw temu, co słyszał od dorosłych, a co przekreślało naturalną potrzebę wiary dziecka. W każdym razie dla malca pytanie o Boga przestało być sprawą obojętną. Bo usłyszałem kiedyś taką diagnozę: „Ludzie nie są przeciwni wierze, Kościołowi, Bogu. Ich to nic nie obchodzi”.

    Pewnie tacy też są, zwłaszcza gdy upaćkali się w moralnym błocie. Ale przypuszczam, że to jest margines. Wybuch nienawiści wobec krzyża jest argumentem na potwierdzenie mojej tezy. Wybuch prymitywnej nienawiści, jaka nie przystoi zwłaszcza osobom publicznym. A co na to my, chrześcijanie? My wierzący? My duchowni? My świeccy katolicy? Odpowiedź wydaje się prosta i sama się narzuca. Musi być nas widać i słychać. Wierzący człowieku, chrześcijaninie – ty też powiedz to głośniej! Nie kul się w sobie, mów o swojej wierze. Słowami i znakami.

    Krzyżyk, koloratka, pozdrowienie przechodzącej zakonnicy (bo one zawsze z uporem wiarę manifestują, dziękujemy wam, kochane siostry!). Nakreślony przed posiłkiem znak krzyża, także w eleganckiej restauracji. Przed kościołem jakikolwiek, ale czytelny znak uszanowania. A jeśli staniemy wobec ateistów i agnostyków – jak niedawno chrześcijańska młodzież w Krakowie – to z radością i entuzjazmem trzeba wyśpiewać swoją wiarę, jak ci młodzi. Przeciw ponuractwu i krzykliwości niewiary. Bo widziałem już trochę życia. Wiem, że to niewiara jest smutna i wrzaskliwa. A ów chłopak, dla którego „nie ma Boga”? Skoro sprawa nie jest dla niego obojętna, znajdzie radośniejszą odpowiedź.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • kajja
      15.11.2011 11:59
      Rozwiązanie proste i istniejące od wieków - stała (chodzi o wysokość) pensja dla księdza płacona przez diecezję (Na ten fundusz składają się wszystkie parafie z diecezji) lub lepszy pomysł (bo rodzi we wspólnocie poczucie odpowiedzialności) - jak u braci protestantów przez radę parafii ( i jak ksiadz się obija, skłóca wspólnotę, nie przykłada sie do liturgii i nauczania - to mu sie dziękuje za współpracę).
      Reszta pieniędzy idzie na działalnośc parafii, utrzymanie budynków / pomieszczeń wspólnych wspólnoty (przestają być królestwem księdza, którego trzeba błagać o klucz do salki; kościoła, itp.
      Raz na kwartał zbiórka kasy na wspólnoty w potrzebie (to zadziwiające jaki bunt wśród wierzących chrześcijan rodzi pomysł, że wspomorze się sąsiednią, mała wiejską parafię - o i jeszcze spoza dekanatu!)
    • kajja
      15.11.2011 11:59
      Rozwiązanie proste i istniejące od wieków - stała (chodzi o wysokość) pensja dla księdza płacona przez diecezję (Na ten fundusz składają się wszystkie parafie z diecezji) lub lepszy pomysł (bo rodzi we wspólnocie poczucie odpowiedzialności) - jak u braci protestantów przez radę parafii ( i jak ksiadz się obija, skłóca wspólnotę, nie przykłada sie do liturgii i nauczania - to mu sie dziękuje za współpracę).
      Reszta pieniędzy idzie na działalnośc parafii, utrzymanie budynków / pomieszczeń wspólnych wspólnoty (przestają być królestwem księdza, którego trzeba błagać o klucz do salki; kościoła, itp.
      Raz na kwartał zbiórka kasy na wspólnoty w potrzebie (to zadziwiające jaki bunt wśród wierzących chrześcijan rodzi pomysł, że wspomorze się sąsiednią, mała wiejską parafię - o i jeszcze spoza dekanatu!)
    • KAJJA
      15.11.2011 12:04
      Znam parafię wiejską i niezamożną, w której z braku kasy ksiądz przemieszkiwał u parafian - w wyodrębnionym pokoiku. Żył. Zadbali o niego i mimo przywar do dziś go mile wspominają, choć to dziś staruszek.
      Co tu się obrażać, że parafia bidna? Do luksusów Bóg powołał? A jeśli parafia odpowiedzialna a ksiądz pokorny - to i w bidzie z miłością sobie poradzą.

      A już św. Paweł zbierał na potrzebujące wspólnoty.
    • Eterno Vagabundo
      07.12.2011 08:57

      Pan Bóg, jak powietrze,
      Zewsząd nas otacza.
      W naszym krwioobiegu
      Razem z tlenem krąży.

      Więc czemu właściwie
      Człowiek mu uwłacza
      I do jego zguby
      Ustawicznie dąży???

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół