Nowy numer 20/2018 Archiwum

Uwierzyłam w kłamstwa

Myślałam, że ułatwiając dostęp do aborcji, pomagam kobietom w trudnej sytuacji, mówi Abby Johnson w rozmowie z Natalią Dueholm.

Natalia Dueholm: Przeszła Pani na stronę obrońców życia dzięki modlitwie wielu ludzi i po tym, jak zobaczyła Pani aborcję na USG. Czy zanim rozpoczęła Pani pracę dla Planned Parenthood (PP), widziała Pani zdjęcia lub film z aborcji?

Abby Johnson: – Widziałam zdjęcia i różne materiały, które pokazywali obrońcy życia stojący pod kliniką aborcyjną. Wierzyłam w to, co PP powiedziała mi na temat tych zdjęć, aż do momentu, kiedy byłam świadkiem aborcji na USG.

Wielu ludzi wierzy w to, że aborcja w pierwszym trymestrze nie jest niczym znaczącym. Co odpowiedziałaby Pani tym ludziom?

– Dlaczego bronić życia tylko w pewnych fazach? Czy tylko jedna część życia jest znacząca? Kiedyś zgadzałam się na aborcje w pierwszym trymestrze, ale nie na późne aborcje, z powodu specjalnie opracowanych i nieprawdziwych rzeczy, o których PP powiedziała mi, że są „prawdą”. Wierzyłam w tę „prawdę” przez 8 lat, aż do momentu, kiedy na ekranie USG podczas aborcji zobaczyłam walczące o życie dziecko, które tę walkę przegrało.

W swojej książce napisała Pani, że czuła się oszukana przez organizację, dla której pracowała. Podczas internetowej konferencji powiedziała Pani również, że czuła, że PP zdradziła kobiety. Czy może Pani opisać, w jaki sposób wpadła w tę pułapkę?

– Stało się to po rozmowie z bardzo miłą panią podczas targów na moim uniwersytecie. Jej łagodny głos i miłe słowa dobrze brzmiały w moich uszach, kiedy mówiła, że celem PP jest pomoc kobietom, które są w kryzysowej ciąży, edukowanie tych kobiet oraz zapewnienie opieki w zakresie zdrowia reprodukcyjnego oraz ograniczanie liczby aborcji w kraju. Zostałam wychowana w duchu pro-life i powiedziałam o tym pracownicy PP. Odpowiedziała, że rozumie, skąd przyszłam, i poinformowała mnie, że jeśli aborcja byłaby zakazana, wiele kobiet decydowałoby się na niebezpieczne aborcje nielegalne, tak więc PP czyni dobrze, oferując bezpieczne aborcje tym kobietom, które czują, że to dla nich dobra decyzja. Nie chciałam, aby kobiety narażały się na pokątne aborcje zagrażające zdrowiu i życiu, więc wstąpiłam do organizacji. Od tego dnia pracowałam kolejno jako wolontariuszka, zwykły pracownik i dyrektor kliniki, a w czasie kiedy zobaczyłam aborcję na USG (i zrezygnowałam z pracy), byłam właśnie w drodze do stanowiska prezeski największej kliniki aborcyjnej na zachodniej półkuli.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama