• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Trzeba być wyrazistym

    rozmowa abp. Andrzejem Dzięgą, metropolitą szczecińsko-kamieńskim

    |

    GN 27/2009

    dodane 02.07.2009 12:24

    Z abp. Andrzejem Dzięgą, metropolitą szczecińsko-kamieńskim, o polskiej racji stanu na Pomorzu Zachodnim rozmawia Andrzej Grajewski

    Andrzej Grajewski: Ksiądz Arcybiskup ukształtowany został w realiach Polski wschodniej, zupełnie odmiennych od tych istniejących na Pomorzu Zachodnim. Jakie są tego konsekwencje dla pracy duszpasterskiej Księdza Arcybiskupa?
    Abp Andrzej Dzięga: – To jest rzeczywiście z jednej strony ogromne przeciwstawienie, ale z drugiej z zaskoczeniem wciąż stwierdzam, że czuję się tutaj jak u siebie w domu. Na to składają się różne rzeczy. Ogromna część mieszkańców Pomorza Zachodniego przybyła tutaj z Kresów Wschodnich, z południa Polski i z Litwy. Dlatego, proszę mi wierzyć, nie czuję żadnego zaskoczenia w kontaktach z ludźmi. Jednocześnie nie ma wątpliwości, że jest to zupełnie inny teren. Powiem o jednej osobliwości. W innych regionach Polski chyba nikomu do głowy nie przyjdzie, że tutaj jeszcze trwa odbudowa kościołów ze zniszczeń wojennych.

    Jaka jest skala tego problemu?
    – Wprawdzie są to już tylko pojedyncze dzieła, ale często jest to zadanie nadal bardzo skomplikowane. Trwa na przykład ciągle odbudowa ogromnego kościoła w Chojnie, porównywalnego swymi rozmiarami z kościołem katedralnym. Część świątyń zrekonstruowano całkiem niedawno, a niektóre, zwłaszcza kościoły filialne, nadal czekają na odbudowę. Wszystko to jednak wymaga wielkiego nakładu pracy, a także niemałych środków. To jest także wyznacznik specyfiki tego terenu.

    A inne różnice?
    – Jest także jeszcze jeden obszar, który zaskakuje mnie ciągle i który dopiero poznaję. Na innych terenach Polski parafia jest tradycyjnym centrum duchowości i życia sakramentalnego. Nawet gdy się dzieliła, to pewne doświadczenia były przenoszone na nową wspólnotę. Tutaj ludzie przyjeżdżali i zaczynali mieszkać w jakiejś miejscowości, w której odbudowywali kościół albo on po prostu był. Zaczynali z niego korzystać i on stawał się ich kościołem. Było ich jednak za mało, aby tworzyć parafię. Oni w tych kościołach filialnych czują się zupełnie autonomiczni i mówienie im o parafii, jako pewnej jedności, jest działaniem trochę sztucznym. Nie ma więc naturalnego ducha wspólnotowości. To sprawia, że tutaj dyskusje o sposobach duszpasterstwa, zwłaszcza w odniesieniu do kościołów filialnych, muszą być prowadzone zupełnie inaczej niż w Polsce centralnej, gdzie jest kościół parafialny i dwie, trzy kaplice filialne.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół