• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Papież i prorocy rozpaczy

    rozmowa z ks. prof. Jerzym Szymikiem

    |

    GN 01/2008

    dodane 03.01.2008 15:54

    O nowej encyklice – z Kubą Wojewódzkim i Marią Janion w tle– z ks. prof. Jerzym Szymikiem rozmawia Jarosław Dudała

    Ks. Jerzy Szymik – ur. 1953, teolog, poeta, członek Międzynarodowej Komisji Teologicznej przy watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, profesor zwyczajny, wykładowca dogmatyki Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego i KUL

    Jarosław Dudała: Mam znajomego, który jest niewierzący. Ma pewnie różne nadzieje, które chyba się spełniają, bo nieźle mu się powodzi. Ale jego nadzieja nie ma nic wspólnego z wiarą w Boga. Tymczasem Papież w encyklice „Spe salvi” koniecznie wiąże nadzieję właśnie z wiarą...
    ks. prof. Jerzy Szymik: – Papież pisze, że – cytuję – „wiara jest nadzieją”. Pisze to zaraz na początku, na pierwszej stronie, w drugim punkcie. Jego teza brzmi: nadzieja prawdziwa, czyli taka, która nie jest i nie chce być matką głupich, musi sobie poradzić z kwestią śmierci. I z tą kwestią pana znajomy sobie nie poradzi bez wiary. Bo umrze. Jak umrę i ja... I nie uważam się wcale ani za lepszego, ani za mądrzejszego od niego. Uważam jedynie, że moja wiara (czyli nie ja, ale Bóg) daje nadzieję w obliczu śmierci, a jego niewiara nie daje takiej nadziei. Nadzieje, które nie biorą się za bary ze śmiercią, są bądź na zbyt małą miarę (to nadzieje typu: „może znajdą na to lekarstwo” i... rzeczywiście znajdują, człowiek żyje np. 6 lat dłużej, ale i tak umrze), albo są one naiwne lub iluzoryczne, tzn. obiecują coś, czego nie są w stanie dać. Powtórzę: prawdziwe wyzwanie, z którym zmaga się nadzieja, to śmierć. Wiara chrześcijańska ma odwagę twierdzić, że sobie z tym wyzwaniem radzi. To znaczy, że zna przyszłość człowieka pomimo unicestwiającej mocy śmierci. Chrześcijaństwo powiada, że nadzieja, którą ma do zaoferowania – nadzieja, którą nazwałbym chrystokształtną – przeniesie człowieka ponad granicą śmierci. Nadzieja ta mówi, że człowieka czeka los Jezusa Chrystusa: owszem, Golgota, ale i Wielkanoc. Wiara chrześcijańska oferuje nadzieję, którą Papież nazywa za Ewangelią życiem wiecznym. „Nasz Pasterz i Filozof” (czyli Chrystus, to zwroty z encykliki) chodzi ciemną doliną i przeprowadza przez nią dlatego, że On, Wskrzeszony – jest Zabitym, Zmartwychwstały – jest Umarłym. Doświadczył obu stanów. A to znaczy też, że Bóg w Jezusie ma doświadczenie tego największego wroga człowieczej nadziei – śmierci. I twierdzi Bóg, że nie do niej należy ostatnie słowo. Że Jego wszechmocna miłość jest mocniejsza... Panie Jarku, za 70 lat w tym miejscu spotka się zupełnie inny profesor z zupełnie innym dziennikarzem, ale my nie będziemy jednak unicestwieni, choć być może nawet wywiady po nas nie pozostaną. Ale będziemy żyli; w wieczności Boga, w Bogu.

    Mówimy o tym, że przeciwieństwem nadziei jest śmierć. A co z beznadzieją, życiem bez tych małych ludzkich nadziei, o których Papież pisze, że też są ważne i potrzebne?
    – Tym większe jest znaczenie jedynej, prawdziwej, niezniszczalnej nadziei dla ludzi takich, jak przywołany w encyklice XIX-wieczny wietnamski męczennik, Paweł Le-Bao-Thin, który żył w obozie koncentracyjnym. Nadzieja, o której mówimy, pomogła mu wytrwać. Ta nadzieja pomaga wielu ludziom dokonywać gestów heroicznych – wspomnijmy choćby ojca Kolbego. Małe ludzkie nadzieje są ważne, cudowne, potrzebne, wspierające – ale w obliczu śmierci są jednak właśnie „małe”, zbyt małe... Uważam zarazem, że głównym wrogiem małych i dużych nadziei, a zarazem jedną z największych pokus, która wisi jak smog w ponowoczesnym powietrzu, jest rozpacz.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół