• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Nowe serce ojca Billa

    rozmowa z o. Josephem Billem

    |

    GN 27/2007

    dodane 04.07.2007 11:49

    O błogosławionych zawałach serca, cudzie uzdrowienia i pełnym życia osiemdziesięciolatku z o. Josephem Billem rozmawia Marcin Jakimowicz

    o. Joseph Bill - misjonarz ze Zgromadzenia św. Wincentego ŕ Paulo. Od 1976 roku, gdy po dwóch zawałach serca cudownie odzyskał zdrowie, jeździ po świecie i posługuje modlitwą o uzdrowienie

    Marcin Jakimowicz: Jest Ojciec żywym przykładem słów Ezechiela: „dam wam serce nowe”. Takich ludzi nie spotyka się codziennie na ulicy…
    Joseph Bill: – Tak (śmiech). Rzeczywiście otrzymałem nowe serce. W 1976 r. miałem dwa zawały serca. Przeżyłem cudem, mimo że lekarze nie dawali mi żadnych szans…

    Musiał być Ojciec przedtem bardzo aktywny. A może nerwowy?
    – Ooo, tak. Byłem dynamiczny, ciągle w akcji.

    Czy wierzył Ojciec, że modlitwa może przynieść zdrowie?
    – Nie. Kompletnie w to nie wierzyłem. Pełniłem ważną funkcję: byłem zarządcą w swoim zgromadzeniu. A to oznaczało: money and power. To władza i pieniądze powodowały, że oddalałem się od Jezusa. Czerpałem garściami przyjemności tego świata, a Bóg widział, że jak tak dalej pójdzie, to zostanę bardzo złym, letnim księdzem. Bóg mnie kocha i dlatego zdecydował się przemienić moje życie i dał mi… dwa zawały serca. To była Jego miłość, ale wtedy o tym nie wiedziałem.

    Po Mszy św. upadłem nieprzytomny. Zawieziono mnie do olbrzymiego szpitala, a lekarze bezskutecznie starali się przywrócić mi przytomność. Leżałem przez trzy dni. Ci, którzy mnie odwiedzali, byli pewni, że umieram. Płakali i modlili się. A ja czwartego dnia otworzyłem oczy. Zdumiałem się, bo w pokoju było sporo ludzi. Nade mną pochylał się lekarz. Co się stało? Smutny odparł: Ojcze, EKG wykazało, że miałeś dwa silne zawały, widzę, że nadchodzi trzeci, śmiertelny. Leż, nic nie mów, nie ruszaj się, bo umrzesz. Więc leżałem bez ruchu przez… 45 dni.

    Bolesne doświadczenie pustyni…
    – Tak. Ogromne oczyszczenie. Po 45 dniach usłyszałem, że udało się uciec od trzeciego zawału. Lekarz powiedział: Ojcze, pomału wracaj do domu, ale musisz o siebie dbać, zażywać lekarstwa. Nie możesz, broń Boże, nauczać, nie chodź po żadnych schodach. A ja dziś nauczam i codziennie chodzę po wysokich schodach i nic mi się nie dzieje (śmiech). Ale wtedy myślałem, że umrę. Przygotowywałem się do dobrej śmierci. I wówczas odwiedził mnie znajomy ksiądz. Powiedział, że organizowane są pierwsze rekolekcje charyzmatyczne w Kerali, w Indiach. Nie byłem do tego jakoś przekonany, ale pomyślałem: pojadę, zobaczę. Usłyszałem, że pod koniec ma być modlitwa o uzdrowienie. Pomyślałem: to niezły pomysł zostać uzdrowionym. Zapisałem się.

    Było nas 163 księży i dwóch biskupów. Ostatniego dnia klęknąłem przed biskupem, a on nałożył na mnie ręce i modlił się. Przeżyłem szok. Nie widziałem już kapłana, widziałem Jezusa zmartwychwstałego. Żywy Jezus stał przede mną, modlił się i dotykał mnie. Czułem się niezmiernie szczęśliwy. Pobiegłem do lekarza na badania. Wszystko skrupulatnie sprawdził i zdumiał się: nie ma śladu zawału. Masz nowe serce. Co zażywałeś? – Nie brałem lekarstw! To biskup modlił się o moje uzdrowienie. Lekarz był chrześcijaninem, ale nie mógł uwierzyć. Drapał się po głowie: czy to możliwe, by wyleczyć się przez modlitwę? Nie! Powtórzymy badania. Powiedziałem: Bóg, który stworzył moje serce, mógł je odtworzyć na nowo. Jeśli może mnie stworzyć, może mnie na nowo odtworzyć. Zrodziła się we mnie żywa wiara w Jezusa, który żyje, dotyka, uzdrawia.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół