• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • W ogniu Ducha

    rozmowa z Cyprianem Morycem

    |

    GN 10/2007

    dodane 07.03.2007 21:30

    O księdzu Blachnickim przewracającym się w grobie, zaprzyjaźnieniu się z kluczem i bioenergoterapeutach z ojcem Cyprianem Morycem rozmawia Marcin Jakimowicz

    O. Cyprian Moryc bernardyn, historyk sztuki, duszpasterz akademickiej wspólnoty „Jezus żyje wśród studentów” w Lublinie

    Marcin Jakimowicz: Czy wspólnota jest do zbawienia koniecznie potrzebna?

    O. Cyprian Moryc: – Tak (śmiech). Jest potrzebna do zbawienia. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, który przecież jest wspólnotą miłujących się Osób.

    Wielu mówi: po co mi wspólnota?
    – Wygodnie przyjąć taką postawę. Jestem na dystans, mam swój światek, swój domek. To jest bardzo egoistyczne, nie widzę cierpień drugiego człowieka, jego pragnień, nie słyszę jego wołania, nie poddaję się oczyszczeniu przez braci.

    Gdybym nie był we wspólnocie, myślałbym, że jestem porządnym, pobożnym facetem. Przy znających mnie na wylot braciach trudno udawać….
    – Tak. Nic przyjemnego. Wspólnota powinna być konfliktogenna. To dobrze, jeśli są spory o wartości. Gorzej, gdy kłócimy się o głupoty.

    A sama niedzielna Msza nie wystarczy? Czy to jest wspólnota, czy jedynie zbieranina przypadkowych ludzi?
    – Nie można przeżyć głęboko Mszy świętej, jeśli nie celebruje się wspólnoty w tygodniu. Msza święta jest źródłem i zarazem szczytem wspólnoty, jej prowokacją. W czasie Eucharystii są dwa wezwania Ducha Świętego: by z chleba i wina uczynił ciało i krew Jezusa i by z przypadkowych ludzi uczynił mistyczne ciało Chrystusa, czyli wspólnotę.

    Czy jako młody chłopak miał Ojciec jakieś ciągoty wspólnotowe?
    – Nie. Wychowałem się w tradycyjnej rodzinie katolickiej, ale zacząłem się budzić do życia wiary w pierwszych latach liceum. Zaczytywałem się w Piśmie Świętym. Dotykały mnie zwłaszcza obrazy z Dziejów Apostolskich, ukazujące pierwsze wspólnoty Kościoła. Zatęskniłem za taką formą życia. Dziś na Zachodzie wielu świeckich stara się realizować te słowa. W samej Wspólnocie Błogosławieństw taką formę życia wybrało już kilka tysięcy świeckich. Są i w Niemczech, i na Słowacji. Dlaczego nie nad Wisłą?
    – Znam wielu Polaków, którzy modłą się, by te wspólnoty zakiełkowały nad Wisłą. Czemu ich jeszcze nie ma? Jest sporo głosów w naszym Kościele, że nasz katolicyzm jest mocny i trwały, bo przeszedł chrzest bojowy za czasów komunizmu, i że takie formy nie są tu potrzebne.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół